Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
The Spiny Serpent
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-10-04, 17:25   The Spiny Serpent

The Spiny Serpent




Opis tematu pojawi się niebawem, za opóźnienia serdecznie przepraszamy.

 
   Podziel się na:  
Michael Buckner
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-05, 13:58   

[bilokacja, jakoś dzień po grze z żoną]

Na miłość boską.. co Michael robił na Nokturnie? Otóż odpowiedź jest prosta - przyszedł się napić, a wiedział, że nikt nie będzie go tu szukał. Bo kto wpadłby na to, żeby szukać kogoś po kursie aurorskim, a obecnego Szefa Czarodziejskiego Pogotowia Ratunkowego na Nokturnie? Na Pokątnej, owszem, tak... ale nie Noktur, do cholery! Tam chodziły same ciemne typki! A jednak Michael zapuścił się w te okolice, chwilę połaził po uliczce, rozglądając się ciekawie dookoła, po czym wstąpił do jakieś baru. Od zewnątrz wyglądał dość mrocznie... od wewnątrz wcale nie lepiej, ale nie przeszkadzało mu to specjalnie. Podszedł do baru, zamówił szklaneczkę whisky, tak na dobry początek i usiadł przy jednym ze stolików. Wyciągnął nogi przed siebie, pod stolikiem i upił kilka łyków ze szklaneczki. Oblizał usta, odchylając głowę - pyszne. Uwielbiał whisky. Zresztą, on uwielbiał praktycznie wszystkie alkohole, nie był zbyt wybredny. A już zwłaszcza ubóstwiał te, po których ostro kręciło się w głowie. Siedział sobie wygodnie, popijając whisky i rozglądając się po lokalu. Szukał kogoś na kim można byłoby zawiesić wzrok na niego dłużej. no co - popatrzeć nie można?
 
   Podziel się na:  
Clovis Auttenberg
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-05, 14:21   

[bilokacja przed misją 8-) ]

Mężczyzna nie wiedział co ze sobą począć. Krzątał się po Nokturnie mijając tak wiele twarzy, że nigdy by ich nie spamiętał. Wiedział doskonale, że kręci się tu tak wiele popleczników czy też innych podejrzanych typków. Nigdy nie należał do zwolenników rozmów z nimi, nie potrafili wycisnąć z siebie nic ciekawego. Zaślepieni miłością do Czarnego Pana lub po prostu zagubieni, oszaleli z tak błahych powodów. Nie chciał skończyć jak on, a dobrymi towarzyszami po prostu nie byli.
Clovis naciągnął swój czarny kaptur od płaszcza jeszcze bardziej na warz gdy skręcił w zaułek. Trzymał dłoń niemal kurczowo na różdżce przy pasku, spodziewając się najgorszego. Wiedział, że okolica jest podejrzana wystarczająco by zachować ostrożność. Nie zdawał sobie sprawy nawet dokładnie z tego gdzie jest. Nie miał wcześniej czasu by odwiedzać Nokturn i zagłębiać się w szemrane interesy. Za każdym kątem widać było jakieś ofiary, krzyczących ludzi czy szlochające niewiasty. To zdecydowanie nie było miejsce dla niego, lecz on chciał się po prostu napić. Na Pokątnej znaliby go wszyscy, zresztą na Nokturnie pewnie większość widziała jego twarz. Kto mógłby przegapić te wielkie plakaty podczas gdy startował w kampanii? Zapewne nikt, kto posiada oczy. Clovis mógł jedynie modlić się o to, by nikt go nie rozpoznał.
Przestąpił próg jakiejś misternej tawerny, by szybko opleść ją wzrokiem. Skierował się do kontuaru i zamówił ognistą, tak jakby zrobił to wszędzie indziej. Nieco się zgarbił patrząc na barmana, który właśnie nalewał trunek. Odebrał szklaneczkę i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu, o zgrozo, znajomych twarzy. Napotkał całkiem sympatyczną mordkę Michaela, która coś mu świtała. Nie pamiętał jednak gdzie go widział, pewien był, że jednak w jednym z Departamentów. Przywykł do zapamiętywania nazwisk szefów poszczególnych sekcji, jednak czasami mózg go zawodził. Postanowił udać się w jego stronę, jako, że mężczyzna wyglądał na najmniej podejrzanego typa. Reszta miała kaptury naciągnięte po same usta, siedząc w kątach i łypiąc złowrogo w jego kierunku.
- Można się dosiąść? - powiedział, odsuwając krzesło naprzeciwko Michaela. Uśmiechnął się sympatycznie, na tyle na ile było go stać.

//zt
 
   Podziel się na:  
Michael Buckner
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-06, 22:21   

Michael drgnął, słysząc dźwięk odsuwanego krzesła. Nie miał ochoty na towarzystwo. Patrzeć to co innego, ale rozmawiać z kimś czy chociażby siedzieć przy jednym stoliku to było dla niego zbyt wiele. Przez chwilę patrzył na mężczyznę, który się do niego dosiadł, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Po co pytał, czy może się dosiąść, skoro i tak usiadł nie czekając na odpowiedź? Trochę go tym zirytował. A o to było bardzo łatwo, bo Michael dzień wcześniej miał "poważną rozmowę" ze swoją żoną i był mocno poddenerwowany. To pewnie dlatego dzisiaj poszedł się napić do baru, a nie wrócił prosto do domu. Nie chciał natrafić na Clarisse. Lubił tą dziewczynę, naprawdę, ale... to nie była miłość. Nie mógł jej kochać, nawet pomimo tego, że bardzo się starał wmówić sobie tą miłość.
Zmarszczył lekko brwi i dopił whisky ze swojej szklanki, odstawiając ją po chwili.
- Przepraszam, trochę się śpieszę.
Podniósł się z krzesła, rzucając ostatnie spojrzenie na mężczyznę, po czym jakby nigdy nic wyszedł z lokalu. Nie miał ochoty na żadne pogawędki. i chciało mu się płakać, i było mu cholernie źle. Na pewno nie zniósłby teraz żadnego towarzystwa.



/ wybacz, jakoś nie mam weny na Michaela, a nie chce cię przetrzymywać i zajmować ci lokacji.
 
   Podziel się na:  
Karen Dearborn
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-05, 15:10   

Było dosyć wcześnie, The Spiny Serpent świeciło pustkami, co wydałoby się całkowicie logiczne. Należy jednak pamiętać, że Nokturn rządzi się swoimi prawami, czasem i w środku dnia trafiało się nadspodziewanie dużo klientów. Karen nie miała jednak najmniejszego problemu z tym, że opuściła swoje lokum i znalazła się na widoku, wszak była to znajoma okolica i nie wierzyła, by musiała się tu czegokolwiek bać. Mimo wszystko.
Co prawda zima miała się ku końcowi, jednak kapryśna styczniowa pogoda bywała uciążliwa. Słońce świeciło dość mocno, jednocześnie igiełki mrozu wbijały się nieprzyjemnie we wszystkie nieosłonięte części ciała i właśnie dlatego Karen zdecydowała wkroczyć do pubu i spędzić tu chwilę czy dwie.
Nieśpiesznie przekroczyła próg i odetchnęła z ulgą. Pozdrowiła barmana skinieniem głowy i ruszyła ku stolikowi ukrytemu w rogu pomieszczenia; zawsze lubiła siadać w mniej widocznych miejscach, jednocześnie samej mając na oku wszystkich wchodzących lub wychodzących z lokalu. Ostrożnie odłożyła torbę na krzesło obok, następnie pozbyła się szala i wełnianego płaszcza, które przewiesiła przez jego oparcie. Powiodła dookoła badawczym wzrokiem - nie zauważyła nikogo do kogo mogłaby mieć interes, spokojnie mogła oddać się leniwej lekturze. Podeszła do baru i zamówiła coś na ogrzanie się, później wróciła do wybranego wcześniej miejsca i wyciągnęła z torby oprawioną w skórę książeczkę.
Upiła łyk zakupionego napoju i podparła brodę na ręce, otwierając lekturę na założonej stronie. Choć miała problem ze skupieniem się na tekście, nie planowała robić sobie przerwy. Wygięła usta w grymasie rozdrażnienia. Rozpraszało ją wspomnienie Dolohova, czy raczej - jego nagłego wyjścia. Co prawda miała pewne podejrzenia, co mogło sprowokować takie zachowanie, jednak nie mogła mieć pewności, do tego czuła nieznośne ukłucie złości na myśl o tym, że tak po prostu ją zostawił i zrezygnował z jej towarzystwa. Niesamowicie denerwowała ją tamta sytuacja, jednak bardziej denerwował ją fakt, że miała ona wpływ na jej samopoczucie czy zdolność pracy.
Upiła kolejny łyk i powiodła dookoła wzrokiem, spoglądając na wystawione na kontuarze butelki różnych kształtów i rozmiarów. Założyła za ucho kosmyk włosów, nadal marszcząc brwi.
Problem polegał na tym, że nadal nie zapłaciła mu za księgę. Wszak opuścił ją tak nagle, że nie zdążył się nawet upomnieć o należne galeony, więc może jednak... Zaklęła pod nosem i powróciła wzrokiem do trzymanej przed sobą lektury. To nie czas na zachowywanie się jak podlotek. Będzie musiała do niego napisać, umówić się na spotkanie i dostarczyć zapłatę, niezależnie od jego nastawienia czy podejścia. Najważniejsze, by nie dać ponieść się emocjom i zachowywać się chłodno, profesjonalnie.

Spędziła tam ponad godzinę - poczytała, wypiła zamówiony alkohol, podenerwowała się jeszcze trochę - i zebrała się do wyjścia. Nie mogła zostać w The Spiny Serpent dłużej, wszak wzywały ją obowiązki.

// zt
 
   Podziel się na:  
Inara Barrowick



...bo ja mam takie magiczki...

Alchemik

26

3/4

panna







101

różdżka, teleportacja łączna, kociołek

Wysłany: 2014-12-30, 21:53   
   Mów mi: Kami, Inara


(Dzień po spotkaniu w Kawiarni)
Tak w rzeczywistości, absolutnie nie wiedziała, dlaczego pojawiła się akurat tutaj. Czy zwykła ciekawość mogła być takim wyznacznikiem? Czy może powinnam nazwać to jakimś rodzajem głupoty? A może zwyczajnie chęć przekonania się na własnej skórze…co to za miejsce było, o którym usłyszała już od kilku klientów. Opinie były mieszanie. Jedni mówili, że The Spiny Serpent to zwykła mordownia, gdzie pojawiają się najróżniejsze formy typów spod ciemnej gwiazdy, gdzie na porządku dziennym są bójki i dziwna spotkania. Inni wspominali, że fakt, może pojawia się tam więcej cichociemnych postaci, ale zdecydowanie jest to miejsce, gdzie trzeba przyjść, jeśli ma się do załatwienia jakiś interes. Dodatkowo…wbrew pozorom jest to popularne miejsce odwiedzin nie tylko przestępczej społeczności. Właściwie, można tam spotkać niemal każdego…więc czemu miałoby dziś zabraknąć i mnie? Wcisnęłam na siebie dopasowane skórzane spodnie, do tego ulubioną bordową koszulę i nieodłączną niemal w każdych wyjściach, czarną, równie jak spodnie skórzaną kurtkę. Oczywiście różdżka grzecznie leżała w kieszonce, którą dorobiła po wewnętrznej stronie rękawa. Miałam jednak nadzieję, że nie będzie konieczności jej używania…
Na miejsce jednak zdecydowałam się teleportować. Pojawiłam się przed wejściem i już na zewnątrz słychać było śmiechy i muzykę. Pomieszczenie do którego weszłam okazało się być istną mieszaniną zapachów. Na szczęście…nie tak strasznych, jakby mogło się wydawać. Przede wszystkim zapach dymu i alkoholu. Moje wejście na szczęście nie robiło większego zamieszania. Co chwilę ktoś wchodził, wychodził, mijał mnie. Ktoś oczywiście gwizdnął na mój widok, ale zignorowałam to uśmiechem. Lokal mieścił dość sporą liczbę osób różnego typu, wyglądu i …humoru. W większości osób, podchmielona raczej wykazywała oznaki radości, może trochę podejrzliwości. Moją uwagę jednak zwrócił ktoś…bardzo przyciągający uwagę. No...przynajmniej uwagę tej żeńskiej części baru, w tym także moją. Dłuższe, ciemne włosy i cholernie niebieskie oczy, które niczym dwa pioruny ciągnęły do siebie…każdego, kto w nie spojrzał. Ciężko byłoby mi go minąć teraz. I akurat ten, sądząc po nieco znudzonej, czy może zirytowanej bardziej minie miał wielką ochotę chyba już się zmyć. Obok niego, nawet całkiem ładna dziewczyna, która wyraźnie zainteresowała się nieznajomym. Jednak chyba taktyka jej podrywu była zbyt nachalna…może nawet pusta, bo chłopak jeśli odpowiadał – robił to zdawkowo, co chwilę popijając ze szklanki mocniejszy trunek.
Jeden moment, kiedy odwrócił się w moją stronę sprawił, że na mojej twarzy wykwitł szeroki, bardzo zadziorny uśmiech i pewnie ruszyłam w jego kierunku. Bezceremonialnie usiadłam między wspomnianą dwójkę, na co dziewczyna zareagowała niemal krztuszeniem. Odwróciłam się najpierw do dziewczyny, która piorunowała nie nienawistnym spojrzeniem, by po chwili zwrócić spojrzenie na nieznajomego, i ze słodkim uśmiechem powiedziałam coś, czego sama po sobie do końca się nie spodziewałam.
- Cześć Kochanie, mam nadzieję, że ta pani sobie już idzie? i nie nagabuje mi chłopaka?
Kolejna rzecz, którą potem zrobiłam, chyba już dla całkowitego rozwścieczenia nachalnej panny – pocałowałam nieznajomego prosto w usta.
Czy...mi przypadkiem nie zakręciło się w głowie? Co ja w ogóle wyrabiałam..i skąd pomysł, że chłopak nie potraktuje mnie jak wariatki? Ale...zachowywałam się zgodnie z tym, jaka byłam. Działałam bardzo spontanicznie..i miałam nadzieję, że i przystojny nieznajomy, tak potraktuje mój bezczelny...ratunek?
 
   Podziel się na:  
Joseph Avery



Now I'm dead...

Jestę duchę, straszę!

30

Czysta

Trup







164

różdżka,

Wysłany: 2015-01-07, 12:54   

/ Po akcji z Alistairem XD

Nic nie wskazywało na to, że ten dzień będzie się różnił czymś specjalnym od innych. Ot, kolejne, melancholijne, a zarazem leniwe siedzenie na dupie w chacie, gdzie Joseph snułby jakieś intrygi przeciwko Lordowi Voldemortowi i takie tam!
Aczkolwiek dziś wyjątkowo coś go zamulało, nic ciekawego mu do łba nie przychodziło, nawet skupić się na tworzeniu nowych tekstów nie mógł, w związku z czym usychał w tej odjebanej w chuj posiadłości i umierał z nudów. Nie wytrzymał i musiał się gdziekolwiek przejść, bo chyba by pierdolca jakiegoś dostał. Ubrany jak zwykle całkowicie na czarno, w tym narzuciwszy na siebie swoją ukochaną, skórzaną kurtkę, wybył z posiadłości, kierując się tam, gdzie go tylko nogi poniosą. Tak się złożyło, że był również cholernie głodny. Zatem postanowił sobie zapolować. Do tego najlepszym miejscem jest zazwyczaj jakiś klub or whateva. Kiedy już jakiś znalazł, od razu wbił do środka, rozglądając się za jakąś potencjalną ofiarą. Oczywiście nie obyło się od ciekawskich spojrzeń, ale on miał wszystkich w dupie. Chciał się po prostu rozerwać, a potem ostatecznie właśnie sobie znaleźć kogoś do wyssania z niego krwi ot co. A skoro już się tu znalazł, postanowił zamówić sobie jakiegoś drinka, bo naszła go ochota na coś mocniejszego. Kiedy dostał to, czego chciał, siedząc tak se beztrosko na tym siedzeniu barkowym, chwycił szklankę w dłoń i począł powoli sączyć z niej alkohol. Nie spostrzegł się, gdy jakaś laska się do niego przyłączyła. - Hej przystojniaku! Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? - Joseph omal nie podskoczył usłyszawszy jej słowa! Odwrócił się w jej stronę, lustrując ją uważnie spojrzeniem od stóp do głów. Owszem, musiał przyznać, że była z niej całkiem seksowna kobitka, do tego o blond włosach - tak bardzo w jego typie. Ale nienawidził natrętów, a ona do takich niestety należała, co było widać już na pierwszy rzut oka i po samym jej zachowaniu, a nawet w sposób, w jaki była ubrana. Niemniej nie chciał wyjść na chama, bo mimo wszystko nie lubił być takim wobec kobiet. - Eee nie. - odpowiedział tylko, siląc się w sumie na jakiś uśmiech. - Joseph Avery, prawda? Mogę prosić o twój autograf? - on tylko jej przytaknął, potwierdzając swoją tożsamość, po czym dał jej to, o co prosiła, bo to nie było dla niego czymś złym przecież. Blondi ewidentnie chciała z nim spędzić czas, zaś brunet im dłużej musiał ją znosić, tym gorzej, bo zaczynała go szczerze wkurwiać swoją obecnością i nachalnością. Odwrócił się, rozglądając gorączkowo dookoła siebie, ażeby wykminić, jak się pozbyć tej idiotki, bo miał jej dosyć, ale nic szczególnego nie przychodziło mu do głowy, a ona zaczynała już naruszać jego przestrzeń osobistą - co wywoływało coraz większy wkurw u Josepha. Jedyne rozsądne rozwiązanie na jakie wpadł, to zmycie się z tej spelunki, bo tylko chyba tym sposobem zazna wreszcie świętego spokoju, gdyż ta laska raczej się od niego prędko nie odpierdoli. Przyuważył jednak w pewnym momencie, iż jakaś dziewczyna się mu przygląda i do niego uśmiecha, więc on odwzajemnił jej się tym samym - no mniej więcej, bo u niego aż tak entuzjastycznie to nie wyglądało, ale nie ma mu się co dziwić z drugiej strony. Będzie musiała mu to wybaczyć o. Widział także, że się do niego powoli zbliża. I kiedy tak usiadła między nim, a tym pieprzonym natrętem, zapaliła mu się żółta lampka nad łbem. Ona wyglądała normalnie i na pewno nie skojarzyłby jej z żadną psychofanką, ani nic z tych rzeczy. Fakt, może jej początkowe słowa go ostro zszokowały i mógłby to odebrać jako kolejną próbę przypieprzenia się drugiej osoby do niego, ale z drugiej strony… fangirlsy nie są takie mądre, żeby na coś takiego wpaść, bo nie używają za bardzo swojego mózgu.. o ile go w ogóle posiadają. I tylko dlatego się zorientował, że ona chce tym samym wyratować go z opresji, a pomoc by mu się tu jak najbardziej przydała, zatem będzie jej prędzej dozgonnie za to wdzięczny. Kij, że jej metoda była szalona - ważne, że skuteczna!
- Tak, zdecydowanie już sobie idziesz, mam rację? Nie chciałbym, żeby moja dziewczyna była o mnie zazdrosna, wiesz. A właśnie na nią czekałem! - zwrócił się do wariatki z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy, żeby tylko dolać oliwy do ognia, aby ta wreszcie się od niego odczepiła. Wykorzystał nieznajomą, a co się miał pieprzyć dłużej z jakąś kretynką, skoro jego wybawicielka spadła mu dosłownie jak z nieba! Ten pocałunek prosto w usta na chwilę sprawił, że aż cały zesztywniał, ale nie odepchnął jej, ani nic z tych rzeczy, bo zorientował się, że ten czyn był jedynie po to, aby maksymalnie wytrącić z równowagi tę idiotkę. Miał szczerą nadzieję, że to podziała. Może nie od razu, ale odwzajemnił jej pocałunek, obejmując jednocześnie w talii, jak już się otrząsnął z początkowego szoku. Kątem oka zaobserwował, jak w pustej lasce zaczyna się olbrzymia złość gotować i ostatnie co zrobiła, to tupnęła nóżką, fuknęła coś bliżej niezrozumiałego pod nosem, po czym powoli kierowała swoje cztery litery ku wyjściu z pomieszczenia.
 
   Podziel się na:  
Inara Barrowick



...bo ja mam takie magiczki...

Alchemik

26

3/4

panna







101

różdżka, teleportacja łączna, kociołek

Wysłany: 2015-01-09, 19:06   
   Mów mi: Kami, Inara


A jednak nieznajomy podjął moją nieco lekkomyślną, ale ratunkową grę. Oczywiście najpierw musiał być w naprawdę dużym szoku, kiedy się pojawiłam i zaserwowałam tak niecodzienne zachowanie, ale widać bardziej zależało mu na pozbyciu się nachalnej panny, niż zastanawiać się nad powodami mojego zachowania. Czasem może działałam zbyt impulsowanie, często też musiałam zbierać niezbyt oczekiwane konsekwencje, ale ostatecznie – co mogłam zrobić innego? Czasami sama siebie zaskakiwałam, ale przynajmniej teraz – wcieliłam się dość zabawna sytuację.
Nieznajomy szybko potwierdził moje słowa, dodatkowo obejmując mnie mocniej i odwzajemniając pocałunek. Może była to drobnostka, ale miło mi się zrobiło, że nie potraktował mnie jak wariatki. A i samo doznanie było przyjemne, więc czego miałam żałować? No..może faktu, że nieco podniosło mi się ciśnienie, a fala gorąca zalała moje ciało. Może też braku pomyślunku, jak dokładnie się później zachować, czy coś wytłumaczyć, ale tym w sumie nie powinnam się przejmować. Zawsze coś przychodziło mi do głowy.
Za to jasnowłosa panna, prawdopodobnie, gdyby mogła, zabiłaby mnie spojrzeniem. Nie powstrzymałam się i na moich ustach pojawił się nadzwyczaj słodki uśmiech. Może nie było w nim zwyczajowej złośliwości, ale w kontekście sytuacji, zdecydowanie można go było odebrać dwuznacznie.
Oczywiście po chwili dziewczyna, prawie sycząc jak wąż podniosła się i ostentacyjnie zwróciła się do wyjścia. Siedziałam blisko nieznajomego do momentu, gdy postać nachalnej piękności zniknęła za drzwiami. Odwróciłam się wtedy do chłopaka i zaśmiałam cicho, kręcąc głową i poprawiając jak zwykle, nieco potargane od wiatru włosy.
- …że też jeszcze zdarzają się takie osoby, choć sądząc po Tobie, raczej musiałeś się dość przyzwyczaić do takich sytuacji? – odsunęłam się teraz, nie chciałam zostać wzięta, za kolejną, która się do niego przyczepia, czy ma jakieś dziwne zamiary. Nie miałam zamiaru aż tak się narzucać, czy być nachlana. W sumie, dopiero teraz mocniej sobie uświadomiłam, w jak zabawnej sytuacji uczestniczyłam. Kolejny raz posłałam mu uśmiech.
- Nie no…to był mój najkrótszy związek w jakim byłam. W ciągu pięciu minut bezczelnie zdobyłam chłopaka, by teraz równie samowolnie go rzucić – zdecydowanie brzmiało to absurdalnie.
Mimo, że miałam ochotę poznać niebieskookiego chłopaka, to uznała, że jednak lepiej jest się chyba ulotnić. Jeśli siądę teraz sama, to miałam pewność, że ktoś będzie próbował się dosiadać, czy zaczepiać. Musze zapamiętać, żeby przychodzić tu już z kimś umówiona, albo od razu w towarzystwie. Sama atmosfera nie była mi obca. Potrafiłam też zachowywać się na tyle pewnie, że nikt nie powinien wziąć mnie za bezbronną ofiarę, którą łatwo wykorzystać. Cóż, może poza wyglądem, który jak zwykle mógł być nieco mylący. Z tym jednak też potrafiłam sobie radzić.
 
   Podziel się na:  
Joseph Avery



Now I'm dead...

Jestę duchę, straszę!

30

Czysta

Trup







164

różdżka,

Wysłany: 2015-01-24, 09:42   

Szczerze, musiał się tego podjąć, bo nie miał w istocie innego ani lepszego wyjścia. Przynajmniej nic specjalnie nie przychodziło mu w tamtym momencie do głowy. Zresztą już wcześniej, zanim w ogóle się ona tu pojawiła, próbował na coś konkretnego wpaść, ale niestety nic z tego. Gdy tylko zobaczył tę nowoprzybyłą dziewczynę, a ona przeszła do rzeczy bez patyczkowania się, od razu wiedział, że ten czyn wyratuje go z opresji. Nieważne, że było to dosyć szalone; liczył się fakt, iż było to skuteczne. No i może był odrobinkę zdesperowany, że było mu już o tyle wszystko jedno, byleby ta nachalna laska wreszcie się od niego odpieprzyła. Sam nie miał pojęcia skąd się u niego wzięło to przeczucie, iż ona jest normalną osobą, a nie jedną z tych popierdolonych psychofanek. Bo tak, równie dobrze mogło się okazać, że specjalnie obrała sobie taki plan, coby pozbyć się konkurentki i mieć Josepha już tylko i wyłącznie dla siebie. Jednak w tym wypadku szybko się zorientował, że ona akurat nie zalicza się do tego typu ludzi. Nie miał już co do tego żadnych wątpliwości, a on nie musi się jej bynajmniej obawiać. A dlaczego? Te powalone idiotki w życiu by na takie coś nie wpadły, mają zbyt małe mózgi, ażeby w ogóle cokolwiek podobnego przyszło im na myśl; ponadto sprytem też się nie wykazują. Także nie ma nawet o czym gadać..
I tak, to prawda, był wręcz w ogromnym szoku na samym początku, ale na szczęście szybko mu ten stan minął. Chyba jego błagania w duchu zostały wysłuchane, gdyż natrętna blondyna odpuściła sobie i z wielką wściekłością wymalowaną na twarzy, zwlokła tyłek z krzesełka, aby ostatecznie wybyć z pomieszczenia, dając święty spokój Averemu. No nareszcie! A już się bał, że nigdy się od niego nie odczepi. Był cholernie wdzięczny swojej wybawicielce za to, co zrobiła, niezależnie od wszystkiego. Nie musiała mu nic wyjaśniać, doskonale wiedział, czemu rozwiązała to w taki, a nie inny sposób. Żeby było śmieszniej jak tak przyjrzał się bliżej tej dziewczynie, która go uratowała kiedy się doń odwróciła, musiał przyznać, że jest bardzo ładna. Od razu wpadła mu w oko, ale jak to on starał się niczego po sobie nie dać znać. Niemniej pragnął poznać ją bliżej, a skoro już tutaj jest.. grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Wygiął kąciki ust w delikatnym uśmiechu, wciąż skupiając swoje niebieskie tęczówki na jej osobie. - No nie? Normalnie ręce i nogi opadają. Cóż.. nie mogę się z tobą nie zgodzić, niemniej muszę przyznać, że na dłuższą metę to strasznie wkurza. - przyznał zgodnie z prawdą, wzdychając ciężko pod nosem. Wziął kilka kolejnych większych łyków alkoholu, właściwie całkowicie opróżniając swoją szklankę. Wszelkie procenty szybciej znikały, gdy tylko Joseph znajdywał się w stresującej sytuacji, a że tamta laska nieźle nadepnęła mu na odcisk, nie ma co mu się dziwić, że tak szybko pozbył się już tego drinka, którego tak niedawno sobie jeszcze zamawiał. - Może z zewnątrz nie wygląda, żeby mnie takie rzeczy ruszały, ale wierz mi, ledwo trzymam nerwy na wodzy.. aczkolwiek ostatecznie jakoś daję radę. - skwitował po chwili, wzruszając obojętnie ramionami. O dziwo rozmawiało mu się z nią na totalnym luzie, tak jakby ją już od dawna znał, mimo iż w rzeczywistości widzi ją pierwszy raz na oczy. I nie, nie miał jej za kolejnej wariatki, co można było od razu wyłapać z jego podejścia do niej, jak i sposobu, w jaki wymieniał się z nią zdaniami. Gdyby nie chciał już mieć z nią nic więcej do czynienia, na bank dałby jej to jakoś do zrozumienia. Ten jej piękny uśmiech dodawał jej tylko uroku osobistego, co definitywnie mu się podobało. Odwzajemnił się jej tym samym, bo nie chciał być gorszy o. Jej kolejna wypowiedź go rozbawiła, aż się zaśmiał z tego wszystkiego, ale no niezaprzeczalnie była to zabawna sytuacja! - Mój również! No cóż, bywa i tak. - stwierdził, czując ścisk w żołądku, bo aż go zabolało od tego śmiechu. Nie żeby się nabijał, ani nic z tych rzeczy, ot jego także to wszystko rozśmieszyło, chyba jedynie takiego totalnego sztywniaka by takie coś nie ruszyło! Co jak co, ale on do takich osób nie należy. Wyłapał, iż dziewczyna chce go już opuścić, a to była w chwili obecnej ostatnia rzecz, jakiej pragnął. Począł się zastanawiać, co zrobić, ażeby jednak ją tu zatrzymać, coby mogli się lepiej poznać, zresztą gdzie jej się zasadniczo spieszyło? Noc była jeszcze młoda, on nigdzie się na razie nie wybiera, więc niech z tego korzystają jak najlepiej! - Och, gdzież moje maniery! Jestem Joseph. Joseph Avery. - wyciągnął do niej dłoń w geście poznawczym, posyłając jednocześnie zachęcający uśmiech. Sądząc po tym, co się wydarzyło, raczej owa brunetka go nie kojarzy, możliwe, że nie wie o istnieniu jego zespołu. No chyba, że się myli. Cóż, niedługo wszystko stanie się jasne jak słońce. - Masz może ochotę się czegoś napić? Ja stawiam. - dodał po krótkiej chwili, mając nadzieję, że jednak dziewczyna da się mu namówić na spędzenie z nim trochę więcej czasu. Oczywiście nie zamierzał naciskać, jeśli będzie wolała odejść, na siłę jej trzymać tu nie będzie. Starał się być na tyle czarujący, żeby się ostateczne skusiła.
 
   Podziel się na:  
Inara Barrowick



...bo ja mam takie magiczki...

Alchemik

26

3/4

panna







101

różdżka, teleportacja łączna, kociołek

Wysłany: 2015-01-27, 16:22   
   Mów mi: Kami, Inara


Moment, w którym w ogóle zdecydowałam się wejść do tego lokalu, był z mojej strony dość nierozważny. Zaryzykowałam, narażając się na potencjalne nieprzyjemności, tylko dla tego specyficznego dreszczyku, który mnie ogarniał w takich „niepewnych” sytuacjach. Coś wtedy dodawało mi odwagi, animuszu i błysku w oczach, który często przyciągał panów…zazwyczaj z grona tych „niegrzecznych”. I może właśnie to dostrzegłam w błękitnych ognikach oczu Averego, może jego niewypowiedziana prośba o „ratunek” musiała dotrzeć akurat do mnie?. Może. Nie wiedziałem tego, jednak to specyficzne poczucie ekscytacji tętniło mi w żyłach niczym eksperymentalny eliksir, który właśnie mogłam wymyślić. Kochałam improwizować z alchemią i eliksirami, więc i nie mogłam oprzeć się takim emocjom.
Zaskoczenie na twarzy nieznajomego po chwili zniknęło. Wychylił do końca swój drink i odwzajemnił uśmiech komentując moje pytanie. Nie dziwiłam się jego reakcją.
- Nawet przyjemne rzeczy w nadmiarze zwyczajnie mogą irytować, nawet, albo szczególnie ludzie – dodałam, odwracając się bardziej w jego stronę. Opierałam się teraz bardziej o krzesło niż na nim siedziałam. W końcu…miałam zamiar wychodzić. Wstrzymałam się jednak nadal rozświetlając swoją twarz uśmiechem.
- Widać jestem niezła w czytaniu z mowy ciała…bo jednak wyczułam Twoją chęć ucieczki – mrugnęłam przy tym porozumiewawczo. Mój pomysł nadal wydawał mi się dość szalony. Jednak mężczyzna podobał mi się. Miał w sobie coś magnetycznego, co przyciągało i wabiło. Ciężko było się temu opierać, ale potrafiłam to zrobić.
W innej sytuacji, na pewno zrobiłoby mi się gorąco od takiego uśmiechu, od takiego spojrzenia, które zlustrowało moją twarz i postać. Teraz jednak starałam się powstrzymać swój entuzjazm. Jeśli chciałam, potrafiłam, szczególnie, że nie wiedziałam, czy w ogóle jakiekolwiek wrażenie robi na nim moja osoba. Jeśli w ogóle jakieś robi. Nie miałam raczej kompleksów co do swojego wyglądu, wiedziałam, że przyciągałam uwagę męskiej części spojrzeń, jednak zwyczajnie mogłam być nie w jego guście. Nie byłam głupia, byłam pewna, że mógłby mnie teraz zbyć, grzecznie podziękować i zignorować. Jednak nie zrobił tego. Sposób w jaki mówił, jak błyszczały mu oczy, jak całą swoją uwagę kieruje na mnie świadczyć mógł o czymś wręcz przeciwnym. Miałam nadzieję, że się nie mylę. Mój żart wywołał falę śmiechu, nie tylko nieznajomego. Sama też odsłoniłam zęby w szerszym uśmiechu. Oczy błysnęły radośnie i przechyliłam głowę nieco na bok, powodując tym samym zsunięcie się na twarz długiego pasma włosów.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz. Przypadło i na nas – odpowiedziałam, gdy w końcu mogłam spokojniej mówić.
Kiedy się przedstawił, jakieś wspomnienie mignęło mi w głowie. Znałam skądś to nazwisko, jednak nie sądziłam, byśmy się znali. Zapamiętałabym na pewno tę twarz i ten błękit oczu, który zapewne wielu dziewczętom śniły się po nocach. No właśnie. Ktoś taki musiał być medialną postacią…aktor? Muzyk? Model? …najbardziej prawdopodobne, że artysta, ale jeśli chodzi o muzykę, sama skupiałam się częściej na jej słuchaniu niż oglądaniu.
- Akurat o maniery martwić się nie musisz, to ja tu wykazałam się bezczelnością – zaśmiałam się krótko, wciąż mają w myślach sytuację, która miała miejsce przed chwilą. I ja odwzajemniłam gest, wyciągając swoją dłoń – jestem Inara Barrowick – przedstawiłam się. Stawiałam, że mógł już wyłapać mój obcy, francuski akcent. Choć mogłam się cieszyć, że opanowałam j. angielski do perfekcji, to wciąż nie mogłam się pozbyć naleciałości z kraju, w którym spędziłam większość życia.
Swoją propozycją mile mnie zaskoczył. Czyli jednak, coś mu się we mnie podobało? czy może była to zwykła uprzejmość?
- Nie obawiasz się, że mogę wpaść na jakiś szalony pomysł? - Przesunęłam się bliżej baru, mrużąc oczy dość zaczepnie, z lekkim wyzwaniem. Jeśli rzeczywiście chciał, żebym została, musiał wiedzieć na co się pisze. Nie chciałam, by mnie uznał za grzeczną dziewczynkę, którą łatwo omotać – i zostanę, ale pod warunkiem, że kolejnego drinka stawiam ja – kolejny dziś raz prawdopodobnie wodziłam się na niebezpieczeństwo. Tak panie Avery, skusiłeś. Nie wiedziałam absolutnie z kim mam do czynienie, ale chwilowo nie obchodziło mnie to. Czułam znajomą pasję, która pchała mnie do takich działań. Czułam też, jak mój uśmiech przekazuje więcej niż słowa, tym bardziej gdy odwzajemniał go Avery. Nic jednak na siłę. Nie dam się tak łatwo ponieść emocjom, które już wielokrotnie mnie zwiodły. Miałam przynajmniej taką nadzieję.
 
   Podziel się na:  
Joseph Avery



Now I'm dead...

Jestę duchę, straszę!

30

Czysta

Trup







164

różdżka,

Wysłany: 2015-02-15, 05:18   

Zaś on, gdy wchodził do środka tego baru nie wpadłby na to, że akurat tu trafi na jakąś idiotkę, która nie będzie chciała się od niego odwalić. Owszem, na każdym kroku natykał się na psychofanów, od nich nie ma praktycznie spokoju, niemniej w klubach i innych tego typu miejscach zdarzało się to dużo rzadziej. Przynajmniej tak było do tej pory. I zwyczajnie był przekonany, że jak sobie wejdzie do kolejnej spelunki, którą de facto odwiedził po raz pierwszy, będzie mógł w spokoju spędzić w niej miło czas. Ale nigdy nic nie może być po jego myśli, prawda? Musiał się znaleźć kolejny natręt, do tego blondynka, a takie z reguły są bardziej wkurwiające i nachalne. Nie, żeby miał coś do blondynek, ale jeśli chodzi o fangirsly, to niestety z takimi włosami są to najgorsze z nich.
- Tak, ludzie potrafią być cholernie irytujący. Przez takie panny jak ta, od której można powiedzieć, że mnie uratowałaś odechciewa mi się czasem wychodzić z domu. - gdyby nie Inara, ostatecznie olałby pewnie tą nachalną pannę, udając, że jej nie słyszy, lub wyszedłby z baru. Wiadomo niemiły nie chciał dla niej być, jednak takie zachowanie nie jest na jego nerwy. Człowiek w końcu sporo potrafi znieść, ale wszystko ma swoje granice i przychodzi taki moment, w którym coś pęka i działamy pod wpływem negatywnych emocji, które od jakiegoś czasu się w nas kłębią. - Punkt dla ciebie. - uśmiechnął się. - Szkoda, że nie wszyscy potrafią czytać mowy ciała, albo udają, iż nie widzą niechęci do nich ze strony innych osób. A takie natręty mają wyjątkowy dar do naprzykrzania się i ignorowania wyraźnych znaków, które im się daje, by się w końcu odczepili. - jej pomysł faktycznie był szalony. W końcu nie miała pewności, jak on na to zareaguje. Mógł się wściec i uznać ją za kolejną wariatkę. Szczęście miała, że zareagował tak, a nie inaczej, a jej zachowanie potraktował jak koło ratunkowe i dał się wkręcić w tą dziwną akcję.
Dlaczego jej nie zignorował? I nie zakończył rozmowy, zaraz po tym jak tamta panna się zmyła? Sądził, że rozmową i zapewnieniem jej spędzenia czasu w jego towarzystwie, na miłej rozmowie, wystarczająco się odwdzięczy za pomoc. W końcu wypadało podziękować, a to wydało mu się najlepszym sposobem na to. Poza tym nie była kolejną z idiotek, jakie często spotykał na swojej drodze, była ładna i póki co dobrze mu się z nią konwersowało, choć tak naprawdę nic o niej nie wiedział. Jej żart był na tyle zabawny, że choćby chciał, to nie mógł się nie roześmiać. Ale w tym żarcie było sporo prawdy i chyba to właśnie było tak zabawne.
- Nie myślałem, że mój najkrótszy związek będzie miał miejsce dzisiaj. Jednak masz rację, kiedyś musi być ten pierwszy raz. A takie sytuacje jak dzisiaj są przydatne, bo nie można narzekać, że ma się nudne życie. - skwitował kończąc tym samym temat zajścia, które chwilę wcześniej miało miejsce. W końcu nie było tu już co dodawać. Oboje mieli te samo zdanie na ten temat, więc nie widział potrzeby ciągnięcia go.
- Od razu bezczelnością... Jak o mnie chodzi, to nazwałbym to szaleństwem. - mrugnął do niej. Ok, może jej zachowanie było trochę bezczelne, ale wolał wyłapać w nim coś pozytywnego. A szaleństwo w tym kontekście zdecydowanie takowym było. - A możesz zrobić coś bardziej szalonego? Zaraz zacznę się zastanawiać, czy to jednak ty nie jesteś największym zagrożeniem tego wieczora. - zażartował w odpowiedzi na jej pytanie, wyłapując jej zaczepne spojrzenie. I broń boże mówiąc to nie miał niczego złego na myśli! - W porządku, teraz stawiam ja, a potem ty, ale jak się upijesz, nie myśl, że będę cię stąd wynosił na rękach. - zgodził się na to, by ona postawiła kolejnego drinka i zawołał barmana, zamawiając u niego alkohol, który jej zaproponował.
 
   Podziel się na:  
Inara Barrowick



...bo ja mam takie magiczki...

Alchemik

26

3/4

panna







101

różdżka, teleportacja łączna, kociołek

Wysłany: 2015-02-24, 13:33   
   Mów mi: Kami, Inara


Wielokrotnie słyszałam, że jestem bardzo ładną dziewczyną. Wielokrotnie też słyszałam deklaracje uczuć, które w niczym nie pokrywały się z rzeczywistością. Mimo wszystko wciąż, jak próbowała trafić na kogoś…kto nie zwinie się zbyt szybko. Wciąż też popełniałam ten sam błąd, zbyt szybko nawiązując kontakty…ale już nie tak szybko łączyłam to z czymś głębszym. Ot – przyjemnie spędzić czas z kimś, kto akurat wpadł w oko. Joseph zdecydowanie przypadł mi do gustu, ale przecież nie mogłam sobie aż tak pozwolić na głupoty, szczególnie, że Avery wydawał się być mną mniej zainteresowany, niż ja nim. W duchu wzruszyłabym ramionami, nie planowałam przecież tego spotkania, ani tym bardziej sytuacji, z jakiej wyratowałam swego rozmówcę.
- Powiedziałabym, że się nie dziwię...choć ja lubię konfrontacje z innymi, nawet upierdliwymi istotami – odpowiedziałam ze śmiechem, tym samym kończąc temat. Nachalne panny jak tamta nie zasługiwały na większą dyskusję, ale z chęcią się z takimi „mierzę” jeśli ma okazję.
- Podobno kobiety są dobre w odczytywaniu takich niewerbalnych gestów, choć zapewne niektórym ów dar mógł się stępić i trzeba się z takimi użerać…bardziej werbalnie – odwzajemniłam uśmiech, ale już ostrożniejszy jak wcześniej. Rozmawiając o mowie ciała, zdawałam sobie sprawę, że Joseph nie jest mną zbyt zainteresowany. Szkoda…wielka szkoda, ale cóż, mogłam tylko podziękować, że wykazał się taką uprzejmością i nie odesłał mnie z kwitkiem już na samym początku.
Starałam się teraz nie zatrzymywać zbyt długo spojrzenia na twarzy muzyka. Błękitne ogniki jego oczy zbyt mocno prowokowały moją wyobraźnię, więc mimowolnie ukrywałam wciąż drgające w uśmiechu usta. Zdecydowanie był zbyt przystojny, żeby być singlem.
Kiwnęłam głową na jego słowa. Także uznałam temat zajścia za zakończony.
- Szaleństwo i bezczelność nierozerwalnie łączą się w moim przypadku, choć wydaje mi się, choć mogę się mylić, że i Ty nie należysz do grzecznych – mrugnęłam przy tym, dając tym samym znak, że mówię żartem, choć raczej miałam w tej kwestii rację.
- Dla Ciebie akurat zagrożenia nie stanowię...chyba, że chcesz mi podpaść, wtedy potrafię być naprawdę wredna – odpowiedziałam mrużąc wesoło oczy. Znowu niepotrzebnie go zaczepiałam, może za dużo mówiłam, ale nie chciało mi się udawać, że jestem poważną i grzeczną panną. Lubiłam żartować, lubiłam mówić i lubiłam towarzystwo. Bałam się samotności bardziej niż dręczących mnie czasem koszmarów. Jednak nie chciałam się narzucać. Miałam swoją dumę, choć czasem działałam wbrew sobie.
- O upicie akurat nie musisz się martwić. Moje eliksirowe eksperymenty wyrobiły mi niezłą odporność na alkohol. Jestem dużą dziewczynką, więc wrócę też sama. – chciałam dodać, że mogłabym nawet spróbować go przepić, ale byłoby to raczej kłamstwo. Miałam dość mocną głowę, ale nie lubiłam upijania do nieprzytomności. Przyjęłam swojego drinka z kolejnym uśmiechem. Stawiałam, że wypijemy po jeszcze jednym i raczej dam spokój niebieskookiemu muzykowi. Coś w środku cisnęło mi się boleśnie, ale zignorowałam to. Chciałam już tylko przyjemnie spędzić wieczór, a potem dorwać się do swoich rysunków.
 
   Podziel się na:  
Joseph Avery



Now I'm dead...

Jestę duchę, straszę!

30

Czysta

Trup







164

różdżka,

Wysłany: 2015-02-27, 22:10   

Wybacz, ale.. będę kończyła bo ostatnio jestem zajebana i nie ogarniam :x. Ale kiedyś jeszcze zagramy <3

A z ludźmi niestety albo też i stety tak jest, że pierw się deklarują czasem wierząc głęboko w to co mówią, a czasem po to by zabawić się kosztem uczuć tej drugiej osoby, a potem okazuje się, iż było to wszystko gówno warte i któraś ze stron cierpi niepotrzebnie. Jednakże trzeba pamiętać, że nigdy wszystko w życiu nie będzie usłane różami, a takie nieprzyjemne dla ludzi sytuacje też na swój sposób są potrzebne, bo dzięki nim uczymy się tego, jak sami nie powinniśmy postępować. Krótko mówiąc, trzeba traktować innych tak jak sami chcielibyśmy być traktowani. Łatwo powiedzieć, gorzej zrealizować.
Wracając do tu i teraz, to słuchał Inary z zainteresowaniem, gdyż wydała mu się na tyle interesującą osobą, że był w stanie spędzić z nią więcej czasu i miał nadzieję, że nic im w rozmowie nie przeszkodzi.
- Każdy lubi co innego. - dodał jeszcze swoje trzy grosze na zakończenie tematu przy okazji wzruszając nieznacznie ramionami. Podziwiał ją jednak za to, że takie sytuacje lubiła bo on sam to starał się ich unikać, gdyż były dla niego czymś cholernie nieprzyjemnym, i czuł się niezręcznie mając komuś powiedzieć, że nie ma ochoty na towarzystwo danej osoby.
- Życie byłoby o wiele prostsze, gdyby jednak dbały o to, by ten dar im się nie stępił. Zresztą nie tylko kobiet to dotyczy, bo faceci w niektórych kwestiach wcale nie są lepsi. - skwitował jej słowa odnośnie tego całego daru, odczytywania mowy ciała, po czym sięgnął po swojego drinka i upił kolejny łyk, z zamiarem zamówienia niedługo kolejnego. Z jej kolejnymi słowami, spojrzał na nią wyraźnie zaskoczony. W sumie to pierwszy raz usłyszał z ust, praktycznie obcej osoby, że nie należy do grzecznych osób. Inara coraz bardziej go intrygowała swoimi spostrzeżeniami i sposobem bycia.
- Nie będę ukrywał, że różnie ze mną bywa. Wszystko zależy od dnia, i nastroju. Dzisiaj jak widzisz mimo wszystko jestem oazą spokoju i nie w głowie mi bycie tym niegrzecznym. - odpowiedział lekko się uśmiechając i dokończył tego drinka, o mało się nim nie krztusząc, kiedy znowu się odezwała. On miałby chcieć jej podpaść? Raczej nie, patrząc na to, że już pokazała mu dzisiaj na co ją stać i zdecydowanie nie chciał stać się jej ofiarą, tylko przez swoje zachowanie. Dlatego też, grzecznie siedział, starając się jej niczym nie narazić i jak widać dobrze mu to wychodziło, skoro jeszcze z nim siedziała i najwyraźniej nie miała żadnego ale, odnośnie jego osoby. No i zamówił ten alkohol u tego barmana, jednak nie dane było mu go wypić, tak samo jak nie dane było mu spędzić z kobietą więcej czasu, bo ledwo drinki znalazły się przed nimi, to po chwili obok nich wylądowała sowa z listem. Zaskoczony Avery otworzył list, który ptaszysko mu dostarczyło i czytając go mina mu zrzedła. Skończył się miły wieczór... Niezwłocznie miał się stawić u swojego menadżera, celem omówienia szczegółów zbliżającego się koncertu. Poskładał list, schował go do kieszeni spodni i spojrzał przepraszająco na Inarę.
- Ja niestety muszę się zbierać. Siła wyższa... praca i te sprawy... Drinki są twoje, nie upij się nimi za bardzo i jeszcze raz dzięki za pomoc. - uśmiechnął się do niej i tyle go było widać, bo sekundę później wyteleportował się do miejsca w którym czekał na niego menadżer.

[z.t]
 
   Podziel się na:  
Mary Yaxley
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-22, 22:08   

/po męczeniu Josha w Ministerstwie

Dziwnie było odkryć, że możesz wyjechać z miasta, wywracając własne życie do góry nogami, a po powrocie wszystko toczy się starym rytmem.
Jasne, Mary wiedziała, że rodzice będą wściekli i wciąż odwlekała wizytę w rodzinnym domu, tak samo jak rozmowę z Aidanem czy Dylanem (z powodu tego drugiego wolała nie zapuszczać się na Pokątną, istniało zbyt duże ryzyko, że spotka go w Dziurawym Kotle), może nawet któryś z jej braci raz czy dwa o niej pomyślał, ale poza tym? Wojna dalej trwała, Ministerstwo wciąż stało, gobliny nie objęły panowania nad ludźmi...
Uważajcie, bo jeszcze Mary pomyśli, że nie jest kimś ważnym!
Póki co pomyślała tylko, że upicie się z Yannisem jest o wiele lepszą opcją niż stawienie czoła własnym problemom, które przecież powstały głównie z jej winy. Nie musiała uciekać, nie musiała wyzywać trenera, nie musiała milczeć, nie musiała zostawiać Dylana bez słowa... Cóż, nigdy nie twierdziłam, że Mary jest mądra.
Oczywiście - spóźniła się. Równe dwadzieścia sześć minut, więc nie zdziwiłaby się, gdyby w ogóle nie zastała Tony'ego w tym barze... a jednak! Uśmiechnęła się szeroko do brata, podchodząc do zajmowanego przez niego stolika i beztrosko klapnęła na miejsce naprzeciw niego.
- Cześć - rzuciła luźno, zupełnie jakby widzieli się wczoraj, a nie ponad miesiąc temu, gdy zniknęła bez słowa - Wiesz, że dziś pijemy na twój koszt? Chociaż... czekaj, masz pracę? Bo mnie wywalili, jeśli ciebie też, chyba powinniśmy sobie znaleźć bogatych sponsorów na wieczór. Albo noc, jeśli miałbyś ochotę - co mu będzie broniła.
 
   Podziel się na:  
Yannis A. Yaxley
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 14:51   

W życiu Toniego było co raz więcej sytuacji, których wcale nie rozumiał i nawet nie próbował. Kiedy wydawało mu się, że jest na dobrej drodze do ogarnięcia chociaż połowy swojego życia następowało kolejne bum, którego mocy oprzeć się nie mógł. Może to jest normalne, może właśnie tak wygląda dorosłe życie i jakby nie patrzeć to Tony powinien w końcu w nie wkroczyć i nie narzekać na wszystko i wszystkich, ale to nie było takie proste jak mogło się wydawać. Tak długo bronił się przed byciem dorosłym, tak długo bronił się przed odpowiedzialnością, że kiedy przyszła i zasypała go dosłownie z każdej strony nie mógł sobie poradzić. Prawdą było, że kiedy ma się bliźniaka dzieli się problemy na pół. Ty dajesz mi pół swoich, a ja Tobie pół moich. I naprawdę bardzo długo to się u nich sprawdzało. Bo nawet kiedy nie widywali się przez miesiące to Yannis wiedział, kiedy powinien ruszyć na pomoc siostrze, a ona kiedy trzeba mu wielkiego kopa w dupsko. I wszystko szło dobrze do czasu aż każde z nich miało swoje problemy tak duże, że w końcu nie było wiadomo czyja połowa jest większa lub które z nich zasłużyło na status gorszego dziecka rodziny Yaxley bardziej. Teraz minął miesiąc. Mary zniknęła i Tony wcale nie miał jej tego za złe. W końcu on sam też zazwyczaj uciekał od problemów. Nie tym razem, ale wcześniej bardzo często mu się to zdarzało. Mimo wszystko bardzo mu ulżyło, kiedy dostał list od Mary, że wróciła. Chciał jej w końcu powiedzieć o tym, że będzie ciocią, że Yannis będzie ojcem, że wszystko rzuciło się na niego. I choć nie powinien i nie chciał zostawiać znowu Leo samej, nie całkiem samej bo prawdopodobnie zostawił ją pod opieką Maxa, ale wiadomo. Przyszedł pięć minut spóźniony bo był pewny, że jego siostra i tak się spóźni. Usiadł przy stoliku i zamówił sobie szklankę ognistej czekając na siostrę. Minęły minuty i nawet się nie zirytował zbytnio. Brawo on, cierpliwość mu się przyda. W końcu jego siostrzyczka pojawiła się w lokalu i podeszła do niego, a Tony się uśmiechnął. – Nie mam pracy, ale chyba jeszcze mnie stać, żeby nas dzisiaj upić. Wiesz… ja jak znikam to przynajmniej zarabiam przez ten czas. – wywrócił oczami i szturchnął siostrę w ramię. Potem objął ją ramieniem i poczochrał jej włosy. – Kurde… to był taki trochę Mozartowy ruch z tym poczochraniem –zaśmiał się.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.