Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Park
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-10-01, 17:24   Park

Park



- Jest już późno, proszę wracajmy. –mruknęła dziewczyna czując silną dłoń narzeczonego na nadgarstku. – Dlaczego chcesz wracać? Obiecałem Ci, że ten dzień będzie nasz i cokolwiek ma się stać, nie będę się patrzył na to, czy jest późno czy nie. – uśmiechnął się szeroko Patrick zwiększając uścisk i tym samym dodając jej otuchy. Chciał ją zabrać w to miejsce nie bez powodu. Tutaj się przecież poznali. Była jesień, liście spadały z drzew, małe dzieci zbierały kasztany. Wszystko było spokojne, pełne melancholii. Szła sobie chodnikiem jakby wcale nie zdawała sobie sprawy z tego jak pięknie wygląda. Olśniewała prostotą. Chciał od razu pobiec, zagadać, ale czy nie wyszedłby na wariata? Ona opuściła chusteczkę z ręki a on zwyczajnie jej ją podał. Dziś była ich rocznica, a on nie mógł uwierzyć, że tylko rok są razem. Miał wrażenie jakby mieli za sobą całe życie. Patrick przystanął odwracając się do niej. – Kocham Cię wiesz? – dziewczyna pocałowała go szybko w policzek. – Wiem, popraw sobie szalik. Jest zimno. –odparła i wepchnęła go w stertę liści.
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-09, 20:10   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Alice była zawsze dla swojej rodziny i przyjaciół. Zrobiłaby dla nich wszystko jeśli taka byłaby potrzeba, dlatego ucieszyła się, że właśnie takie zadanie dostała od Albusa. Już od dłuższego czasu martwiła się o Syriusza. Był jej dobrym przyjacielem i fakt iż nie mieli od niego żadnych informacji. Nie pojawił się na spotkaniu, nie dawał też znaku życiu. Wiedziała, że myśleli o nim różne rzeczy, ale Alice taka nie była. Nigdy nikogo nie ocenia, a już na pewno nie ocenia swoich przyjaciół. Do Syriusza wysłała sowę i miała nadzieje, że dostanie odpowiedź. Nie chodziło o wykonanie zadanego jej zadania, ale zwykła rozmowa. Ona tego potrzebowała. Ku jej zaskoczeniu i uldze dostała odpowiedź i umówili się na spotkanie. Było niesamowicie zimno. Prószący śnieg opadał powoli na ziemię i choć nie była do jej ulubiona pora roku to czerpała z tego widoku przyjemność. Umówili się w parku co było lekko szalonym pomysłem. Powinni się bardziej ukrywać, ale Dolina Godryka nigdy nie sprawiała wrażenia bycia zagrożoną. Przynajmniej ona tak uważała. Kobieta zaczęła się rozglądać, ale nigdzie nie widziała znajomej twarzy, właściwie to park był całkowicie pusty. No tak, już dawno wyszło na jaw, że była ona osobą, która bardzo rzadko się spóźniała. Zwykle była przed czasem i przyzwyczaiła się do czekania. Miała tylko nadzieje, że dowie się od Syriusza powodu jego ostatniej nieobecności, nie chciała nawet myśleć o tym, że jednak to co mówili było prawdą i Syriusz zainteresował się ciemną stroną mocy. Kobieta sięgnęła po leżącą na ławce dużą ilość śniegu i czując palące zimno w palcach automatycznie go wypuściła. – Cholera. –mruknęła.
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-09, 23:23   

Niestety, jeśli o punktualność chodziło, to z całą pewnością nie była to cecha, którą kiedykolwiek udałoby się Syriuszowi wypracować u siebie. Spóźniał się właściwie niemal za każdym razem i dla nikogo, kto go znał, nie powinno to już być chyba żadnym zaskoczeniem. Ewentualnie nie pojawiał się wcale, niezależnie od tego, jak istotna nie byłaby ranga danego spotkania. Przy tym zwykle nie musiał mieć nawet żadnego szczególnego powodu, zwykłe widzimisię również wystarczało. Czy nie tak właśnie było w przypadku ostatniego zebrania Zakonu? Jasne, zdawał sobie przecież sprawę z tego, że sprawy dotyczące tej organizacji były wyjątkowo istotne. Doskonale wiedział też, że podobnym zachowaniem raczej niezbyt dobrze wychodziło mu udowadnianie niektórym, że wcale nie jest kompletnie nieodpowiedzialnym szczeniakiem, dla którego czarodziejska wojna mogłaby być niczym innym, jak zwykłą zabawą. Jednocześnie jednak... miał to gdzieś. Nie zamierzał przecież nikomu niczego udowadniać i naprawdę dawno już nauczył się zupełnie ignorować opinię innych na swój temat.
Mimo wszystko jednak wciąż istniały przecież osoby, których absolutnie nie zamierzał ot tak lekceważyć. Alice zaś należała do tego grona, toteż na spotkanie z nią jak najbardziej zamierzał się stawić. Fakt, dobrych kilka - może kilkanaście - minut po czasie, jednak drobne spóźnienie w jego przypadku lepiej było zawsze wziąć pod uwagę. Wprawdzie... może i inaczej by się sprawa miała, gdyby mógł się chociaż domyślić, z jakiego powodu Alice zaproponowała mu spotkanie, jednak tego na szczęście wiedzieć nie mógł. Nie przypuszczał nawet, że komuś rzeczywiście mogłoby przyjść na myśl, że w jakikolwiek sposób przestał być lojalny Zakonowi. I prawdopodobnie nie zareagowałby najlepiej, gdyby z takim podejrzeniem się spotkał. Tak bowiem, jak zwykle w głębokim poważaniu miał opinie innych, tak jednak wrzucanie go do jednego worka z większą częścią jego rodziny było nieodmiennie tym, co najskuteczniej wyprowadzało go z równowagi. Ot, po prostu kolejny przejaw swego rodzaju hipokryzji w wykonaniu Blacka - mimo, że on sam nie widział naprawdę najmniejszego problemu w tym, że pewne osoby oceniał bardzo powierzchownie, przytykając im odpowiednie łatki choćby na podstawie Domu, do jakiego należeli w Hogwarcie, to jednak za coś niedopuszczalnego uznawał ocenianie go przez pryzmat noszonego nazwiska.
Póki jednak nie był świadomy niczego, mógł zjawić się na miejscu z charakterystycznym uśmiechem na twarzy, naprawdę szczerze ucieszony z faktu, że mógł zobaczyć się z Alice. Jego pojawieniu się towarzyszył charakterystyczny trzask, jaki zwykle usłyszeć można było przy czyjejś teleportacji.
- Alice! - zawołał pogodnie, zauważywszy przyjaciółkę kilkanaście kroków dalej. - Poważnie stęskniłaś się aż tak bardzo, żeby aż odmrażać sobie ręce?
Oczywiście, że nie mógłby nie skomentować z pewnym rozbawieniem tego, co miał okazję zobaczyć w chwili, gdy się pojawił. A pomyślałby kto, że jako matka, Alice najlepiej powinna już wiedzieć, że rękawiczki stanowiły podstawę zimowego stroju. No, zazwyczaj przynajmniej.
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-11, 13:29   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Cały park wydawał jej się teraz miejscem kompletnie zapomnianym. Drzewa już nie robiły na niej wrażenia, opadające liście zdawały się żyć po prostu własnym życiem. Wszystko co magiczne w ich świecie zaczynało się zmieniać i przestawało być magiczne. Pamiętała jak jeszcze parę lat temu przychodziła tutaj z Fabianem i Molly, albo kiedy zabierała ją tutaj mama. I choć wtedy wyglądało to całkowicie inaczej wciąż czuła jakby odwiedzała znajome miejsce. Wciąż zamyślona zastanawiała się nad tym jak wiele się zmieniło ostatniego czasu, jak bardzo ich świat się zmienił. Chciałaby na to nie patrzeć. Od kiedy została matką zaczęła myśleć kategoriami „a mój syn”. Najbardziej nie chciałaby, żeby ta bezsensowna wojna dotknęła jej rodziny, jej syna. Alice przyłożyła zmarzniętą dłoń do policzka i czując kropelki spływające po jej policzku uśmiechnęła się sama do siebie. Nagłe usłyszała za sobą znajomy dźwięk teleportacji. Odwróciła się tam od razu, ale widząc czarną burzę loków odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się szeroko. Tak w ogóle to jego włosy aż prosiły się o to, żeby je ściąć. Chyba przyszedł czas by ktoś mu przypomniał, że istnieje takie coś jak nożyczki. Niesamowicie praktyczne, łatwe w użyciu i potrzebne. W jego przypadku tak bardzo potrzebne. Widząc go nie mogła się nie uśmiechać. Tak bardzo cieszyła się, że nic mu nie jest. W końcu już wiele jej scenariuszy siedziało w głowie. I choć czasem jeden był głupszy od drugiego to co na to poradzić? Kiedy się człowiek martwi nawet nie zastanawia się czy obraz w jego głowie jest absurdalny czy nie.– Tęskniłam? Chyba śnisz, Black. –powiedziała, ale jej śmiech w głosie zdradził wszystko. Podeszła do niego dość szybkim krokiem i zarzuciła mu ręce na szyje. – No już.. przytul mnie, wiem, że Ty też tęskniłeś. – wywróciła oczami. Przecież on zawsze był taki. Musiał pokazywać swoja obłąkaną stronę nawet w takich chwilach, ale ona go znała. W końcu przyjaźnili się, a kiedy człowiek choć trochę czasu przeżywa w swojej obecności uczy się nawyków i przyzwyczajeń. Zwyczajnie nie da się inaczej. W końcu odsunęła się od niego i uśmiechnęła szeroko. – Tak, masz racje… jeszcze z dwa miesiące i włosami będziesz mógł opleść wroga. Czyżbyś zgubił różdżkę, Syriuszu? –uniosła brew nawiązując do jego włosów. Tak naprawdę w tym momencie nie myślała o tym czego musi się dowiedzieć, nie myślała o tym co ma mu powiedzieć. Zwyczajnie cieszyła się jego obecnością. Czasem to wystarczyło.
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-11, 22:48   

Jego włosy były bardzo w porządku i prosiły się jedynie o to, by zostawić je w spokoju. Przynajmniej tak to właśnie wyglądało zdaniem Blacka, a jednak to właśnie jego zdanie w tej kwestii powinno być chyba najistotniejsze, prawda?
- Ani trochę, podobnie jak i ty - zaśmiał się w odpowiedzi na jej stwierdzenie, własnym słowom skutecznie zaprzeczając zarówno poprzez ton wypowiedzi, jak i odwzajemniając uścisk. No bo oczywiście, że w jakimś stopniu musiał się przecież stęsknić. Fakt, że w ostatnim czasie mógł mieć niewielką ochotę na zbyt częste widywanie się z innymi ludźmi, wcale nie oznaczał, że zupełnie żadnej radości nie sprawiał mu już widok tych osób, na których jakkolwiek mu zależało. W dodatku... trzeba było przyznać, że również Alice dobrze było widzieć całą i zdrową. Zresztą, w tych czasach widok niemal każdego całego i zdrowego człowieka sprawiał pewną przyjemność. O ile oczywiście nie był to ktoś, kogo chciałoby się zobaczyć w zgoła odmiennym stanie. Ostatnimi czasy jednak nawet ktoś z tak beztroskim podejściem do świata jak Black, nie mógłby zaprzeczyć temu, że wszelkie nieszczęścia przydarzały się raczej nie tym, którym powinny. Póki jednak wciąż mógł widzieć swoich przyjaciół w jednym, nienaruszonym kawałku, na jego twarzy mógł gościć ten sam pogodny uśmiech, jakim obdarzył także Alice, kiedy ta już się od niego odsunęła.
- Właśnie taki miałem plan, Alice. Przejrzałaś mnie - przytaknął jej słowom, na moment wymownie wznosząc spojrzenie ku niebu, jakby to właśnie od jakichś sił wyższych oczekiwał w tym momencie wsparcia. W zasadzie takie chyba rzeczywiście by się przydało, skoro Alice zaczynała popadać już niemal w matczyny ton, wypominając Syriuszowi, że jego włosy miałyby być za długie. Nie, żeby kiedykolwiek pani Black zwykła przemawiać w sposób, który dałoby się nazwać "matczynym tonem". Bo nie, ona akurat rzeczywiście przemawiała. Wystarczająco dużo czasu jednak Łapa spędził pod dachem rodziców Jamesa, by mieć okazję nasłuchać się podobnych wywodów. Również w kwestii nieodpowiedniej długości włosów.
- Zapewniam, że różdżkę nadal mam przy sobie. I nie zawaham się jej użyć, jeżeli tylko spróbujesz zrobić cokolwiek z moimi włosami - co prawda ten grobowy ton głosu niezupełnie mu wyszedł, jednak ostrzeżenie pewnie i tak powinno się potraktować całkiem serio. Chociaż... nie, chyba jednak nie. Mimo wszystko chyba nawet on sam nie wierzył w to, że mógłby podnieść różdżkę na Alice. Nawet, gdyby rzeczywiście przyszło jej na myśl, by zająć się w jakikolwiek sposób jego włosami.
Na moment jednak spoważniał w pewnym stopniu, obdarzając przyjaciółkę uważnym spojrzeniem. Niezbyt wiarygodnym wydawało się być bowiem to, by ściągnęła go na spotkanie tylko po to, by wypomnieć mu, że za bardzo zagalopował się przy zapuszczaniu włosów. Chcąc nie chcąc warto więc było zadać pytanie, które w ostatnim czasie musiało pojawić się w niemal każdej rozmowie, a którego od dawna już Black miał serdecznie dość.
- Wszystko w porządku? - jasne, że kompletnie nic nie jest w porządku, mógłby sobie odpowiedzieć sam. - Poza tym, oczywiście, że najwidoczniej zabrakło już jakichś cieplejszych miejsc, w których nie trzeba byłoby odmrażać sobie tyłka...
Kolejne zdanie dorzucił już z lekkim uśmiechem, jednocześnie wpychając ręce w kieszenie płaszcza, by przynajmniej w ten sposób nieco się ogrzać. Tak, pogoda zdecydowanie nie sprzyjała spotkaniom na świeżym powietrzu.
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-12, 21:24   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Przez ten cały czas zdążyła już zapomnieć jak to jest być po prostu sobą. W końcu podejmowała się różnych zajęć i za każdym razem miała inną twarz. Była niewymowną, pracowała jako auror, była matką i żoną i członkinią zakonu, ale już dawno nie była po prostu Alice. Zapomniała jak to jest mieć przyjaciół z którymi się żartuje i zachowuje się jakby nic się nie stało. Uśmiechnęła się szeroko na jego słowa i jeszcze raz spojrzała na jego kudełki. Tak, ona ostatnio też nie miła zbytnio czasu ani ochoty na spotykanie się z kimkolwiek, ale jakby nie patrzeć to było także zadanie, które musiała wykonać. Tak, takie zadania mogła wykonywać. Wracając do włosów to przynajmniej jedno z nich znalazło w swoim mieszkaniu nożyczki. No może nie w domu, ale w tym momencie Alice miała o wiele krótsze włosy od niego. Tak, ta radykalna zmiana spowodowała, że dziewczyna naprawdę poczuła się inaczej. Automatycznie wydoroślała, ale poczuła się także lżejsza, bardziej pogoda, a nowy kolor włosów dawaj jej trochę więcej pewności siebie, której naprawdę potrzebowała w owych czasach. Może po prostu znudziło ją oplatanie sobie wrogów wokół włosów? Kto wie. Dziewczyna wzniosła oczy ku niebu i uśmiechnęła się, kiedy czapka opadła jej na czoło. Cieszyła się, że dalej posiadał ten swój cięty języczek, miała wrażenie jakby nic się nie zmieniło, a nadzieja w niej krzyczała, by to wrażenie okazało się prawdziwe. – Gdyby Neville był dziewczynką już by ci robił warkoczyki. –powiedziała Alice i szturchnęła go lekko w ramię. Tak, ostatnio jej kochany synek miał wielką potrzebę bawienia się wszystkim co dostał do rączek, albo co miał w zasięgu swoich. To chyba też był jeden z powodów dla których Alice ścięła włosy. Prędzej czy później byłaby pozbawiona swoich pięknych włosów więc zdecydowała, że lepiej będzie jak sama to zrobi. Alice wywróciła oczami i podchodząc do niego bliżej ujęła go pod ramię. – Chodź, przejdziemy się. –powiedziała i pociągnęła go w stronę ścieżki w parku. Może i nie był to najlepszy pomysł by spotykać się w parku w zimie, ale Alice miała zdecydowanie dość siedzenia w czterech ścianach. Ostatnio nie miała nawet okazji cieszyć się zimą jaka do nich przyszła. Kiedy ostatnio była tak po prostu na spacerze? Chyba ostatnim razem jak poszła z Frankiem po choinkę przed świętami, a śnieg był jeszcze wtedy delikatny i w ogóle nie czuło się zimy. Kiedy zaczęli iść Alice cieszyła się każdym skrzypnięciem śniegu. Spojrzała na niego, kiedy zapytał czy wszystko w porządku. Wiedziała też, że jej nie odtrąci i nawet jeśli nie podobał mu się pomysł zmarzniętych palców u nóg to będzie jej towarzyszył. Z czystej kultury, nawet jeśli tego nie chciał. Alice zatrzymała się na chwile. – Wiedziałam, że będziesz marudził. –powiedziała i otworzyła swoją torebkę. Wyciągnęła z niej dwa kubki kawy, które pewnie zdążyły już lekko wystygnąć, ale dalej puchało z nich przyjemne ciepło. Podała mu jeden kubek, a ze swojego ściągnęła folię, która chroniła przed wylaniem się kawy do torebki. – Jest lepiej wiesz? Mam wrażenie, że w końcu do czegoś dążymy. Staram się nie myśleć o tym, że tylu ludzi…-zaczyna kręcić głową. – Martwiłam się o Ciebie. Nie było Cię na zebraniu, nie odzywałeś się dawno. Powiedź mi co u Ciebie. –powiedziała i upiła łyk kawy po czym uśmiechnęła się lekko.
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-14, 14:36   

Gdyby tylko zmiana wyglądu włosów rzeczywiście miała zmieniać cokolwiek w ogólnej sytuacji, to pewnie nawet Black nie miałby nic przeciwko temu, by skrócić swoje do tej rzekomo normalnej i powszechnie akceptowalnej długości. Tymczasem jednak jakoś niespecjalnie wierzył w to, by cokolwiek miało to zmienić. A już tym bardziej - jakkolwiek poprawić. Lepiej więc było pozostawić wszystko tak, jak było w chwili obecnej. I ewentualnie próbować dokonywać zmian jedynie w tych kwestiach, które rzeczywiście mogły przynieść jakąkolwiek poprawę. Choć ostatnio także to wydawało się być bardzo mało realnym w sytuacji, gdy - przynajmniej w mniemaniu Syriusza - niemal wszystko obracało się na ich niekorzyść. Mimo wszystko jednak, przynajmniej w tej konkretnej chwili naprawdę nie miał ochoty myśleć o tym wszystkim i niepotrzebnie się tym przejmować. Zresztą... to odcinanie się nie było przecież niczym szczególnie dziwnym w jego przypadku. Wręcz przeciwnie - pewnie można byłoby zaryzykować stwierdzenie, ze odcinanie się od problemów i ignorowanie ich było u Blacka znacznie bardziej normalne i powszechne, niźli przejmowanie się nimi.
Krótkim parsknięciem śmiechem zareagował więc na uwagę na temat warkoczyków i rzeczywiście w żaden sposób nie zaprotestował przeciw propozycji spaceru. Jasne, nie dało się ukryć, że niespecjalnie przepadał za podobnymi zimowymi przechadzkami, kiedy to wystarczyła chwila, by buty przemokły do cna i aby stracić czucie w palcach rąk i stóp. Nie, zdecydowanie nie przepadał za zimą. Ale jednak Alice miała rację - nie mógłby odmówić jej choćby przez zwykłą uprzejmość. Jak również przez fakt, że mimo wszystko jej towarzystwo zdecydowanie przemawiało na plus. Nawet, jeśli oznaczało to odmrażanie sobie tyłka przez jakiś czas.
- To nie marudzenie, tylko stwierdzanie faktów - uśmiechnął się w odpowiedzi na jej uwagę, z wdzięcznością i pewnym rozbawieniem przyjmując od niej kubek. Przynajmniej dawało to szansę na to, że uniknie odmrożenia rąk. - Poważnie? Nawet nie chcę pytać, co jeszcze tam nosisz...
Pokręcił lekko głową, powagę odzyskując dopiero po usłyszeniu jej kolejnej wypowiedzi. Jasne, mógłby jej przytaknąć, potwierdzić ewentualnie, że u niego także wszystko jak najbardziej w porządku, że zupełnie nie ma się o co martwić ani czym przejmować. Mógłby sobie nawet na poczekaniu wymyślić jakąś wiarygodną i przekonującą wymówkę, która usprawiedliwiłaby jego nieobecność na zebraniu. Ewentualnie mógłby po prostu tę część wypowiedzi, po swojemu, zignorować i zwyczajnie pominąć temat zebrania, uznając go za mało istotny. I akurat tę drugą opcję rozważał nieco dłużej, pierwszą odrzucając niemal od razu. Jakoś bowiem od zawsze Alice była osobą, którą niezbyt łatwo było mu okłamywać.
- Lepiej? A co właściwie sprawia, że tak ci się wydaje? - wbrew jego zamierzeniu, chyba rzeczywiście mogło to zabrzmieć prawie jak warknięcie. - Przecież dążymy do czegoś od samego początku. I nie wydaje mi się, żeby ostatnio cokolwiek zmieniło się na tyle, żeby uznać, że do tego czegoś dążymy bardziej.
Przynajmniej ugryzł się w język w samą porę, by nie dodać, że uważa raczej wręcz przeciwnie. Zresztą, chyba powinien się ugryźć w język znacznie wcześniej. Zwłaszcza, że już teraz nie czuł się zbyt dobrze z tym, że w taki sposób zareagował na jej, mimo wszystko dość optymistyczną, wypowiedź.
- U mnie wszystko w porządku - stwierdził więc w odpowiedzi na jej ostatnie pytanie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że beznamiętny ton wypowiedzi nijak nie mógł tego potwierdzać. Podobnie zresztą, jak jego wcześniejsze słowa. O to jednak akurat nie dbał, równie dobrze mając świadomość tego, że ostatnio podobne zdanie powtarzał za każdym razem w ten sam sposób. I, na szczęście, tyle zwykle wystarczyło, żeby potencjalni zainteresowani przestali dopytywać dalej.
- Co mnie ominęło w związku z zebraniem? - to także nie zabrzmiało tak, jakby faktycznie go to jakoś szczególnie interesowało. Bardziej jak "pytam, bo tak chyba wypada, skoro sama o tym wspomniałaś".
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-19, 00:19   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


/ od razu z góry przepraszam, za brak odpisu, ale wypadek, uczelnia, wypadek i nie miałam ani czasu ani ochoty się na tym wszystkim skupiać.

Różnili się. Ona była zapatrzoną optymistką, która choć dobijającego się do niej realizmu chciała widzieć małe światełko w tunelu. On wręcz przeciwnie. W tym momencie nie wierzył, że cokolwiek może zmienić ich sytuacje. Poprawić świat. Może to i lepiej. Może ona też powinna tak zrobić? W końcu tak naprawdę ta wojna przesuwała się, ale niekoniecznie w ich stronę. Niekoniecznie pozytywnie. Nie skupiała się na tym. Chyba nie chciała by takie rzeczy wpływały na jej motywacje do działania. W końcu były takie dni, kiedy było to nieuniknione i choć przez większość czasu była silna pod prawie każdym względem to czasem to nie wychodziło. Przecież były dni, kiedy wszystko waliło jej się na głowę i przypominało o tym, że wcale nie będzie lepszego jutra. Tylko ona po prostu skutecznie to ignorowała. Bardzo skutecznie starała się robić milion rzeczy by tylko o tym nie myśleć. Alice uśmiechnęła się lekko do Syriusza. – Więc teraz Twoje stwierdzenie faktów podchodzi pod marudzenie. –wzruszyła ramionami na słowa o pojemności torebki. Tak właściwie będąc matką nauczyła się, że wszystko jest potrzebne nawet to czego się nie spodziewasz, a może nawet najbardziej to czego się nie spodziewasz. Więc w jej torebce walało się multum różnych rzeczy. Nie ma co się dziwić, że znalazła się tam też kawa. Czy jest coś bardziej potrzebnego w owe popołudnia od ciepłej kawy? Nie chciała, żeby tego robił. Nie chciała, żeby jej oszukiwał, bo była zdolna znieść największą prawdę, ale kłamstwa nienawidziła. Już dawno przestała się oszukiwać dlatego usłyszenie słów prawdy od kogoś innego nie było dla niej problemem. Fakt, że ona myślała inaczej na pewno wzbudzał lekkie rozbicie. W końcu każdy w dzisiejszych czasach widzi swoją własną prawdę. I tak, ciężko było ją zbyć byle jakim skinieniem głowy czy uśmiechem. Wiedziała, kiedy coś jest nie tak, tak samo wiedziała teraz, kiedy Syriusz pochmurniał i zastanawiał się nad odpowiedzią. Zresztą przychodząc tu nie myślała o tym, że mężczyzna zacznie skakać z radości i cieszyć się, bo tak wiele pozytywów. Wręcz przeciwnie. Ostatni czas, kiedy nie dawał znaku życia, kiedy odsunął się od Zakonu dał znać, że stracił wiarę w wygranie tej wojny. – Rozumiem dlaczego tak uważasz, to nie jest tak, że ja tego nie widzę, bo widzę, ale po prostu mam wrażenie, że teraz naprawdę jest tego więcej. Mam wrażenie, że to już nie jest jednostronna walka. Nie mówię, że jesteśmy w stanie zakończyć tę wojnę tu i teraz… mówię po prostu, że ludzie wystarczająco naoglądali się bólu, wystarczająco go doświadczyli by być poświęcić wszystko. Czasami poświęcenie może być jedynym wyjściem. –powiedziała. Zastanawiała się już nad tym kiedyś. Zastanawiała się czy byłaby w stanie się poświęcić dla wojny, dla dobra idei, ale odpowiedź nie przyszła jej łatwo. Chyba dalej tego nie wie. W końcu miała rodzinę, dziecko, co by się z nim stało? Ale zdecydowała się na walkę, chciała tego. Tak naprawdę nie bolał ją wcale ton jego głosu, a to, że każde jego słowo było przepełnione bezradnością. Tak to odbierała. Jako chęć działania, ale brak motywacji. – Tak bardzo w porządku. –pokręciła głowę przygryzając lekko wargę. Zawsze to robiła kiedy się nad czymś zastanawiała. – Nie chodzi o to co działo się na zebraniu, ale o to, że nam Cię tam brakowało. – westchnęła. – Każdy z nas dostał nowe zadanie, wiesz? – a to on był jej zadaniem.
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-20, 13:19   

Właściwie również Blackowi zwykle daleko było do realistycznego podejścia, czy - tym bardziej - pesymizmu. Nie sposób byłoby tego nie zauważyć, jeśli tylko znało się go dostateczne długo. Po prostu w ostatnim czasie miał okazję przekonać się, że jego strategia opierająca się w głównej mierze na bagatelizowaniu wszelkich możliwych trudności i problemów, wcale nie była tak skuteczna, jak mogłoby się z początku wydawać. Ciągłe wmawianie sobie i wszystkim dookoła, że zupełnie nic go nie interesowało i że żadnych przeciwności losu zupełnie nie zauważał, z czasem robiło się coraz trudniejsze i od czasu do czasu musiały po prostu zdarzyć się mniejsze lub większe kryzysy, podczas których najlepiej było przyjąć strategię unikania większości osób. To też nie do końca się sprawdzało, jak choćby teraz, kiedy mimo wszystko przystał na propozycję spotkania się z Alice, ostatecznie jednak najczęściej przynosiło efekty. Pewnie więc można było się spodziewać, że już wkrótce Syriusz będzie skłonny osobiście wyśmiać swój aktualny sceptycyzm i ponure nastawienie. Bez przesadnego wnikania w to, na ile to wyśmiewanie miałoby być szczere.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to poświęcenie też nie brzmi zbyt dobrze, prawda? - może i nie dopowiedział dalszej części tej wypowiedzi na głos, jednak chyba bardzo łatwo można było się domyślić, że gdzieś między słowami powinna być wpisana fraza "zwłaszcza w twoim przypadku". Bo przecież nie dało się ukryć, że ich sytuacja diametralnie się różniła. Alice zdążyła już założyć własną rodzinę, miała męża, dziecko... Podczas gdy Syriusz nie tylko podobnego ustatkowania się nie miał w najbliższych planach, ale w dodatku nie utrzymywał żadnego kontaktu ze zdecydowaną większością swojej rodziny. Jeśli więc chodziło o rozważania na temat tego, czy byłby w stanie poświęcić się dla wojny, przynajmniej on nie miał najmniejszych problemów z odpowiedzią. Problem polegał raczej na tym, że niespecjalnie był skłonny przytaknąć podobnemu poświęceniu, jeśli chodziło o jego przyjaciół.
- Ale niech będzie, może i masz rację. Daj mi trochę czasu, to pewnie przytaknę ci bardziej przekonująco - na chwilę na jego twarz powrócił lekki uśmiech, chociaż nie dało się chyba ukryć tego, że zarówno treść, jak i ton jego wypowiedzi były niczym innym, jak tylko uprzejmą sugestią, by za bardzo nie wtryniać nosa w jego aktualne sprawy. Naprawdę bowiem nie miał większej ochoty na uzewnętrznianie się i wywlekanie na wierzch wszystkiego tego, co w ostatnim czasie nie dawało mu spokoju. I szczerze liczył na to, że tę aluzję Alice odczyta we właściwy sposób.
Za to z lekkim powątpiewaniem spojrzał na nią w momencie, gdy wspomniała o tym, że rzekomo dało się odczuć jego brak na zebraniu. Właściwie miał to już nawet skomentować we właściwy sobie, nieco kpiący sposób - zaraz po tym, jak już przełknąłby upity właśnie łyk kawy, gdy jednak w ostatniej chwili podobny komentarz sobie odpuścił. Może było to coś w tonie wypowiedzi Alice, a może jakiś przebłysk intuicji ze strony Syriusza, jednak coś podpowiedziało mu odpowiednio wcześnie, że tym razem podobne komentarze mogły się jednak okazać nie na miejscu.
- I co? - zapytał więc krótko, w tym momencie będąc już niemal absolutnie pewnym, że coś jeszcze rzeczywiście musiało w tym być. Bez powodu nie wspominałaby raczej o przydzielonych zadaniach, jak sądził. Przypuszczał jednak, że mogła po prostu mieć mu do przekazania to, co akurat przypadło w udziale jemu. Ewentualnie w połączeniu z reprymendą Dumbledore'a w kwestii lekceważenia swoich obowiązków.
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-23, 22:11   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Alice nie lubiła, kiedy ludzie udawali przed sobą, że jest inaczej niż w rzeczywistości. Raczej jest i była zwolennikiem mówienia tego co czuła i myślała, a nie oszukiwaniem innych i przede wszystkich samej siebie. Oczywiście nie była nigdy osobą, która uwielbiała oceniać innych. Każdy miał swoje własne poglądy, których całym sercem i mocą powinien bronić. Dlatego to jak się zachowywał Syriusz nie przeszkadzało jej dopóki mu też to nie przeszkadzało. Chociaż kto wie… może jak każdy w pewnym momencie potrzebuje dostać porządnego kopa w tyłek. Tylko nie każdy pozytywnie go odbiera. Dlatego nie była też typem terapeuty i wolała takie rzeczy zostawiać by czasem nie poruszyć ziemi. – Więc jaki jest dobre wyjście Twoim zdaniem? W naszym położeniu nie istnieje takie coś jak dobre wyjście. Jest tylko coś lepszego. – powiedziała i westchnęła. To nie było tak, że była w stanie poświęcić wszystko co najlepsze w swoim życiu dla świata, w którym żyje, ale poświęciłaby świat w którym żyje dla wszystkiego co ma najlepsze w życiu. Zawsze rodzina była dla niej najważniejsza. Dziewczyna uśmiechnęła się i szturchnęła go lekko w ramię. – Masz racje, postaraj się i lepiej ci to wyjdzie. – powiedziała. Nie miała zamiaru wtrącać się w to co się u niego aktualnie dzieje. Każdy z nich miał swoje własne demony o których opowiadać niekoniecznie chciał. Alice miała sobie trochę za złe to, że zareagowała na jego brak dopiero teraz. Kiedy dostała zadanie przepytania go, a nie kiedy naprawdę zauważyła, że coś się dzieje. W sensie widziała, że go nie ma, że jest coś nie tak i, że chciałaby to zmienić, ale tak naprawdę na chęci się skończyło. Ostatnio wszystkie obowiązki jakie miała uderzyły w nią z podwójną siłą i nic nie mogła na to poradzić. Nie była na to gotowa, ale chyba nikt nie był. Dziewczyna wzruszyła ramionami. – Nie chce wiedzieć co powoduje Twoje nastawienie, nie wnikam w to, jakbyś chciał to byś mi powiedział. Chce tylko wiedzieć, że nie czujesz zafascynowania tą drugą stroną. –powiedziała i od razu dodała. – Nie myślę tak, uważam, że sam fakt iż wycofałeś się z tego wszystkiego do czego nakłaniała Cię rodzina mówi samo za siebie, że nie chcesz mieć z tym nic wspólnego. –dodała. Musiała go o to zapytać. Przecież mogłaby owijać w bawełnę. Pokazywać jaka z niej przebiegła osoba jest choć tak naprawdę jest całkowicie inaczej. Chodziło o wybadanie go, ale ona nie lubiła oszukiwać swoich przyjaciół. – Nie podoba mi się to, że muszę się Ciebie o to wypytywać, ale nie chce owijać w bawełnę, bawić się w półsłówka…
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-24, 00:04   

W pewnym sensie prawdopodobnie można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że rzeczywiście na podobnego motywacyjnego kopa Syriusz właśnie czekał. Na coś, co zmusiłoby go do tego, żeby na nowo otrząsnąć się z wmówionego sobie tumiwisizmu i zacząć działać z podobnym zapałem, jaki towarzyszył mu na początku ich batalii. Pod tym względem dość budującym mogło się jednak okazać to, że w ostatnim czasie te negatywne doświadczenia bardzo lubiły do niego lgnąć. Któreś z nich mogło się przecież okazać właśnie tym wyczekiwanym kopniakiem.
- Wiesz, brzmisz coraz bardziej optymistycznie. Aż czuje się tę motywację do działania - nie mógłby jej zaprzeczyć, ale też niezbyt często zdarzało mu się ot tak przytakiwać innym, więc... Ta drobna, bynajmniej nie złośliwa, drwina zdawała się być całkiem niezłym wyjściem z sytuacji. Zwłaszcza, że dzięki niej w wypowiedzi Blacka przynajmniej na nowo pojawiło się całkiem autentyczne, a przy okazji prawdopodobnie zupełnie szczere, rozbawienie. Nawet, jeśli temat niespecjalnie sprzyjał ewentualnym żartom. Z drugiej jednak strony... cóż innego pozostało, skoro nie dało się tak po prostu zanegować jej wypowiedzi? Zwłaszcza, że mimo wszystko jakoś nigdy Black nie miał okazji zasłynąć z umiejętności powstrzymywania żartów w sytuacjach, w których nie były one zbyt adekwatne.
Uśmiech pozostał na jego twarzy nawet w momencie, gdy już Alice przeszła do sedna całego tego spotkania. Choć prawdopodobnie nawet wyjątkowo mało wprawny obserwator zauważyłby, że w tym uśmiechu nie było ani krzty wesołości. Ba, komuś o nieco bardziej rozwiniętej wyobraźni mogłoby to nawet nasunąć skojarzenia z jakimś jadowitym, niezbyt przyjemnym gadem, który właśnie szykował się do ataku. Albo - co bardziej na miejscu - psem, który lada moment miał zacząć kąsać.
- Więc Dumbledore doszedł do wniosku, że nazwisko jednak zobowiązuje i uznał, że dobrze będzie wysłać właśnie ciebie na przeszpiegi - właściwie bardziej stwierdził, niż zapytał. W dodatku tonem pozornie zupełnie pogodnym i neutralnym, jakby właśnie odpowiadał Alice podczas niezobowiązującej pogawędki na temat zimowej aury. - A nie pomyślał przypadkiem o tym, że jako Black mógłbym na przykład... no nie wiem, zechcieć zrobić ci krzywdę?
Kolejne pytanie już zdecydowanie bardziej mogło przypominać słowny atak. I choć przez krótką chwilę w swoim poirytowaniu Syriusz naprawdę miał ochotę pociągnąć swoją wypowiedź dalej w tym tonie, w ostatniej chwili dotarło do niego, że jednak Alice była w tym momencie ostatnią osobą, którą powinien atakować. W jakikolwiek sposób. W końcu to nie na niej powinna się skoncentrować jego złość - nie ona przecież wysnuła podobne przypuszczenia, to była tylko część jej zadania.
A jednak mimo wszystko ubodło go to, że mimo wszystko potrzebowała spotkania z nim, by utwierdzić się w czymś, co - jak sama stwierdziła - było dla niej oczywiste.
- Nie, Alice, w żaden sposób nie pociąga mnie ta druga strona - oznajmił więc chłodno, ze wszystkich sił starając się trzymać nerwy na wodzy, by przypadkiem nie wybuchnąć tu i teraz. - Nie mam zamiaru wkupywać się ani w łaski mojej rodziny, ani im podobnych. Taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? Czy może jednak mam zrobić jeszcze coś, żeby to dobitnie wszystkim udowodnić?
Mimo wszystko nie potrafiłby podarować sobie kąśliwej uwagi, kończącej jego wypowiedź. Jakkolwiek bowiem mógł powtarzać sobie w duchu, że to nie na przyjaciółkę powinien się wściekać, inna część jego podświadomości twierdziła uparcie, że ona także na odrobinę tej złości w pełni zasługiwała.
Nawet, jeśli chyba właśnie doczekał się porządnego kopniaka, który podobno był mu potrzebny.
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-24, 00:46   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Alice nie skomentowała już jego słów. Od razu zauważyła w jakim tonie utrzymuje on swoje wypowiedzi, ale nie ruszał ją to. Znała Syriusza na tyle by wiedzieć, że on właśnie tak robi. Obraca wszystko w żart, jego ton nie zbliża się raczej do granicy poważności, a balansuje na skrajach żartu i drwiny. Nie przeszkadzało jej to, raczej potrafiła sobie wyobrazić dlaczego tak robi. W końcu wiele osób zwyczajnie chowa się pod słowami, bo tak jest łatwiej. Nie mówię, że Alice nie robiła podobnych rzeczy. Każdy ma swój własny sposób to ukrywania swojej prawdziwej strony. Naprawdę bała się tej rozmowy. Tak jakby nie mógł wybrać kogoś innego, tak jakby nie mógł zwyczajnie postawić na kogoś kto nie znał Syriusza, kto się z nim nie przyjaźnił. Jej był trudno, bo wiedziała, że mężczyzna, który przed nią stoi nie byłby w stanie zrobić czegoś takiego. Przejść na drugą stronę, robić złe rzeczy. Jej optymizm i wiara w ludzi prawdopodobnie kiedyś ją zgubi, ale zawsze wierzyła swojej intuicji. Zatrzymała się i spojrzała na niego. Była pewna, że go to uraziło, mniejsza z urażeniem. Była pewna, że go to zdenerwowało i wcale się nie dziwiła. Alice westchnęła, a kiedy zapytał jej się czy Albus nie pomyślał, że on może ją skrzywdzić skrzywiła się. – Widzę, że już całkiem oszalałeś. Przestań tak mówić. Nie rób ofiary z ostrożności. Co jest złego w tym, że chce wiedzieć? Nikt nie wie co się z Tobą dzieje, znikasz, a kiedy próbuje z Tobą normalnie rozmawiać zbywasz mnie półsłówkami i żarcikiem, który tak właściwie co ma robić? Bawić mnie, upewnić, że wszystko jest okej? –uniosła brew. Może i była lekko zirytowana. Nie należała do osób, które lubiły owijać w bawełnę, ale nie lubiła też, kiedy ktoś robi to z nią, wodzi ją za nos. – Chcesz się wyżyć? Proszę. Chcesz o tym porozmawiać? Rozmawiajmy, ale błagam nie udawaj, że Cię to nie rusza, nie udawaj, że jesteś sam jak palec i błagam nie rób z siebie męczennika! – potrzebowała chwili, aby jej oddech się uspokoił. Spojrzała na niego i wyciągnęła w jego stronę palec. – Boli Cię to, że właśnie z tym do Ciebie przychodzę? Bo mi kazano? A gdzie Ty byłeś? Może i przegramy wojnę, może i wszyscy umrzemy, ale kurwa, Black ogarnij się, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. – dodała. Dobra… może przesadziła. Alice nigdy, nigdy nie przeklinała, nigdy nie była niemiła, raczej starała się by zawsze wszystkim żyło się lepiej niż jej, ale bolało ją to, że jej przyjaciel nie jest w stanie nawet normalnie z nią rozmawiać. Nie jest w stanie zrozumieć, że czasy w jakich żyjemy niosą za sobą rzeczy, które ciężko pojąć i choć ona nie chciała prowadzić tej rozmowy to wcale nie dziwiła się, że Albus chciał to wiedzieć. Bolało ją, że zniknął, że to ona przyszła do niego. Fakt faktem bo miała takie zadanie, ale on nie mógł być zły na nią. Nie mógł bo równie dobrze mógł przyjść do niej. Ze wszystkim. Nie miał gdzie mieszkać? Zawsze znalazłby się kąt dla niego, nie miał z kim porozmawiać? Kto jak nie Alice? - Wiesz co możesz zrobić? Przestać mnie traktować tak jakbym ja była temu wszystkiemu winna. To się nazywa hipokryzja, Syriuszu wiesz?
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-24, 12:34   

Pewnie i jemu byłoby znacznie łatwiej, gdyby Dumbledore wysłał do niego kogoś, z kim nie łączyły go jakkolwiek bliskie relacje. W takim wypadku mógłby się zwyczajnie wściec i złość wyładować na tej osobie, nie zwracając najmniejszej nawet uwagi na to, czy w jakimś stopniu sobie na to zasłużyła. Z Alice sprawa nie była taka prosta, bo przecież naprawdę nie chciał się wyżywać właśnie na niej. Z drugiej strony - posądzenie go o ewentualną zdradę definitywnie nie było czymś, na co mógłby zareagować zupełnie spokojnie i obojętnie. I co prawda wciąż się hamował, jednak nigdy przecież nie należał do osób szczególnie cierpliwych, potrafiących trzymać emocje na wodzy. A przynajmniej nie, jeśli chodziło o złość.
Zatrzymał się ledwie jeden krok dalej niż Alice, odwracając się następnie w jej stronę. Ciągle starając się powstrzymywać i w duchu powtarzając sobie, że to naprawdę nie była osoba, na której powinien odreagować. Może i bowiem poczułby się lepiej w tym konkretnym momencie, później jednak... Nie, zdecydowanie nie czułby się zbyt dobrze z tym, że naskoczył właśnie na nią.
- Co w tym złego? - prychnął, jakby właśnie miał okazję usłyszeć najgłupsze pytanie świata, na które - co gorsza - czuł się w obowiązku odpowiedzieć. - To, że to po prostu niedorzeczne. Cały ten pomysł, że miałbym zdradzić ciebie, Franka, Jamesa i wszystkich innych w imię czego właściwie? Idiotycznej wizji czarodziejskiego świata oczyszczonego z mugolaków i zdrajców krwi? Faktycznie, cholernie kuszące. Drobny problem może być tylko z tym, że w zasadzie sam zostałem uznany za zdrajcę krwi. No, ale może da się z tym coś jeszcze zrobić.
Starał się wprawdzie nie podnosić głosu, jednak irytacji w jego wypowiedzi nie dałoby się przeoczyć. Ale to było chyba oczywiste. Nie byłby w stanie w tym momencie rozmawiać zupełnie spokojnie, niezależnie od tego, co mogłoby zależeć od tonu, w jakim byłaby utrzymana ta rozmowa. Główny problem polegał jednak na tym, że im bardziej starał się hamować złość, tym bardziej czuł, że wzbierała w nim ona coraz silniej. Przed wybuchem zaś w ostatniej chwili powstrzymała go ta nieco ostrzejsza wypowiedź Alice. Ot, taka terapia szokowa, kiedy dzięki zwykłemu zaskoczeniu udało mu się przynajmniej na moment jeszcze pozostać względnie spokojnym.
- Nie byłoby takiej potrzeby, gdybym faktycznie miał wierzyć w to, że mamy przegrać tę wojnę. Na szczęście jest inaczej - stwierdził w odpowiedzi na jej wzmiankę o konieczności ogarnięcia się. A fakt, że jeszcze przed momentem można było wywnioskować, że twierdził zgoła inaczej? Zmienił zdanie. To akurat w jego przypadku nie powinno zbytnio dziwić. Zwłaszcza, że sam przecież jeszcze kilka chwil temu twierdził, że potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby móc przytaknąć wcześniejszym wypowiedziom Alice w bardziej przekonujący sposób. Po prostu przy takim obrocie spraw potrzebował na to znacznie mniej czasu. Za to przynajmniej w tym momencie, mimo wyraźnej irytacji, nie dało się już chyba mieć najmniejszych wątpliwości co do tego, że mówił całkiem serio.
- Nie twierdzę, że jesteś tu czemuś winna - warknął, tym razem jednak bez większego przekonania. - Po prostu najwyraźniej też masz jakieś wątpliwości, skoro musiałaś o to pytać.
Jasne, druga część wypowiedzi mogła całkiem skutecznie przeczyć pierwszej, jednak... to było przecież oczywiste, że prędzej czy później i tak dojdzie do głosu ta część jego podświadomości, która wciąż uparcie chciała wierzyć w to, że Alice także nie była przy tym niedorzecznym oskarżeniu jedynie bezstronnym posłańcem. Przecież gdyby rzeczywiście była pewna, że Syriusz nie byłby w stanie dopuścić się zdrady, nie musiałaby szukać żadnego dodatkowego potwierdzenia. A przynajmniej tak właśnie wyglądało to w jego mniemaniu.
 
 
   Podziel się na:  
Alice Longbottom



Tomorrow's never promised so I started living for today

auror i pracuje w departamencie tajemnic

25

czysta

mężatka







120

różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, eliksir dobrego snu, detonator pozorujący

Wysłany: 2014-11-25, 16:02   
   Mów mi: Artek, Karolina
   Multikonta: Arthur, Megan, Amycus


Już chyba wiem dlaczego Alice wybrała to miejsce. Może gdzieś podświadomie miała nadzieje, że park ich w tym momencie rozmowy uspokoi. W końcu zawsze taka była. Podświadomie bądź nie wybierała najlepsze opcje. Oczywiście chciałaby, aby ich rozmowa wyglądała inaczej, ale liczyła się z tym, że tak sprawy mogą się potoczyć. W prawdziwe sama nie wiedziała jak powinna do tego podejść. Racja nie powinna myśleć o tym, że mógłby działać dla drugiej strony, ale to wcale nie zmieniało faktu, że musiała o to zapytać. Mogła być jego przyjaciółką, mogła mieć własne zdanie co do słuszności bycia tutaj, prowadzenia rozmowy na ten temat, ale nic się nie zmieniło. Nie wymagała od niego cierpliwości, ani tego by zrozumiał. Jedyne czego wymagała to tego by jej nie winił o to, że przyszła z tym do niego. Zresztą… w głowie układała sobie dużo myśli. Jak powinna to zrobić. Mogła go wypytywać. Ale czy wtedy nie poczułby się tylko gorzej? Czy to właśnie nie świadczyłoby o tym, że się do niego odwraca? Postawiła sprawę jasno, raczej mało osób miałoby odwagę by takie coś zrobić. Nie zrezygnowała ze spotkania z nim dlatego, że miała zadanie, które było tylko aspektem. Nie zrezygnowała z niego i chyba to ją lekko zabolało, że tak pomyślał. Tylko czy Alice czasem nie zrobiłaby czegoś podobnego? Kiedy on przyszedł do niej i miał dla niej takie wieści. To miejsce w którym stoisz sprawia, że sprawa wygląda inaczej. Dziewczyna wzniosła ręce do nieba. – Nie oskarżam Cię! Z moich ust nie padło nic co mogłoby Cię oskarżyć o cokolwiek. Mogłam zagadywać Cię rozmową, wyciągać informacje, ale po co? Skoro ja wiem, że mogę Ci ufać. Ta rozmowa wyglądałaby całkowicie inaczej gdybym Ci nie wierzyła i nie ufała. –powiedziała w końcu spokojniej. Widocznie emocje nie były dzisiaj jej przyjacielem i widziała to. Na następnego jego słowa nie odpowiedziała. Ten mężczyzna był tak niesamowicie zmienny, że czasami nie dawała rady za nim nadążyć. W jednym momencie był przekonany, że nic już nie da się zrobić by uratować ich świat, a w drugim już myślał całkowicie inaczej, już uważał, że jednak są w tanie wojnę wygrać. Wywróciła oczami i westchnęła. Naprawdę nie chciała, żeby ta rozmowa tak się potoczyła. Chciałaby jej zaufał, nie wyładowywał swoich nerwów na nią za to, że przyszła do niego, powiedziała mu prawdę. Podeszła krok w jego stronę i chciała położyć dłoń mu na ramieniu, ale po chwili opuściła dłoń zrezygnowana. Nie mogła odczytać z jego wzroku nic prócz niepewności i złości. Nie dziwiła się mu. – Nie wiem czy to pamiętasz, bądź kojarzysz, ale mój brat, który mnie praktycznie wychował, był dla mnie jak ojciec po śmierci moich rodziców pewnego dnia, przyszedł do mojego domu, wziął mojego syna na ręce, który miał niecałe dwa miesiące i trzymając go skierował różdżkę w moją stronę. Osoba, która była w moim życiu, weszła do mojego domu, wzięła mojego syna na ręce, udawała miłość na każdym kroku chciała mieć zabić, bo nie byłam wystarczająco dobra. Bo byłam w Zakonie, byłam aurorką, a… on był Śmierciożercą. Więc jeśli masz mi za złe to, że mam wątpliwości to wybacz, ale jedyne czego się nauczyłam to tego, że nic nie jest pewne, a już na pewno nie to co wydaje nam się dane na zawsze. –powiedziała poddając się w końcu.
_________________

stay strong, Alice
 
   Podziel się na:  
Syriusz Black



...

auror

21

czysta

kawaler







152

Różdżka, teleportacja łączna, wszystko-otwierający scyzoryk, świstoklik, uszy dalekiego zasięgu

Wysłany: 2014-11-26, 04:19   

Niestety, jakoś jednak otoczenie, w którym się znajdowali, niespecjalnie wpływało kojąco na emocje Syriusza. Choć może było to w głównej mierze zasługą tego, że w tej chwili praktycznie w ogóle nie zwracał na to otoczenie uwagi. Naprawdę bowiem nie interesowało go w tym momencie piękno krajobrazu, niezależnie od tego, jaki by on nie był. Podobnie zresztą zdążył zapomnieć o wciąż trzymanym w ręku, ledwie do połowy opróżnionym kubku z kawą. Teraz już całkowicie zimną i prawdopodobnie nijak nie nadającą się już do spożycia. Niezależnie bowiem od tego, co mogłaby na ten temat sądzić Alice, Black uznał jej pytanie za niemal równoznaczne z oskarżeniem. Może i rzeczywiście nie wyglądałoby to lepiej, gdyby próbowała zdobywać informacje okrężnymi drogami, może powinien faktycznie docenić fakt, że miała wystarczająco wiele śmiałości, żeby zapytać go o tę kwestię wprost, jednak... nie, w tym momencie zdecydowanie nie miał zamiaru analizować tej sytuacji aż tak wnikliwie, żeby rozważać wszelkie inne prawdopodobne scenariusze tej rozmowy i dopatrywać się pozytywnych aspektów w tym, który właśnie się rozgrywał.
W tym momencie liczyło się bowiem tylko to, że ktoś całkiem poważnie musiał pomyśleć o tym, że naprawdę byłby w stanie zdradzić Zakon. Niezależnie od tego, że jemu samemu ten pomysł wydawał się być tak absurdalny, że prawdopodobnie nigdy nawet nie próbowałby czegoś podobnego rozważać. Tymczasem Dumbledore podejrzewał go i wysyłał do niego Alice, by to wybadała. Lepiej być nie mogło.
- No pewnie, nie było w tym kompletnie nic z oskarżenia. Całkiem zwyczajne pytanie o to, czy przypadkiem w ostatnim czasie nie postanowiłem przejść na stronę Czarnego Pana, nic wielkiego. Wybacz, że odbieram to trochę inaczej - jeśli nie mógł się po prostu wściec, to zostawało mu przynajmniej ironizowanie w odpowiedzi, co zresztą chętnie wykorzystał. To w końcu chociaż w jakimś stopniu pomagało odreagować złość, bez konieczności podnoszenia głosu i bez pozwalania sobie na ewentualny wybuch. Z drugiej jednak strony... mimo wszystko wciąż zdawał sobie przecież sprawę z tego, że na to również Alice nie zasługiwała. Jeśli tylko chciał, mógł sobie znaleźć znacznie bardziej pasującą osobę do rozładowania emocji, choćby nawet udając się wprost do przyczyny zaistniałej sytuacji. I może właśnie uświadomienie sobie tego po raz kolejny sprawiło, że ostatecznie Black westchnął po prostu, jakby właśnie to miało mu pomóc się uspokoić.
Przynajmniej w jakimś stopniu podziałało.
- Jasne - stwierdził tylko na jej słowa o tym, że ta rozmowa wyglądałaby inaczej, gdyby mu nie ufała. Podarował sobie przynajmniej stwierdzenie, że ta rozmowa nie powinna mieć w ogóle miejsca, gdyby rzeczywiście mu ufała.
- Więc może jednak faktycznie powinnaś postawić na wyciąganie informacji. Równie dobrze mogę przecież kłamać, kiedy twierdzę, że nadal jestem po waszej stronie - właściwie niewiele zostało już w tej wypowiedzi z wcześniejszej irytacji. W tym spostrzeżeniu więcej było już raczej wrodzonej przekory Blacka i chęci pokazania, że ktoś mógłby nie mieć racji w tym, co robił. Zresztą... może rzeczywiście powinien wykazać się trochę większym zrozumieniem, wziąwszy pod uwagę fakt, że również Alice miała nieprzyjemność przejść swoje. Chęć na bardziej kontekstowe analizowanie sytuacji przychodziła jednak dopiero teraz, kiedy emocje z wolna zaczynały opadać. A nawet w tym momencie chęć ta była skutecznie tłumiona przez uporczywą myśl o tym, że naprawdę ktoś mógł go posądzić o zbytnie zainteresowanie drugą stroną.
 
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.