Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Irish Pub
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-08-30, 14:07   Irish Pub

Irish Pub



Niewielki pub, znajdujący się w centrum Londynu, idealny na niezobowiązujące spotkanie, jako iż klientelę tego miejsca stanowią głównie mugole. Plotka głosi, że barman Gregg jest charłakiem, odważysz się go o to zapytać?
Znudził Cię Quidditch i masz ochotę obejrzeć mecz piłki nożnej? Trafiłeś idealnie!
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-19, 19:01   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


/przed Sylwestrem, po spotkaniu ze Scottem

Wkurzył go tamten dzieciak. Tak, właśnie dzieciak, mimo, że Scott wyglądał na swój wiek, a Crow... cóż - nie bardzo. Ale i tak chłopak uważał tamtego za dzieciaka, bo tak się według Crowleya zachowywał. Puszenie się, wypinanie piersi, co to nie ja i ubliżanie Aidanowi. Nawet, szmaciarz, nie rozumiał, że to on się zachowuje gorzej, niż - zwykle wredny i złośliwy - Ślizgon, Crow. No, ale niech mu będzie, niech się wbija w tę swoją dumę, niech się uważa za kogoś lepszego Kiedyś przez to zginie i Crow miał nadzieję, że to on zabije tego pyszałkowatego, świeżo upieczonego aurora. Właściwie, kupując tamte ciuchy i kierując się później w stronę Irisha w Londynie - żeby zapić złość - myślał właśnie o tym, czy by przypadkiem nie zabić tego śmiecia i nie przysłużyć się tym samym Czarnemu Panu. Może wtedy zwróciłby uwagę na Crowleya, uznał go za kogoś godnego noszenia Znaku...?
I właśnie, Irish. Jedno z ulubionych miejsc Aidana - gdzie mógł czuć się bardziej jak w domu, nie w reszcie Londynu. Tęsknił za Irlandią, ale tu były lepsze warunki, więc mieszkał w tej dziurze, zamiast u siebie, jednak zaczynał się zastanawiać nad przeprowadzką z powrotem na Zieloną Wyspę. Na razie jednak wszystko było jeszcze w fazie koncepcji, a póki co - chłopak chadzał do takich miejsc, jak to. Owszem, były tu tłumy mugoli, co trochę przeszkadzało, ale z drugiej strony również miało swój klimat. Ostatecznie - w Liscannor też nie mieszkał między czarodziejami. Mugole są wszędzie, jest ich więcej, plenią się jak robactwo... ale też mogą być przydatni, a póki co, Crow po prostu nie zwracał na nich uwagi.
Zamówił kufel Guinnessa i usiadł z nim w kącie, obserwując otoczenie posępnym spojrzeniem. Widać było, że jest zły zwłaszcza, że był wieczór i w pubie zbierało się coraz więcej tego tałatajstwa... ale i muzycy zaczynali się stroić na scenie, więc było dobrze. Przynajmniej Crow posłucha irlandzkich melodii na żywo, może trochę potańczy.
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 19:22   

//Przed Sylwestrem

Dean miał wolny dzień więc mógł sobie pozwolić na wyjście w plener. No cóż może nie koniecznie wychodził w plener ale do miasta. Sam nie wiedział czemu nie poszedł jak zwykle w takie sytuacji do kumpla i czemu do niego nie puścił sowy by się umówić. Doskonale wiedział, że Joseph nie za bardzo lubi jak się do niego przychodzi nie proszonym. No ale teraz nie był czasu na rozmyślania nad tym czego się nie zrobiło. Szedł spokojnie ulicą i obserwował przechodzących koło niego ludzi. Zastanawiał się ilu z nich jest czarodziejami, a ilu mugolami lub innym tałatajstwem, które pęta się zawsze po ulicach wielkich miast. Parę razy nawet zauważył jakieś skrzaty domowe, które wracały obładowane zakupami. Zbliżał się właśnie do Irish Pubu. Zatrzymał się na chwilkę przed drzwiami i głęboko wciągnął powietrze. Tak, ten właśnie zapach pamiętał z dzieciństwa. Nie myśląc wiele wszedł do środka. Nie mógł się nadziwić, że zobaczy takie tłumy. No cóż przepchnął się jakoś do baru, zamówił kufel Guinnesa i zaczął szukać wolnego stolika. Gdy zorientował się, że nie ma żadnego wolnego miejsca zaklął i zaczął szukać stolików, gdzie siedzi tylko jedna osoba. Poszukiwania swoje zakończył dość szybko. Podszedł do młodego mężczyzny, którego jakoś nigdy nie spotkał, a nawet go nie kojarzył z różnorakich spotkań rodzinnych. Stanął przy wolnym krześle i wbił wzrok w mężczyznę.
- Można się przysięść? – zapytał patrząc na siedzącego przy stoliku mlodzieńca. Nie oceniał go na więcej niż dwadzieścia lat, ale przecież nie będzie nikomu wypominać wieku. To przecież nie wypada.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-19, 19:52   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Z zamyślenia wyrwał go głos jakiegoś mężczyzny. Crow obrzucił go niezbyt przychylnym spojrzeniem, ale za chwilę wzruszył ramionami i zrobił mu miejsce obok siebie, znów kierując wzrok na scenę. Coś go jednak tknęło... Być może Dean go nie kojarzył, ale Crow kojarzył jego. Widział go może raz czy dwa - ostatecznie nie bywał zbyt często na ogromnych spędach arystokracji, ale kojarzył tego gościa. Rosier. Grał, zdaje się, w jakimś zespole, co również sprawiało, że Aidan go kojarzył.
- Muzyk? - wypalił nagle, bez większego zastanowienia - Dobrze pamiętam? Dean Rosier?
Mugola by nie zaczepiał, ale ten człowiek był czarodziejem w końcu. Czystej krwi. Można było z nim porozmawiać, o ile tamten będzie chciał.
Napił się znów swojego piwa, trochę właściwie dziwiąc się, że spotkał czarodzieja w takim miejscu, ale z drugiej strony - może również chciał po prostu poczuć klimat...?
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 20:06   

No cóż Dean był przyzwyczajony, że ludzie go rozpoznawali i ścigali go o autografy, ale nie przypuszczał, że zamiast przyzwolenia, iż może usiąść usłyszy takie słowa. Był zdziwiony, a nawet zaskoczony, że młody człowiek go, aż tak dobrze kojarzył. W większości ludzie znali tylko i wyłącznie jego imię. Niewielu zaprzątało sobie głowę nazwiskiem. Panicz Rosier był więc w szoku i dopiero spojrzenie młodego mężczyzny go lekko otrzeźwiło.
- Tak jestem muzykiem i racja nazywam się Rosier. Jednak niestety nie kojarzę Pana. Proszę mi wybaczyć jeśli powinienem kojarzyć Pana osobę. Ostatnio raczej jestem uznawany jako persona non grata, ale może nie będę Panu zaprzątać głowy swoimi problemami. – powiedział i lekki uśmiech rozjaśnił jego oblicze. Choć zapewne wiele osób nie uznały by tego za szczere uniesienie warg do góry. Dean jednak inaczej nie umiał się uśmiechać. Nie chciał przynajmniej w tym miejscu suszyć zębów, bo według niego nie wypadało.
- Zaskoczył mnie Pan tym, że bezbłędnie wypowiedział Pan moje nazwisko. Większość osób miałoby z nim problem. Proszę mi powiedzieć, od dawna słucha Pan naszej muzyki o ile w ogóle mam Pan z nią styczność? – zapytał spokojnie patrząc na młodego mężczyznę. Cóż nie chciał od razu pytać o imię nieznajomego. Dean stwierdził bowiem, że osoba, z którą rozmawia sama powinna się przedstawić. Niejako jednak na to czekał.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-19, 20:19   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Wysłuchał tej kwiecistej przemowy Rosiera w milczeniu, patrząc na niego wielkimi, zdziwionymi oczami, a po chwili parsknął śmiechem - jednak nie złośliwie, po prostu mężczyzna go rozbawił swoim sposobem bycia. Wyglądał jak rockman, był członkiem zespołu, a gadał jak wyćwiczony przez staroświeckiego guwernera panicz.
- Proszę usiąść - machnął ręką w stronę ławy naprzeciw siebie, wciąż wyszczerzony i wyraźnie rozbawiony. Po to zresztą się odsunął: żeby Dean mógł zająć miejsce przy stole - Dlaczego persona non grata?
Właściwie, to było ciekawe. Crow niespecjalnie interesował się różnymi niesnaskami w śmietance towarzyskiej, ale teraz nabrał podejrzeń, że być może rozmawia ze szlamolubnym zdrajcą krwi. Tacy zdarzali się w najlepszych rodzinach, cóż poradzić - należało ich po prostu odstrzelić w razie czego (tak przynajmniej sądził niedoświadczony, smarkaty i narwany Aidan).
- Nauczyłem się ostatnio mówić po angielsku - stwierdził ze swoim dość silnym irlandzkim akcentem - Poza tym, nie wiem, dlaczego pańskie nazwisko miałoby mi sprawiać trudności. Aidan Alistair Crowley - wyciągnął do niego rękę. Dean powinien go teraz skojarzyć, a przynajmniej - jego nazwisko, bo Crowleyowie byli boczną, ale nie tak znów daleką linią Carrowów.
Crow musiał teraz podnosić trochę głos, bo muzycy zdążyli już podłączyć się do nagłośnienia i teraz jeden brzdąkał na gitarze, a drugi - na skrzypcach, starając się dostroić.
Nie odpowiedział na razie na pytanie Deana, bo mu ono umknęło po stwierdzeniu, że mężczyzna jest raczej niemile widziany w towarzystwie.
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 21:32   

Śmiech nieznajomego trochę go zdziwił. Przecież nie uważał by powiedział coś co byłoby niestosowne tudzież śmieszne. Dopiero słysząc to co sam powiedział do panicza Crowley’a zrozumiał swój błąd.
- Wybacz mi proszę. Wiesz miałem lekcje etykiety i niestety właśnie to sprawiło, że do osób, których nie znam odnoszę się właśnie w ten sposób. – powiedział po czym zajął miejsce przy stole. Przecież stanie z piwem w tłumie nie było zbyt bezpieczne.
- Przepraszam z góry, że będę zwracał się na ty, po prostu mi jest tak łatwiej. Otóż nie wiem co dla ciebie znaczy persona non grata, jednak mogę od razu powiedzieć, że nie jestem miłośnikiem mugolaków czy też mugoli. Chodzi o inne sprawy, o których nie chciałbym mówić. Widzisz nie chciałbym o tym mówić. – powiedział spokojnie. W końcu po co zdradzać się przed kimkolwiek, ze swoimi przekonaniami. Dean na pewno nie chciał tego mówić. Ci, którzy mieli o tym wiedzieć wiedzieli i panicz Rosier pragnął by tak właśnie pozostało. Poza tym nie chciał się przyznawać, że nie służy w szeregach Czarnego Pana.
- O byś się zdziwił jak bardzo ludzie potrafią je przekręcić. Wiem, że jeśli jest często słyszane to się utrwala w uchu, jednak nie wszyscy nasi fani kłopoczą sobie głowy nazwiskami. – powiedział ponosząc głos. Nie zamierzał dzisiaj rozdawać autografów więc specjalnie nie używał nazwy zespołu. To po prostu było dla niego nie potrzebne. Ten kto go pozna będzie wiedział jaką gra muzykę
- Miło mi poznać. Oczywiście rodzina Crowley’ów jest mi znana. Również pochodzę z Irlandii. – powiedział patrząc na Aidena.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-19, 22:02   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Pokiwał energicznie głową, wciąż z półuśmiechem i znów napił się piwa.
- Zauważyłem, że miałeś lekcje etykiety, tak. Musiały być ciężkie. No, moje były, ale jakoś tak... nie wszystko mi się tak wryło w mózg, jak na pewno ojciec by chciał.
Potarł policzek z westchnieniem, odwracając na chwilę głowę. Tak, ojciec potrafił do niej wbijać różne rzeczy i surowo karać za nieposłuszeństwo albo zbyt małe postępy. Kochał Aidana, to na pewno, chłopak nie czuł się źle w domu, ale... bał się ojca, chyba najbardziej na świecie.
- Nie, spokojnie, nie przeszkadza mi zwracanie się do mnie na ty - machnął ręką - Za to dla mnie persona non grata oznacza kogoś, kto z jakiegoś powodu jest niemile widziany. Za to mówienie publicznie o tym, że się nie jest miłośnikiem mugolaków czy mugoli chyba nie jest zbyt bezpieczne, prawda?
Wyszczerzył się do mężczyzny radośnie.
- Pracuję w Ministerstwie, o czym pewnie nie wiedziałeś. Mógłbym być aurorem i teraz cię aresztować. Lepiej się pilnuj i nie mów takich rzeczy, bo niekoniecznie chcę, żeby połowa czarodziejskiego świata trafiła do Azkabanu, a oni są bardzo wrażliwi na wszelkie przejawy nietolerancji, jak to oni nazywają. Jednak jeśli to mówisz tak otwarcie, w miejscu pełnym mugoli, gdzie - sam widzisz - mogą się też zdarzyć tacy, jak my, za to powiadasz, że nie chcesz mówić o powodzie, dla którego cię ludzie nie lubią, to musi to być coś naprawdę poważnego. Chodzi o to, że grasz w zespole? Rodzince się nie spodobało, bo to nie rola dla szlachcica? - poruszył brwiami i znów się napił.
- Nazwisko Rosier jest jednak dość znane. Nie tak, jak Malfoy na przykład czy Black, ale znane. I miło mi spotkać rodaka w takim razie. Z której części Irlandii jesteś?
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 23:01   

Tak lekcje dobrego zachowania, dykcji, chodzenia i siedzenia przy stole nie mogły być ciekawe i dla Deana też nie były. On ich po prostu nienawidził jeśli można takim uczuciem zapałać do czegoś innego niż człowiek. W każdym bądź razie etykieta nie była najlepszym przyjacielem Rosiera i wiele razy zdarzało mu się oberwać za to, że znieważył nauczyciela.
- Nie będę ukrywał, były ciężkie. Można nawet rzec, że nie za bardzo je lubiłem. Ale przecież skoro sam jesteś z tak zwanego dobrego domu to wiesz co to znaczy słuchać która łyżeczka, jest do lodów, a która do mieszania herbaty. – powiedział lekko podniesionym głosem by przekrzyczeć muzyków. Grali całkiem nieźle jednak Dean sądził, że zespół w którym grał bardziej rozruszał by atmosferę. No ale przecież o tym nie powie nikomu, by przypadkiem nie urazić niczyich uczuć.
- Masz rację nie powinienem o tym mówić głośno i rzeczywiście popełniłem wielki błąd. Cieszę się jednak, że nie wyciągniesz zaraz różdżki i nie wyciągniesz mnie stąd związanego, skoro jeszcze tego nie zrobiłeś. A co do mojej jak to ująłeś przewiny to tyczy się raczej z goła czegoś innego. Prędzej nazwałbym ją różnicą w poglądach na pewne tematy niż to, że gram w zespole. Wiesz tak szczerze ja uważam, że żadna praca nie hańbi jeśli robisz to co kochasz. – stwierdził całkiem szczerze. Oczywiście nie zamierzał przyznawać się przed mężczyzną, że chodziło o to, że nie chciał dołączyć do sług Voldemorta. Wówczas na pewno został by związany i zabrany albo do Azkabanu, albo przed oblicze Czarnego Pana, a Dean nie chciał trafić, ani w jedno, ani w drugie miejsce.
- Wiem, że nazwisko Rosier jest znane w pewnych kręgach i nie chodzi mi tutaj o arystokrację. Wiesz nie będę teraz wkopywał nikogo z rodu, bo to nie przystoi. A co do mojego pochodzenia to urodziłem się w północnych regionach wyspy i muszę przyznać, że w Londynie się trochę nieswojo. – powiedział prawie krzycząc no ale przecież nie będzie zmuszał rozmówcy do tego by się domyślał co chce powiedzieć. Prawdą było, że Rosier czuł się o wiele lepiej w swojej posiadłości niż w wielkim mieście, w którym było tak niewiele zieleni.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-19, 23:27   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Uśmiechnął się smutno, niemal boleśnie i pokiwał powoli głową, odwracając znów wzrok. Nie to miał na myśli, mówiąc, że lekcje były ciężkie, ale nie zamierzał też zwierzać się, żalić i wypłakiwać w rękaw nieznajomemu człowiekowi, nawet jeśli byli jakąś tam daleką rodziną (tego Crow nie był pewien, bo oprócz etykiety, lekcje o liniach rodowych również nie weszły mu w głowę). Niemniej, przez moment znów poczuł na sobie działanie klątwy ojca - ledwie wspomnienie, przez ułamek sekundy - a i tak wystarczyło, żeby Crow lekko zbladł. Podrygiwał jednak w rytm muzyki, poruszając nogą pod stołem i bębniąc palcami po blacie, dość szybko, miał bardzo ruchliwe palce. Lubił tę muzykę, miał ochotę wstać i potańczyć, ale na razie jeszcze za mało wypił, żeby się tak zachowywać. Fakt, że nie trzeba mu było dużo, a to w końcu Irish, więc zaraz ktoś zacznie tańczyć, ale do tego musiało minąć jeszcze kilka kawałków. Crow widział jednak, że niektórzy już się zaczynali przekonywać do tego, żeby może w następnej piosence wyskoczyć na prowizoryczny parkiet i zacząć tańczyć.
Uśmiechnął się znowu - tym razem bardziej szczerze - patrząc ponownie na Deana, kiedy ten powiedział, że cieszy się z faktu nie wyciągania przez Aidana różdżki.
- Nie jestem Aurorem i nie do mnie należy łapanie ludzi, którzy są przeciwni mugolom i mugolakom, spokojnie. Ja cię tylko ostrzegałem, żebyś przypadkiem nie powiedział czegoś takiego przy niewłaściwej osobie, bo byłoby szkoda. Ale "poglądy na pewne tematy" i różnice w nich akurat jeśli chodzi o nasze rodziny sugerują, że jednak właśnie o ten temat chodzi. Chyba tylko on jest na tyle kontrowersyjny, żeby kogoś wyrzucać z rodziny. No, chyba, że jesteś gejem.
Parsknął śmiechem. Sam był biseksualny i kochał mężczyznę, ale jeszcze się nikomu - oprócz rzeczonego mężczyzny - do tego nie przyznał, ale wkurzało go niesamowicie to, że musi się ukrywać i że takie skłonności uważane są za nienormalne.
- Również uważam, że żadna praca nie hańbi, ale rodzice potrafią mieć na takie rzeczy różne poglądy. Mój ojciec sprzeciwiał się temu, żebym grał w quidditcha i uznał, że powinienem pracować w Ministerstwie, więc... - wzruszył ramionami i znów się napił. Wciąż podrygiwał w rytm muzyki, jego oczy biegały po tłumie to w jedną, to w drugą stronę. Był wyraźnie nerwowy i trudno mu było usiedzieć w miejscu - zresztą od początku rozmowy - A jeśli chodzi o wkopywanie, to spokojnie. Wiem, jak wyglądają nasze rodziny i połowa Wysp wie, tylko nikt nikomu nie może niczego udowodnić.
Uśmiechnął się połową ust, patrząc na Deana spod przymrużonych powiek, kiedy ten powiedział, że jest z północy.
- Północ... Skąd dokładnie? Belfast, okolice?
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 00:34   

Gdyby Dean nie wiedział jak ciężkie i trudne bywa życie panicza z dobrego domu to nawet by współczuł Aidenowi. Niestety sam przez to przechodził i jemu też nie było łatwo. No ale czas odłożyć przykre wspominki na później. Teraz wypadało się cieszyć. Już niedługo przecież będą witali Nowy Rok i Rosier miał nadzieję, że będzie inny niż poprzedni. W końcu podejrzewał, że jego rodzice jeszcze wiele razy będą starali przeciągnąć go na stronę Czarnego Pana, ale że Dean robił to co robił nie mógł sobie na to pozwolić by popierać, którąś ze stron, a paradowanie pod czas koncertu ze znakiem Voldemorta na przedramieniu byłoby ewidentnym znakiem, że znany celebryta popiera Śmierciożerców. Musiał się więc przyzwyczaić do dziwnych wspomnień i innych tego typu rzeczy.
- Dlatego mi ulżyło choć doskonale zdaję sobie sprawę, że nawet gdybyś był Aurorem musiałbyś zaprzeczyć słysząc takie słowa z ust człowieka, z którym rozmawiasz. Wiem, że rodzina potrafi zniszczyć marzenia ale ja się nie dałem i postawiłem na swoim. No cóż znając nasze rodziny i wiedząc jakie one mają stosunek do osób o zbrukanej krwi to masz rację. Jednak w moim przypadku chodzi o coś jeszcze innego, a mianowicie o odrzucenie pewnej, według moich rodziców bardzo „lukratywnej” propozycji. – powiedział w miarę normalnie wykorzystując przerwę w grze zespołu. Nie wiedział czy młody Crowley się domyśli o co chodzi czy też nie, ale Dean jak zwykle miał to w nosie. Akurat jeśli chodziło o te sprawy był bardzo konsekwentny i poprzysiągł sobie, że nigdy nie złamie danego sobie słowa i z własnej woli nie dołączy do Śmierciożerców, o co to, to nie.
- Widzisz ja nie nadaję się do pracy za biurkiem. To by mnie zabiło. Wiem, że bym się tam dusił i zamiast o pracy myślał bym o straconych marzeniach jak i o straconych szansach na wykorzystanie talentu. Mój ojciec również pracuje w Ministerstwie ale ja się do tego nie nadaję. – powiedział to z taką pewnością w głosie, ze miał nadzieję tą kwestię będzie miał już ustaloną z Aidenem. Poza tym co mógłby robić siedząc za biurkiem. Przeglądać papierki? Nie to było poniżej godności, a za razem zapatrywania Deana na życie.
- Pochodzę z okolic Newcastle. Tam jest mój rodzinny dom, choć uwierz mi na razie nie chcę tam wracać. Wiesz rodzina pewnie usiłowałaby mnie siłą przekonać, że to właśnie oni mają rację, a ja się mylę. A ja chcę sobie oszczędzić słuchania takich rozmów. – powiedział. Sam nie wiedział czy ma być bardziej z tego powodu smutny czy też wesoły, w końcu jego życie nabierało sensu tylko wówczas gdy grał i spotykał się z kumplami z zespołu. To było dla Deana ważniejsze niż jego własna rodzina. Można powiedzieć nawet więcej. Rosier uważał chłopaków z zespołu za swoją nową rodzinę, która go rozumiała nie ważne co by zrobił i w jaką głupotę by się nie wpakował.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-20, 01:50   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Uniósł brwi i znów się uśmiechnął, podrygując coraz bardziej w rytm muzyki.
- Musiałbym zaprzeczyć, że co? Że jestem Aurorem? Nie, mógłbym cię po prostu zapuszkować, zawlec do pokoju przesłuchań, wezwać innego Aurora i przesłuchiwać cię we dwóch, bo byłbyś podejrzany o śmierciożerstwo albo przynajmniej sprzyjanie tym ludziom - jego uśmiech poszerzył się i stał promienny i słodki aż do bólu. I było w nim coś... chyba niebezpiecznego, zwłaszcza w połączeniu z tymi słowami. Nie, nie groził Deanowi, bo przecież nie miał czym,ale po prostu go ostrzegał i mówił, jak wyglądają fakty - przynajmniej tak, jak on je widział. Nie był Aurorem, rzeczywiście, więc nie wiedział, jak dokładnie wygląda ich praca, ale mógł się domyślać po tym, co widział w Ministerstwie.
Domyślił się jednak, o co chodzi z odrzuceniem lukratywnej propozycji. Na moment przestał podrygiwać, patrząc przenikliwie na Deana, jednak zaraz znów zaczął się poruszać w rytm muzyki.
- Podoba mi się tu. Przypomina mi się dom, lubię irlandzkie klimaty - powiedział z uśmiechem, który trochę przygasł w momencie, gdy Aidan przyglądał się Deanowi.
Nie podobało mu się odrzucenie przez niego propozycji Czarnego Pana, ale dopóki sam nie był Śmierciożercą i nie dostał odpowiedniego rozkazu, nie zamierzał nikogo atakować. Nie tak jawnie, nie - nie mając maski i szaty, chociaż kusiło go, żeby pokazać temu chłopakowi, jak powinien się zachowywać i że takich propozycji odrzucać nie należało. Dziwiło go tez trochę, że tak otwarcie mówił zarówno o swoim stosunku do mugoli i mugolaków, jak o tym, że odrzucił propozycję Czarnego Pana Nierozważnie Bardzo nierozważnie. Co prawda, sam Aidan również do myślących, a później działających nie należał, ale... Nie aż tak.
- Nie pracuję za biurkiem, jestem szkoleniowcem, uczę dzieciaki teleportacji - oświadczył z dumą chłopak, wyglądający jak dzieciak. Zdawał sobie sprawę ze swojego wyglądu i nie raz cierpiał przez to, ze go lekceważono, bo wyglądał młodo. Gdyby się uprzeć, można go nawet uważać wciąż za ucznia Hogwartu, choć to akurat mogło być w pewnych okolicznościach sprzyjające... jeśli tylko dostałby się w szeregi Śmierciożerców. Póki co, osiągnął w tej sprawie tylko tyle, że wygadał się przed swoim przyjacielem, po pijaku, że chce mieć Znak. Chociaż może coś z tego wyniknie...? Ostatecznie William pracował na Nokturnie, więc miał kontakt z ciemnymi typami, być może sam był jednym z tych zamaskowanych ludzi, służących wiernie Czarnemu Panu i walczących o lepsze jutro dla czarodziejów czystej krwi.
- Newcastle? To Anglia - wyprostował się, zaskoczony, nie bardzo rozumiejąc - A co do pracy za biurkiem, to... nie każdy w Ministerstwie jest biurwą. Nie lekceważ nas.
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 02:35   

Dean nie należał do ludzi, którzy by się przejmowali tym co mówią a tym bardziej co pomyślą sobie inni. W końcu już słyszał tyle plotek na swój temat, że przestał w ogóle się nimi przejmować. Nie przeszkadzało mu nawet to, że większość z nich była po prostu wyssana z palca. Poza tym mając na uwadze to, że był osobą medialną. O której się dość często pisało musiał zwracać uwagę na to co mówi czy też kogo popiera. On po prostu nie mógł sobie pozwolić na wstąpienie w szeregi Śmierciożerców. Nie rozumiał też tego, jak taka propozycja może być lukratywna i dlaczego wszyscy, którym o tym powiedział patrzyli się na niego jak na idiotę.
- Wiesz nigdy nie byłem ścigany przez żadnego Aurora i do tej pory nie miałem żadnych problemów z prawem. Może i się mylę lecz powtarzam to co kiedyś słyszałem na temat tego jak Aurorzy potrafią się maskować. – powiedział lecz dalsza wypowiedź chłopaka dała mu do myślenia. W końcu raz go przetrzymali na lotnisku tylko dlatego, że wyglądał jak jakiś podejrzany typek, no ale ta sprawa się szybko wyjaśniła. – W sumie po dłuższym zastanowieniu się to masz rację. Co prawda takim zachowaniem jakie mi przedstawiłeś wywołałbyś między narodowy skandal, a tego znając życie żaden z nas by nie chciał. No może i zdobyłbyś tym sławę ale większość ludzi znienawidziła. – powiedział tym razem ważąc słowa. Oczywiście zauważył zmianę zachowania chłopaka gdy wspomniał o lukratywnej propozycji i o tym, że ją odrzucił, ale miał nadzieję, że uda mu się nie tylko przeżyć ale i wygrać pojedynek z jednym Śmierciożercą o ile tamten grałby fair i nie używał zaklęć niewybaczalnych. Wówczas Dean miałby lekko powiedziawszy przekichane. Rosier rozejrzał się po miejscu ich przypadkowego spotkania i lekko się uśmiechnął.
- Mi również się tutaj podoba. Rezcywiście przypominają się klimaty, do których przywykłem w domu. Może nie jest to, to samo ale na pewno można przez to zatęsknić za widokami jak również smakami i muzyką mojej, tfu naszej ojczyzny. – powiedział schodząc z ulgą na bardziej neutralny temat niż rozmowa o Śmierciożercach czy też o tym co może zrobić Auror jeśli kogoś przyłapie na wyrażaniu takich poglądów.
- No dobrze ty nie pracujesz za biurkiem, ale większość pracowników Ministerstwa jednak siedzi za biurkiem i przegląda papierki. Wiesz nie lekceważę waszej pracy bo wiem, że jest ona bardzo ważna i robicie wiele dobrego dla społeczności czarodziejów, ale jakoś siebie bym tam po prostu nie widział. To jak to się mówi nie mój świat i nie moje zabawki. – rzekł już trochę głośniej bo znów muzyka zaczynała przeszkadzać w rozmowie. Dean również podejrzewał, że mówiąc takie a nie inne rzeczy znalazł dla siebie kolejnego wroga niźli przyjaciela ale jak widać mężczyznę obchodziło to tyle co zeszłoroczny śnieg. Dla Rosiera wiele rzeczy było tematem Tabu, ale akurat to, że odrzucił propozycję zostanie Śmierciożercą do nich nie należała.
- Nie masz racji. Widzisz to Newcastle, o którym ty myślisz jest rzeczywiście położone w Anglii, jednak pełna nazwa tego miasta to Newcastle Upon Tyne. To Newcastle, z którego ja pochodzę jest położone w Irlandii, a dokładnie w hrabstwie Down. – powiedział wyprowadzając młodzika z błędu. Wiele osób sądziło, że Dean postradał zmysły mówiąc, że Newcastle leży w Irlandii jednak tym razem to on miał rację i był do niej stuprocentowo przekonany. A jeśli młodzik mu nie uwierzy to trudno, jego sprawa, a nie Rosiera. W końcu Dean był szlachcicem. Jemu nie wolno było kłamać.
 
   Podziel się na:  
Aidan Crowley



-

poszukiwany?

26

czysta

kawaler







749

Różdżka, przechwycenie sowy x3, eliksir wielosokowy x3, Felix Felicis x1, niewidzialny atrament, omnikulary

Wysłany: 2014-10-20, 02:52   
   Multikonta: Alchemik, Dalien, Crouch sr., Tim


Znów parsknął śmiechem i napił się piwa. Powoli mu się kończyło, trzeba będzie zamówić następne, za to Aidanowi robiło się coraz weselej.
- Nie wiem, ja też nie miałem konfliktów z prawem, ale Aurorów spotykam w Ministerstwie. Nie interesuję się szczególnie ich pracą - to nieprawda, starał się dowiedzieć jak najwięcej, ale to nieważne - ale tak mi się wydaje, że nie musiałbym się specjalnie przed tobą maskować. A międzynarodowy skandal...? Hm - zmarszczył brwi, przyglądając się mężczyźnie kątem oka - Nie przeceniasz się czasem?
Uśmiechnął się jednak za chwilę szeroko i stuknął kuflem o jego kufel.
- Mnie i tak większość ludzi nienawidzi, nic by się nie zmieniło - oświadczył, popijając piwo - Dlaczego tfu? Mnie tam się Irlandia podoba.
Wysłuchał jednak dalszej części wypowiedzi mężczyzny i kiwnął głową ze zrozumieniem. Tak, rzeczywiście, hrabstwo Down kojarzył. Miasta Newcastle już nie, bo niespecjalnie interesował się tamtymi okolicami, ale wcześniejsza wzmianka o Irlandii Północnej i teraz Down pozwoliły mu zwizualizować sobie mniej więcej mapę.
- Ulster. Kumam. Mówicie tam w ogóle w gaelic? Angole wam pozwalają, czy za mocno trzymają za mordy?
I nie, Aidan nie pomyślał, że jego towarzysz kłamie - nie w tym przypadku. Właściwie nie wiedział, co myśleć, ale nie uważał, żeby mówienie o pochodzeniu z Irlandii i późniejsza wzmianka o Newcastle to było kłamstwo, może raczej - nieporozumienie. Tak zresztą nadal sądził, bo Ulster nie był według niego Irlandią. Był częścią Korony Brytyjskiej, nie faktyczną Irlandią.
Był właściwie ciekaw, kiedy zaczną się tłuc o tego typu rzeczy.
W Irlandii Północnej były za to dwa typy ludzi...
- Katolik czy protestant?
_________________
 
   Podziel się na:  
Dean Rosier
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 03:29   

Tak Dean już też miał trochę procentów we krwi jednakże on miał dość mocną głowę u by się upić lub też złapać humorek musiał trochę więcej wypić niż młody Crowley. No cóż przecież ekscesy jakie wyprawiał po alkoholu wraz z Jospehem przeszły do historii i wiele osób wolało nie być w pobliżu tej dwójki gdy sobie popili. Wówczas dopiero puszczały wszelkie zahamowania, a rozpoczynała się zabawa na całego. Ale przecież Aidan nie musiał o ty wiedzieć.
-Ojciec opowiadał mi kiedyś jakieś tam urywki o pracy Aurorów ale nie za bardzo go słuchałem. Już wówczas miałem w głowie tylko i wyłącznie muzykę. Łapanie przestępców jakoś mnie nie kusiło chociaż nauczyciele zawsze mi mówili, że bym się do tego nadawał. Prawda jest jednak taka, że ja tak nie uważam. – powiedział bez owijania w bawełnę. Wiedział, że zawód Aurora niesie za sobą nie tylko wielką odpowiedzialność ale i możliwość pożegnania się przed wcześnie z życiem, a Dean tego wybitnie nie chciał. Jednak teraz w tych dość niebezpiecznych i nie łatwych czasach każdy musiał obawiać się o własny tyłek.
- Co do skandalu to może i trochę przesadziłem ale jakiś skandal byłby na pewno. Poza tym Ministerstwo musiałoby się zmierzyć z moim ojcem co nigdy nie było łatwym zadaniem. Ok może i mnie nie za bardzo toleruje ale jedno wiem na pewno nie pozwoliłby mnie wsadzić do Azkabanu. – powiedział po raz kolejny bardzo pewnie i prawie bez zająknięcia. Po tej wypowiedzi wsłuchał się w dźwięki gitary, bo właśnie zaczynali grać jedną z jego ulubionych melodii. Przymknął na chwilkę oczy i zaczął nawet nucić pod nosem. Zapomnial, że jest w towarzystwie i zatracił się w melodii. Dopiero koniec piosenki i śmiech Crowley’a wyrwał go z tego stanu.
- Oj wybacz zamyśliłem się. Bardzo często słyszałem tą melodię. A co do tego tfu, to źle pojąłeś moje zamiary. Nie chciałem powiedzieć, że nie lubię Irlandii. Chciałem natomiast dać ci do zrozumienia, że się pomyliłem mówiąc, że Irlandia jest tylko moją ojczyzną. A co do gaelic’u, to u mnie w domu mówiono tym językiem. Przodowała w tym moja babka. Ona nawet potrafiła w tym języku wypowiadać zaklęcia. Niestety nie zdążyła mnie tego nauczyć, bo odeszła z tego świata zanim odkryłem, że mam talent magiczny. Jednak będąc w szkole musiałem przestawić się na angielski, bo używać gaelic’u nie wolno było na lekcjach. Ale wiesz nie raz próbowałem pokazać swoje prawdziwe ja i łamałem ten zakaz notorycznie. No ale nie chciałem by ten przepiękny język we mnie zanikł. – stwierdził trochę głośniej by przekrzyczeć kolejny utwór grany przez cały zespół. O swojej babce wspominał z rozrzewnieniem, bo bardzo lubił tą kobietę. Poza tym ona niczego do niego nie wymagała i zawsze mówiła, że powinien być sobą i nigdy się nie zmieniać, co zresztą teraz właśnie czynił Dean. Kolejne pytanie zaskoczyło Rosiera. Doskonale wiedział, że w jego rodzinnym kraju są dwa typy czy też dwie religie, które uprawiają ludzie.
- I tu cię pewnie zdziwię. Moi rodzice są protestantami. Moi dziadkowie byli protestantami, a ja dopóki przebywałem w domu rodzinnym byłem zmuszony do tego by chodzić co niedzielę o kościoła. Później przed pójściem do Hogwartu zdecydowałem, że nie będę wyznawał żadnego boga oprócz muzyki. Więc można powiedzieć, że aktualnie jestem wyznawcą swojego własnego boga czyli muzyki. Nie opowiadam się ani po stronie Protestantów, ani Katolików. Zresztą ten fakt rodzina również ma mi za złe. – ściszył lekko głos by przebywający koło nich ludzie nie słyszeli tej jakże długiej przemowy. Teraz czekał na słowa pogardy od krajana. W końcu sprzeciwiał się wyznawanej przez rodzinę religii, co w Irlandii było uważane za straszną zbrodnię.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.