Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-10-02, 20:20   Jezioro

Jezioro



Opis tematu pojawi się niebawem, za opóźnienia serdecznie przepraszamy.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-28, 01:44   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


|Po grze z Arthurem.
Thomas potrzebował spokoju. W jego życiu zaczęły się dziać zbyt rewolucyjne rzeczy i musiał sobie to wszystko jakoś ułożyć. Przeprowadził się do Londynu. Nareszcie rozpoczął prawdziwą karierę. Przebywał wśród ludzi dotąd znanych mu z radia i gazet. Powinien się tym cieszyć i chłonąć każde służbowe spotkanie każda komórką swojego ciała. Ostatnio nie był w stanie przez zdecydowanie największą rewolucję jego życia - dołączenie do Śmierciożerców. Była to decyzja wyjątkowo nieprzemyślana, ale jednocześnie jedyna jaką mógł podjąć. Nie było możliwości odwrotu. Zresztą Tom nie był pewien, czy by z takowej skorzystał, gdyby jednak była. Skoro powiedział A to musi powiedzieć B. Wierzył, że da sobie z tym radę. Musiał tylko ochłonąć i w końcu przyjąć tą informację do wiadomości. Został Śmierciożercą. To już nie są przelewki. Może i zrobił to by pomóc bratu, ale teraz musiał też zadbać o swój własny tyłek. W jego głowie kłębiło się mnóstwo myśli i musiał je jakoś ujarzmić. Dlatego teleportował się do Wiltshire. Już wcześniej poznał tą miejscowość i zapamiętał ją jako miejsce wyjątkowo urokliwe i spokojne. Tom zazwyczaj obracał się wśród tłumów, jednak dzisiaj wyjątkowo potrzebował samotności. Przechadzał się po leśnych ścieżkach, w końcu dochodząc do jeziora. Pogoda była całkiem ładna jak na środek lutego. Przymknął oczy i wziął głęboki oddech czując jak orzeźwiające powietrze wypełnia mu płuca. Uśmiechnął się sam do siebie, kiedy usłyszał jakiś dziwny dźwięk. Ciężko mu było powiedzieć skąd dochodził i do kogo mógł należeć. Rozejrzał się dookoła. Ostatnio był ostrożniejszy. Cały czas pamiętał słowa brata odnośnie braku rozmów i zaufania do kogokolwiek. Chyba lepiej się znał na byciu Śmierciożercą niż on. W każdym razie nie spodziewał się ataku z góry. Uniósł głowę słysząc głośniejszy świst i zauważył, że ktoś leci z nieba. Rozdziawił usta ze zdziwienia i z opóźnieniem wyjął różdżkę, by jakoś tą osobę zamortyzować, ale nie zdążył. Osoba zamortyzowała się spadając na niego. Szok kompletnie go sparaliżował i nie mógł nawet się podnieść. To z pewnością był człowiek, ale czy żywy? Chyba miał długie włosy, bo niektóre weszły mu do buzi. A chwilę później obok nich spadła miotła. A Tom dalej nie wiedział co się tu dzieje. W jednej sekundzie użala się nad sobą a w drugiej ktoś mu spada na głowę! - Przepraszam, czy... - zaczął niepewnie, próbując jakoś się ruszyć. A jak ta osoba nie żyła? Co się tu przed chwilą wydarzyło?!
_________________

tomtom
I used to recognize myself. It's funny how reflections change.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-28, 11:29   

Czuła się zagubiona bardziej niż zwykle, bardziej przytłoczona, choć przecież powinna się spodziewać, że praca aurora nie należy do prostych. Sama się na to zdecydowała, tylko…wciąż nie mogła sobie darować, że prawdopodobnie tak łatwo dała się wywieść w pole na czas ataku na Ministerstwo. Wizyta w szkole u syna ją martwiła, ale ostatecznie wszystko się tam wyjaśniło. Gorzej już z jej usprawiedliwieniem. Westchnęła. Miała za dużo ciemnych myśli i znała pewien ukrywany sposób na to. Częściowo mogłaby się wstydzić, że ktoś taki jak ona, taką pasją obdarza latanie na miotle, a co za tym idzie – tęsknota za Quidditchem. Nie grała tak dawno, że wspomnienia czasem płatały jej figle. Czy w ogóle była w tej drużynie? Musiała sobie trochę przypomnieć, odetchnąć…i polatać na miotle.
Miotełka o której mowa, już dawno wyszła z użycia, daleko jej było do tych nowoczesnych, tym bardziej, że zdarzało się jej „kaszleć”. Cóż, miała prawo szwankować. Latała na niej jeszcze w Hogwarcie. Dotknęła ciemnej powierzchni trzonka i uśmiechnęła się delikatnie. Zdecydowanie musiała to zrobić.
Miejscem najlepszych do takich lekkomyślnych wyczynów najlepiej pasowało Wiltshire. To nad tymi terenami, polanami zasianymi ścieżkami, pełnymi ciemnych zagajników, pagórków i jezior można było polatać z najmniejsza obawą, że ktoś ją zobaczy. Mknęła z maksymalną prędkością, na jaką pozwalał jej „skarb”. Świst wiatru, który targał włosy, znikające z pola widzenia postacie, domy, drzewa i bezchmurne niebo sprawiały, że śmiała się do siebie. Przy innych ludziach nigdy by sobie na coś takiego nie pozwoliła, ale teraz...teraz nie musiała się niczym przejmować, teraz czuła się wolna i nikt nie miał prawa odebrać jej tego momentu. No prawie nikt. Jej miotła akurat teraz musiała mieć swój napad. Coś zakołatało, zatrzęsło i wręcz zgrzytnęło w niezidentyfikowanym dźwięku, i…zaczęła spadać.
Już dawno nauczyła się nie krzyczeć w takich sytuacjach, nic to nie pomagała, za to w panice zaciskała różdżkę, by choć zamortyzować upadek, lub zmusić jakoś jej staruszkową miotłę do życia. Nie do końca wyszło jej ani to, ani to. Właściwie, moment upadku był mniej bolesny niż przypuszczała. Przed samym uderzeniem zamknęła oczy, by otworzyć je z przerażeniem, gdy poczuła coś pod sobą. Nie liczył się fakt, że kręciło jej się teraz w głowie, że obdarła sobie dłonie, przedramiona i kolana, którymi wręcz zaryła w ziemi. W tym wszystkim najbardziej przerażający był fakt, że Alesyia wylądowała na mężczyźnie. Właściwie powinna być szalenie wdzięczna, bo to jego osoba zamortyzowała upadek. Przez jedną, nieznośnie długą chwilę mrugała nie mogąc się ruszyć, próbując uświadomić sobie, że to jednak nie sen. Otrzeźwiła się dopiero, gdy usłyszała jego głos. Strach wręcz sparaliżował jej ruchy, zapomniała całkiem o bólu i szarpnęła się gwałtownie na bok. Panika podpowiadała jej, by uciekała, ale racjonalna strona cichutko wracała do siebie. Musiała się uspokoić. Bała się spojrzeć na mężczyznę obok, który przecież jej nie zaatakował, ba...uratował. Kiedy się odezwała, jej głos drżał, mimowolnie szukała różdżki, która wypadła jej z dłoni. Dostrzegła ją niedaleko, oczywiście obok mężczyzny, poza jej zasięgiem.
- Ja…przepraszam, nie chciałam...przepraszam – dukałam, próbując ogarnąć galopujące szaleńczo myśli. Jak w ogóle mogło się coś takiego wydarzyć?! Podniosła głowę, próbując jednocześnie odgarnąć włosy z twarzy, które niemal całkowicie zasłaniały jej widok. Po chwili zauważyła, że jej wybawiciel trzymał w dłoni…różdżkę. Musiał więc też być czarodziejem. O tyle dobrze, że nie musiała wymyślać swojej sytuacji i dziwnego lądowania…chyba. O tyle źle, że czarodziej, bo nie wiedziałam czego miałabym się spodziewać.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-28, 12:23   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


Bolało. Spadł plecami na mokre kamyczki, a pomiędzy żebrami poczuł wbijający się łokieć. Odetchnął z ulgą, gdy tajemnicza osoba w końcu z niego zeszła. Leżał jeszcze przez moment w tej pozycji próbując zrozumieć, co przed chwilą się wydarzyło. Przetarł dłonią oczy i zaczął powoli się podnosić. Wyprostował się i po raz pierwszy spojrzał na swojego napastnika. Zdziwił się, bo okazał się być piękną kobietą. Zmierzył ją wzrokiem i opuścił wciąż trzymaną w dłoni różdżkę. Nie wyglądała na osobę, która chciałaby zaraz się na niego rzucić. Wystarczyło już, że na niego spadła.
- Nie szkodzi - odpowiedział szybko. - Jeszcze nigdy żadna kobieta nie spadła mi z nieba - zaśmiał się, wciąż będąc w niemałym szoku. Chyba nigdy nie zapomni tego incydentu. Nawet w magicznym świecie nie należy on do normalnych. Zauważył jej spojrzenie, więc odwrócił się w jego kierunku i spostrzegł różdżkę. Podniósł ją i podszedł do kobiety, żeby ją oddać. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na to jak się cała obdarła. - Nic ci nie jest? - Zapytał, odruchowo łapiąc ją za dłoń, żeby się przyjrzeć. Nie żeby był jakimś specjalistą uzdrowicielem, ale akurat z miotły to on spadał setki razy. Z pewnością miał w domu na to jakieś maści, ale tutaj... Tutaj nie miał nic. Niestety nie ma nawyku noszenia przy sobie apteczki. Jak widać powinien to zmienić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś ci spadnie na głowę. Podniósł wzrok na jej twarz. Wyglądała na przerażoną, ale Tomowi w ogóle nie przeszło przez myśl, że ten strach może być spowodowany jego osobą. Podejrzewał szok po upadku, który zresztą był czymś zrozumiałym. Bardziej by się zdziwił gdyby go nie miała. Aż zapomniał o wszystkich swoich problemach i chyba będzie jej musiał za to kiedyś podziękować. To była ogromna ulga w końcu wyrzucić z głowy Śmierciożerców.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-28, 16:06   

Dopiero po chwili, gdy w miarę uspokoiła łomotające serce i strach, poczuła pieczenie na dłoniach i kolanach. Skrzywiła się mimowolnie, ale nie było to nic poważnego. Miała za sobą tyle upadków z miotły, że właściwie nie powinno na to niej robić wrażenia. Teraz jednak wciąż próbowała wymyślić co ze sobą zrobić, jak się wycofać, czy wyjaśnić sytuację, by wyjść z tego…e..z dumą? Cało?
Mężczyzna nie wydawał się mieć złych zamiarów, szczególnie w momencie, gdy podniósł różdżkę i od razu podał Alesyii, bez zawahania. Wyciągnęła niepewnie rękę, po czym schowała różdżkę za pazuchę kurtki, nadal jednocześnie próbując nie spuszczać z oczu nieznajomego. Drżenie rąk wcale dziewczynie w tym wszystkim nie pomagało.
Mimo wszystko miał rację…gdyby przyjrzeć się z boku całej tej sytuacji, była zdecydowanie komiczna. Niecodziennie, ktokolwiek znajduje się w takiej sytuacji, ani w jej – jako spadającej, ani tym bardziej jego, jako osoby, na którą się spada. Uśmiechnęła się więc dość niepewnie. Teraz do całej mieszanki emocjonalnej, jaką sobie zaserwowała doszedł fakt, że było jej głupio.
- Przynajmniej…nie możesz się tym nikomu pochwalić, bo Ci nie uwierzą…zresztą, tak jak i mi – odpowiedziała, gdy w końcu wracał jej animusz, którego nabawiła się w pracy. Rozluźniła się odrobinę. Szczególnie, że nieznajomy zachowywał pewien dystans, który pozwalał jej zachować resztki poczucia bezpieczeństwa. Przede wszystkim nie mogłam tracić głowy, ale i tak ciężko było opanowywać strach, który podsyłał wciąż coraz nowsze, czarne scenariusze. Chcąc nie chcąc, musiała jednak przyznać, że mężczyzna był przystojny…ale to tylko komplikowało sprawę.
Zanim Alesyia zorientowała się w jego pytaniu, sięgnął po jej rękę. Przez jedną chwilę zamarła wystraszona, by moment potem cofnąć się krok, wyciągając tym samym swoją dłoń z jego ręki. Jednocześnie zdała sobie sprawę, jak bardzo głupie było to co zrobiła. Przecież pytał, czy nic sobie nie zrobiła, więc chyba chciał pomóc, chyba… Alesyia miała po prostu wyuczone takie odruchy, reagowała niemal natychmiastowo, gdy ktoś próbował ją świadomie dotknąć. W pracy na tyle już się przyzwyczaiła, że nie podskakiwała przy przypadkowych zderzeniach. A znajomi i przyjaciele zwyczajnie byli w tym względzie ostrożniejsi. Inaczej było w przypadku obcych, szczególnie mężczyzn. Nawet przy nowych znajomościach nie witała się uściskiem dłoni, a kiwnięciem głowy. W tej sytuacji prawdopodobnie nieznajomy uznał ją za dzikuskę, ale nie umiała inaczej, nie potrafiła jeszcze z tym walczyć, z ogarniającą paniką za każdym razem, gdy czuła na sobie jakikolwiek dotyk. Wyjątek stanowił jej syn, ale z nim też była długa historia.
- Przepraszam…ja...nic mi nie jest. Dziękuję. – rękę schowała za siebie, bo sądząc po zachowaniu, nieznajomy musiał zauważyć jej nieszczęsne otarcia, więc jej słowa brzmiały dziecinnie i głupio. Odwróciła spojrzenie od twarzy mężczyzny, szukając wzrokiem porzuconej miotły – przyczyny całego zamieszania. Wszystko po to, by odwrócić uwagę od jej skaleczeń.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-28, 20:48   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


Zaśmiał się cicho na jej słowa. - A szkoda, bo to ciekawa historia - stwierdził, nie spuszczając z niej wzroku. Tomowi na pewno nie uwierzą. Przywykli do jego niesamowitych i często wyssanych z palca historii - tą najpewniej potraktowaliby jako jedną z nich. Zresztą w obecnej sytuacji nie mógł sobie ucinać zbyt wielu pogawędek, więc i tak nie miałby komu zdradzić tej niesłychanej historii. Chyba tylko swojemu bratu. Arthur niedługo stanie się jedyną osobą do której może się normalnie odezwać - o ile już nią nie jest. Jak Robinson i jego piłka pozostawieni na bezludnej wyspie.
Zmarszczył zdziwiony czoło, gdy dziewczyna wyrwała swoją dłoń z jego delikatnego uścisku. Dalej uważał tą reakcję za szok spowodowany upadkiem z miotły. Skąd mógł wiedzieć, że to nie jest jej pierwszy raz? Może gdyby ruszył łepetyną i sobie przypomniał, że chodził z nią do tego samego domu. Jednak to było tak dawno, że w ogóle nie skojarzył twarzy nieznajomej z trochę znajomą twarzą Alesyii.
- To... dobrze - powiedział z małym przekonaniem w głosie. Chłopak był spostrzegawczy i nie uszły jego uwadze te drżące ręce i przestraszony wzrok. Nie chciał jednak ciągnąć tego tematu, skoro dziewczyna wyraźnie sobie tego nie życzyła. Zapadła między nimi chwilowa cisza. - Co tutaj robiłaś? - Zapytał, żeby tą ciszę szybko przerwać. Zawsze czuł się podczas nich nieswojo. - Głupie pytanie... - dodał po chwili, ganiąc samego siebie. Oczywiście, że leciała. Co miałaby robić innego w powietrzu siedząc na miotle? Właśnie, miotła. Tom spojrzał za siebie i wskazał ją kciukiem. - Chyba jest cała - stwierdził, uśmiechając się pogodnie. Chwycił ją delikatnie. Co z tego, że była stara i zniszczona. Dla Toma miotły były czymś wyjątkowym. Zapewne gdyby miał dzieci to troszczyłby się o nie tak samo jak o miotły. - Połamało ci się parę wici... - odparł, po czym przejechał dłonią po kiju. - Jest pęknięta. Nic dziwnego, że zleciałaś - stwierdził, dopiero potem się reflektując, że już przeszedł z nią na ty. - Tom, miło mi - przedstawił się, odrywając na moment skupiony wzrok od miotły i nakładając na twarz jeden ze swoich lepszych uśmiechów. Bo dziewczyna była w takim drżącym stanie, że chciał jej jakoś pomóc i uspokoić. A na pewno nie chciał po prostu się z nią pożegnać i stąd teleportować. To zbyt niezwykła sytuacja, poza tym nie miał ochoty wracać do swoich problemów.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-28, 21:54   

Nieznajomy miał w sobie coś bardzo nieodgadnionego, może dzikiego w spojrzeniu, ale uśmiechu miał łagodny, jakby łączył w sobie obie cechy. Spostrzeżenie mogło być mylne, w końcu nie znała go, jednak fakt ten pozwalał na powolne uspokojenie. Wciąż była czujna, ale mężczyzna nie wykazywał jakichkolwiek oznak, że chciałby ja skrzywdzić. Ba, było chyba wręcz odwrotnie, choć Alesyia nie rozumiała tego do końca. Na jego odpowiedź kiwnęła głową. Wciąż z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się, szukając ostrzegawczych oznak, że powinna się bronić. Nic jednak takiego nie widziała. Jego uśmiech przeczył podejrzeniom Alesyii.
- Ciekawa...na pewno…bo nigdy mi się nie zdążyło spaść…na kogokolwiek. Zazwyczaj miałam bardziej twarde upadki – zawahała się, urywając zdanie. Czemu niby miałyby go obchodzić jej upadki? Musiała przyznać, że tutaj, przy wysokości z jakiej spadła, gdyby nie on – skończyłoby się na czymś więcej niż zadrapaniach. Zamiast trząść się jak osika, powinna przynajmniej podziękować, tak niecodziennego, choć nieświadomego i w dodatku niespodziewanego ratunku. Wyrywając się z jego delikatnego uścisku, tylko potwierdzała, że jest dzikuską. Jednak Tom nie próbował powtórzyć gestu, nie zmuszał dziewczyny do powtórnej ucieczki, za co była mu wdzięczna. Choć bez przekonania przytaknął na zapewnienie, że wszystko jest w porządku, to jednak chyba odpuścił te kwestię.
Zacisnęła lekko usta, nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. Obie dłonie splotła za sobą. Milczenie przerwał pytaniem, które dodatkowo wywołało rumienić na jej twarzy. Co robiła? Latała na miotle, tak…ale na usta cisnęło jej się coś innego.
- Chyba…wypróbowywałam nowy sposób upadku z miotły – odpowiedziałam niepewnie, starając się, by mój głos nie drżał już tak mocno – Nie głupie, raczej logiczne w tej sytuacji – miał prawo się pytać o takie rzeczy. W końcu to ona była tutaj „napastnikiem”. Tak, zdecydowanie winna mu była i przeprosiny i podziękowania. Nie wiedziała za bardzo tylko, jak ma to zrobić. Motała się trochę w słowach, ale odetchnęła, kiedy temat zszedł na jej miotłę. Patrzyła, jak niemal z namaszczeniem podniósł „staruszkę”. Sposób w jaki ją trzymał, i to co powiedział świadczyło, że się musiał znać. Nie powinno być w tym nic dziwnego, każdy przecież miał lekcje latania, ale nie każdy się w tej dziedzinie odnajdywał. On zdecydowanie musiał się w tym odnajdywać.
- Pęknięta? – aż podeszła bliżej, zatrzymując się przed chłopakiem. W głosie ciemnowłosej dziewczyny wyczuć można było i smutek i zawód. Miała w końcu ją tyle lat…nazywała ją nawet swoim „skarbem”. Wiązało się z nią tak wiele wspomnień, tych dobrych wspomnień – trzeba zaznaczyć – nawet jeśli łączyły się z upadkami, uznawała je za przyjemne przypomnienie samej gry, za którą tęskniła. Fakt, miotła była stara, ale…może nie dbała o nią wystarczająco dobrze?. Po chwili dotarło do aurorki, że mężczyzna właśnie się przedstawił, tym samym tracąc miano „nieznajomego”. Zerknęła na Toma speszona, szczególnie, gdy posłał jej taki uśmiech. No tak, powinna też się przedstawić… - Alesyia, mi też miło Cię poznać, nawet w tak nieoczekiwanych warunkach.. – odwróciłam twarz, znowu kierując spojrzenie na miotłę, pozwalając, by policzki wróciły do naturalnego odcienia – mam nadzieję, że da się naprawić – rzuciłam głucho, wyciągając rękę i sprawdzając miejsce, w którym rzeczywiście dostrzec można było pęknięcie.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-28, 23:06   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


- No domyślam się, że to wcale nie jest twoje hobby - odparł, zaśmiawszy się pod nosem. Dziewczyna cały czas wydawała się być speszona. Tom nie był przyzwyczajony do takiego zachowania, ale w niczym mu to nie przeszkadzało. Zawsze był wyjątkowo pogodny i energiczny, a zawiązywanie nowych kontaktów nie sprawiało mu żadnych problemów. Wręcz przeciwnie - uwielbiał poznawać nowych ludzi i cieszył się, kiedy miał ku temu okazję. Co dopiero w taki sposób! Dziewczyna zrobiła wielkie wejście i nie mogła wymagać od Toma, żeby ten o niej po prostu zapomniał. Gdyby była sześćdziesięcioletnim czarodziejem z nadwagą to też zapisałaby się w jego pamięci, ale z tą aparycją było to dla niego o wiele przyjemniejsze.
- Muszę przyznać, że jest wyjątkowo spektakularny - powiedział. Musiał gdzieś sprawdzić jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś spadnie na ciebie z miotły. Pewnie nawet mniejsze niż dostanie piorunem. Tom mógł poczuć się jak ktoś nieprzeciętny, skoro trafiło właśnie na niego. Ucieszył się w duchu widząc, że dziewczyna jakoś zmieniła nastawienie. - Yhm, tutaj. Widzisz? - Zapytał, przejeżdżając palcem w jednym miejscu. Uniósł na nią swój wzrok. - Daj spokój - odparł. - Z nikim się nie poznałaś w tak wystrzałowy sposób - powiedział, uśmiechając się kątem ust. Ten uśmiech był też spowodowany jej rumieńcami, które... Cóż, no jakoś wprawiły go w jeszcze lepszy nastrój. Zaraz potem ponownie skupił się na miotle. - Myślę, że tak - odpowiedział na jej pytanie. Trochę się na tym znał. Całe życie poświęcił Quidditchowi i miotłom. Rodzice nie kwapili się do wspierania jego pasji, więc sam radził sobie z niektórymi naprawami. Nie był może profesjonalistą, ale potrafił określić stan miotły. - Te stare modele może nie są najszybsze, ale przynajmniej nadrabiają wytrzymałością - odparł. Zdecydowanie wszedł teraz na zły temat. Mógł poruszać go godzinami i jeszcze by mu się nie znudził. Problem w tym, że większość jego rozmówców już tak. A ostatnie czego chciał to zanudzenie dopiero co poznanej Alesyi. Jeszcze raz uniósł na nią wzrok znad miotły i tym razem zatrzymał go na dłużej. Chyba zbyt długo, ale nagle jej twarz wydała mu się dziwnie znajoma. Coś mu dzwoniło, ale nie wiedział jeszcze gdzie.
_________________

tomtom
I used to recognize myself. It's funny how reflections change.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-29, 01:10   

Z tym akurat nie trafił. Nieświadomie usta drgnęły w nieznacznym uśmiechu, na wspomnienie wszystkich meczy, w których z hukiem lądowała na ziemi. Sama też wielokrotnie doprowadzała do upadku innych graczy. To już było wpisane w grę, więc…stwierdzenie, że nie jest to jej hobby, było nieco mylne.
- Tylko teoretycznie…w praktyce, można byłoby zaliczyć takie upadki do hobby – przerwałam na chwilę, zdając sobie sprawę, jak to zabrzmiało, celowo przecież nie miała zamiaru nikogo taranować swoim upadkiem – to znaczy…samo upadanie z miotły, nie na kogoś.. – znowu się plątała w słowach. Spłoszona odwróciła wzrok na bok. Odetchnęła głębiej, zaciskając jednocześnie mocniej palce na drugiej dłoni. Tym samym skrzywiła się, bo trafiła na otarcie. Odwróciła się po chwili. Delikatny ból przynajmniej ją orzeźwił. Tak, spektakularnie wpadła na niczego nieświadomego mężczyznę…właśnie…pytał się jej, czy wszystko dobrze, a sama nawet nie sprawdziła, czy nie zrobiła mu krzywdy. Mężczyźni często mieli to do siebie, że duma nie pozwalał im się przyznać, nawet jeśli mocno oberwie.
- Przepraszam jeszcze raz, postaram się na drugi raz lądować w kogoś innego…to znaczy, nie, żebym chciała…-ehm, wybacz, mam nadzieję, że nie wyrządziłam Ci tym „spektakularnym” wejściem krzywdy. – teraz chyba już przesadzała z tym przepraszaniem, ale Alesyia sama gubiła się w swoich słowach. Jednocześnie próbowała się tłumaczyć, wymyślić, czy powinna uciekać i walczyć z chęcią, by porozmawiać dłużej…bo chyba chciała, ale strach wciąż ją przed tym ostrzegał.
Kiedy wskazał dokładnie miejsce pęknięcia, sama przejechała ostrożnie palcem bo powierzchni miotły. Oczywiście ostrożnie, omijając palce Toma, by przypadkiem nie zetknąć ich ze sobą. Oderwała dłoń od kija, ale nie odwróciła się do swego rozmówcy. Ciężko jej było chwilami utrzymać jego spojrzenie.
- Możesz czuć się wyróżniony w takim razie – odpowiedziała cicho, choć nie była pewna, czy mogłoby być to takie pozytywne wyróżnienie.
Teraz nie licząc faktu, że bała się jakiegokolwiek dotyku, musiała uważać, by na jej policzkach nie pojawił się kolejny rumieniec, za każdym razem, gdy się uśmiechał. Kiedy jednak rozmowa toczyła się na neutralnym polu, Alesyia była spokojniejsza. Nie musiała panikować, szczególnie, że gdzieś w podświadomości miała wrażenie, że gdzieś już go spotkała. Odetchnęła luźniej, gdy znowu nawiązał do tematu mioteł.
- Wiem – zaczęłam powoli – tę wybierałam właśnie ze względu na wytrzymałość…szkoda, że rzadko które modele łączą obie właściwości – dla aurorki to akurat nie był nudny temat. Może nie znała się na nich wybitnie, a przy uszkodzeniach zawsze musiała prosić takiego Heatha o pomoc, to jednak interesowała się tym tematem, w końcu, jako graczka Quidditcha potrzebowała takiej wiedzy.
Jeszcze gdy mówiła, dostrzegła przenikliwe spojrzenie Toma. W pierwszym momencie, jak zwykle, niemal odruchowo odsunęła się nieco, niepewna zamiarów. Jednak tknęło dziewczynę, że chodziło o coś innego. Właściwie...sama też zatrzymała swój wzrok na jego twarzy. Wcześniej wciąż kryła się, by nie patrzeć za długo i kolejny raz się nie spłoszyć. Teraz ten uśmiechach i sposób mówienia…coś przypominało, a właściwie kogoś, kto robił pogrom wśród dziewczęcej strony Hogwarckich uczennic.
- Warren…bracia Warren – i tym razem mrugałam tylko zaskoczona próbując opanowywać rosnący kolejny dziś raz rumieniec zakłopotania.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-29, 11:04   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


- Już się przestraszyłem, że nie jestem twoją pierwszą ofiarą - powiedział, po czym rozejrzał się po okolicy. Przez te kilkanaście minut zdążył zapomnieć jak tu jest pięknie! Nic dziwnego, że dziewczyna wybrała się na loty właśnie tutaj. Aż dziwne, że na niebie nie było widać kogoś jeszcze.
- Jak widać mam się całkiem dobrze - odparł, rozkładając ręce na szerokość ramion. Najprawdopodobniej nabiła mu jedynie guza tym wbitym łokciem, ale przecież siniak to nie śmiertelna choroba. Szybko zejdzie i nie pozostanie po nim żaden ślad. Thomas jako wyjątkowo irytujące dziecko nabawił się tysiąca siniaków i nie robiło to na nim absolutnie żadnego wrażenia. O ile na kimkolwiek siniak robił wrażenie!
- No... Ty chyba też - stwierdził. Oboje powinni poczuć się wyróżnieni, ot co! Tom wciąż był rozbawiony całą tą sytuacją i chyba szybko mu to nie minie. Za każdym razem, gdy ją zobaczy to pomyśli o tym incydencie. I na pewno od razu poprawi mu się humor! Gdyby tylko wiedział, że rozmawia ze skowronkiem... Poparłby ten pseudonim.
- Niestety... Ale ta dziedzina magii szybko się rozwija. Już chciałbym wiedzieć jakie cudo stworzą za te kilkanaście lat - rozmarzył się. Może uda mu się dożyć czasów stworzenia Błyskawicy. Raczej nie zastanawiał się jak długo przyjdzie mu być na tym świecie, ale po jego ostatnich decyzjach można było myśleć, że raczej nie za długo.
Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że skądś ją zna. Zazwyczaj nie miał problemów z rozpoznawaniem twarzy, ale tym razem... Oh, jak go to zaczęło męczyć! Nie chciał jej speszyć swoim spojrzeniem. W ogóle nie chciał jej peszyć, choć z tymi rumieńcami na twarzy wyglądała uroczo. W którymś momencie ich spojrzenia się zetknęły i Tom w końcu mógł się dokładniej przyjrzeć jej twarzy. Te oczy... Czy to... Jak widać Alesyia okazała się większą spostrzegawczością. Nie wiedział dlaczego dodała do jego nazwiska bracia, bo choć byli z Arthurem bardzo mocno związani, to w Hogwarcie reprezentowali raczej całkiem przeciwne bieguny zachowań. Już chciał to jakoś skomentować, kiedy nagle do jego pustej głowy wpadło tak poszukiwanie przed chwilą imię.
- Alesyia - powiedział cicho. - Alesyia - dodał po chwili już pewniejszym głosem. - Nie wierzę, że się spotykamy teraz... tak... łał - zaczął, uśmiechając się szeroko. Niecodziennie osoba spadająca na ciebie z nieba okazuje się być twoją znajomą z Hogwartu, tak? - Wybacz mi, że szybciej cię nie rozpoznałem - powiedział, marszcząc czoło i robiąc minę przepraszająco-załamaną sobą. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Naprawdę. Kto im zaplanował te spotkanie po latach? Niezły z niego organizator!
_________________

tomtom
I used to recognize myself. It's funny how reflections change.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-29, 15:34   

Ciekawe, czy Alesyia też cieszyłaby się, gdyby ktoś spadł na nią z miotły. Prawdopodobnie…chyba by spanikowała już całkowicie. Tym bardziej stawała w roli napastnika, a nie ofiary. Odegnała jednak myśli, bo skoro los potrafił jej wykręcać takie numery, to musiała uważać o czym myśli.
- Wolałabym, żeby nie było wcale ofiar.. – znowu chciała przepraszać, ale wstrzymała się. Za dużo już przepraszała. Sytuacja była absolutnie niespotykana i komiczna, ale wciąż było jej głupio. Posłałam mu nieśmiały uśmiech, gdy rozłożył ręce. Rzeczywiście, nie wyglądał, jakbym miał jakieś uszkodzenia. Oczywiście nie miała zamiaru sprawdzać dokładnie…ale w tej sytuacji miała ochotę powiedzieć, by teraz odwrócił się dwa razy i podskoczył…jak w dziecięcej wyliczance, w którą kiedyś grała, a która zaczynała się właśnie od rozłożenia rąk na boki. Tym razem po prostu wstrzymała się od cichego śmiechu.
- Chyba tak, jeszcze nie jestem pewna – nie umiała na razie tego określić. Na pewno miała szczęście, że trafiła na kogoś takiego, jak Tom. Możliwe, że inni na jego miejscu mogliby zwyczajnie się zdenerwować. Ostatecznie więc, była mu wdzięczna za takie zachowanie.
- Prawdopodobnie któraś strona znowu się wybije…choć i tak, wszystko powinno być lepsze i pod względem szybkości, jak wytrzymałości…choć nie wiem kogo będzie na nie stać – pokręciłam głową. Oczywiście, że sama chciałaby sprawić sobie coś nowszego. Do swej „staruszki” miała wielki sentyment, ale czasem marzyła, by zwiększyć prędkość, zwiększyć wysokość. Tak, było w tym coś tęsknego. Na pewno będzie chciała wybrać się na najbliższy mecz Quidditcha, przynajmniej popatrzeć na zawodników w akcji. Może Em chciałaby jej towarzyszyć?
Moment, gdy tak wpatrywali się w siebie, przynosił kolejne wspomnienia. Czemu akurat bracia Warren? Cóż, bo pamiętała ich obydwu, choć z dwóch różnych okresów. Starszego wspominała przed swoją przerwą w nauce. Tom zaś został zapamiętany już po przerwie. Sama nie myślała, by mogła komuś wbić się w pamięć. Chyba, że grał w Quidditcha…a młodszy Warren grał z tego co pamiętała, bardzo dobrze w dodatku. No i zawsze robił wrażenie. Nie tylko grą…fakt ten jednak sprawił, że się rozluźniła. W końcu, traktował wtaki sposób wszystkie kobiety. Takiego go przynajmniej zapamiętała.
- Widocznie los lubi nam sprawiać dziwne niespodzianki – odpowiedziała po chwili. Dziwnie było słyszeć swoje imię w jego ustach. Coś zakołatało jej się w myślach, ale szybko wróciła do teraźniejszości. Nie chciała wracać zbyt daleko do tego co było. Pokręciła głową zaprzeczając – ja też musiałam się zastanowić, w końcu trochę lat minęło i każde się trochę zmieniło – tak przynajmniej próbowała sobie tłumaczyć. I rzeczywiście, ktoś kto wymyślił ich powtórne spotkanie musiał mieć dodatkowo niezły z nich ubaw. Przynajmniej…i naszej dwójce ten humor się udzielił.
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-29, 19:53   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


- Zawsze to nowe doświadczenie. Możesz teraz grozić ludziom, że kiedyś na nich zlecisz - zaśmiał się, choć to chyba nie było już takie zabawne. Cóż, Tomowi nie każdy żart wychodził. Jednak nawet wtedy robił dobrą minę do złej gry i sam się z tego śmiał. A jak inni się nie śmieją to znaczy, że nie zrozumieli! O! I pewnie pobawiłby się w tą wyliczankę, gdyby tylko dziewczyna o niej wspomniała. Chłopak nie miał żadnych oporów przed robieniem z siebie głupka, co zresztą często udowadniał. Szczególnie w czasach szkolnych, kiedy zabawę stawiał na piedestale a naukę rzucał w ciemny kąt. Teraz nie musiał się uczyć, ale pewnie dalej tak przedstawiałaby się jego hierarchia wartości.
- No tak. Ciężko będzie zachować równowagę... A galeony skądś by się wytrzasnęło - stwierdził, na końcu wzruszając ramionami. Tom chwilowo nie miał żadnej miotły. Dlatego tak tęsknie patrzył na tę trzymaną jeszcze w dłoniach. Może i nie była najszybsza i najzwrotniejsza, ale latała. On swoją staruszkę zostawił w domu i nie mógł już po nią wrócić, a nowa miała do niego dopiero przyjść sowią pocztą. Razem ze strojem klubu. Tom nie mógł ukryć, że strasznie wyczekiwał tej paczki, która zresztą powinna nadejść lada dzień. Nowa miotła zapewne będzie najlepszą jaką kiedykolwiek miał, aczkolwiek podejrzewał, że z wytrzymałością to będzie u niej kiepsko. Coś za coś. Na szczęście Tom nie miał zamiaru zbyt często z niej upadać.
- Oj lubi... - zgodził się, kiwając lekko głową. Tom zaczynał mieć tego losu dość i gdyby mógł z nim porozmawiać, to z pewnością by to zrobił. Jasne, spory awans w lidze czy spotkanie z Alesyią należały do naprawdę miłych niespotykanych wydarzeń - ale serdecznie podziękowałby za parę innych, które nieco skomplikowały mu życie.
- W twoim przypadku na korzyść - odparł. Eh, komplemenciarz! No taki już był, co poradzić. - Słuchaj, może teleportowalibyśmy się w inne miejsce? Jeżeli oczywiście masz czas, bo jak nie to... To nie - zaproponował z nutką nadziei w głosie. Co prawda nie przebywali w tym momencie gdzieś w mroźnej tajdze, ale nawet w Wielkiej Brytanii luty nie był szczególnie przyjemnym miesiącem. A Tom chciał wykorzystać tą niecodzienną sytuację i pogadać. Strasznie był ciekawy, co się teraz u niej dzieje, co się zmieniło... Nie trzymał się z nią blisko podczas nauki w Hogwarcie, ale to przecież w niczym nie przeszkadzało. Po chwili uśmiechnął się zachęcająco, no niech się zgodzi!
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-30, 17:43   

Alesyia nie wiedziała, czy znała się na żartach, ale jego uśmiech był zaraźliwy. Wystarczyło, że posłał jej uśmiech, a ona sama miała ochotę odwzajemnić się tym samym.
- Wolałabym nie…jeszcze komuś się to spodoba i stracę swoją tajna broń – kiedy kogoś znała, łatwiej jej było o żarty. Tutaj znajomość była jeszcze niepewna, ale nieuchronnie jak się wydawało, prowadziła do czegoś pozytywnego. Nadal jednak dziewczyna miała mieszane uczucia. Wyuczona ostrożność do mężczyzn podpowiadała, że nigdy nic nie jest tak proste, jak można by się spodziewać, szczególnie jeśli chodzi o relacje z innymi osobami, szczególnie tak szarmanckimi jak Tom.
- Pewnie masz rację. A z galeonami to zależy, czy przypadkiem nie masz innych wydatków – rzeczywiście, w przypadku Alesyi miało to znaczenie. Miała w końcu na utrzymaniu syna…a znając jego podejście, prawdopodobnie też będzie chciał mieć własną miotłę. Jeśli już więc szykowałaby się do kupna, to najpierw zadbałaby o Ariela – będę chyba wiedziała, do kogo się zwrócić, jeśli będę planowała kupno – dodała jeszcze po chwili, nieco zamyślona. Skoro Tom do tej pory tak żywo się interesował tematem mioteł, może jakoś z tym wiązała się jego aktualna profesja?
- Może kiedyś nam to zrekompensuje jakoś – rzuciła niepewnie. Miała bowiem taką nadzieję, że choć trwała wojna i świat przewracał się do góry nogami, to w jej małej rzeczywistości będzie mogła znaleźć światło.
I gdyby wiedziała o problemach i pretensjach Toma do „losu”, na pewno by się z nim zgodziła. Choć schowała głęboko w pamięci tamte wydarzenia, to były źródłem niemal całości jej aktualnego zachowania. Poradziła sobie z największymi lękami, ale wciąż miała problemy z zaufaniem ludziom, szczególnie właśnie mężczyznom. Właściwie, nigdy nawet się z żadnym nie spotykała, od razu uciekając, lub otrzymując miano "znajomego", rzadziej przyjaciela.
Nie była przyzwyczajona do komplementów. Nie chodziło nawet o to, że miała kompleksy. Raczej unikała momentów, w których ktoś mógłby jej takie prawić. Przez chwilę więc, kiedy jej rumieńce znowu nabrały intensywniejszego koloru, pomyślała, czy Tom nie robi tego specjalnie, byleby ją zawstydzić. Nie wyczuwała w tym złych intencji…ale w towarzystwie kogoś tak przystojnego, zwyczajnie mogła spanikować. Chciałaby więc powiedzieć „Ty też”…ale brzmiało to równie głupio, jak teraz wyglądała.
- Dziękuję…- Odpowiedziała cicho i skierowała wzrok na swoje dłonie, po czym schowała je za siebie, widząc, że rzeczywiście przyda im się jakaś maść na zaleczenie obtarć. Nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć na zadaną propozycję. Jednocześnie bała się i chciała się zgodzić. Jej myśli bawiły się w szaleńcza gonitwę, by jeszcze mocniej wprawiać ją w zmieszanie.
- Ja…chyba powinnam się najpierw nieco ogarnąć – spojrzałam na podartą nogawkę spodni. Oczywiście dłonie wciąż miała schowane za sobą, ale raczej logicznym było, że i tym chciała się zająć – jeśli więc mielibyśmy gdzieś się przenieść…to musiałabym najpierw… się tym zająć, chyba, że masz jakieś konkretne miejsce na myśli? – jego kolejne uśmiechy wciąż ją peszyły, ale już na tyle się oswoiła, że potrafiła logicznie myśleć i odwzajemnić się w podobnym geście.

<Nie wiem czy z/t, czy jeszcze po poście napiszemy i dopiero zmieniamy miejsce?>
 
   Podziel się na:  
Thomas Warren



Grunt to omijać tłuczki.

ścigający Strzał z Appleby

24

czysta

wieczny kawaler







Zero

różdżka, miotła, teleportacja łączna, żywy ogień, świstoklik, eliksir wielosokowy x1

Wysłany: 2015-01-30, 19:26   
   Multikonta: Franio, Lusia, Vicio


Tom zbyt często się uśmiechał, ale nie potrafił nad tym panować. To był jego odruch bezwarunkowy i tak naprawdę najczęściej nie zdawał sobie sprawy, że kąciki jego ust wiecznie się unoszą. Będzie musiał zmienić ten nawyk i nauczyć się żyć z pokerową twarzą, ale przy tak miłym spotkaniu przecież nie będzie się bawił w Śmierciożercę.
- Komuś miałoby się to spodobać? Nie narzekam, ale znam lepsze sposoby na odrobinę przyjemności - powiedział z lekka rozbawiony. Oczywiście chodzą po tym świecie masochiści i inni dziwni ludzie, którzy w sumie mogli chcieć, żeby Alesyia na nich codziennie spadało. Od każdej reguły są wyjątki.
- Zawsze znajdzie się jakiś inny wydatek - odparł, wzruszając ramionami. Tom znajdował się w całkiem innej sytuacji - był wolnym strzelcem bez żadnych zobowiązań, więc jak najbardziej mógł sobie pozwolić na kupno miotły. Trudno nazwać sytuację Alesyi gorszą, bo może sprawdza się w roli matki i zdecydowanie bardziej woli kupić coś synowi niż sobie jakąś w gruncie rzeczy nie zawsze potrzebną zabawkę jaką jest miotła.
- Jasne, jestem do dyspozycji - powiedział. Sprzedawcy w sklepach wcale nie są złymi doradcami, ale osoba z zewnątrz zawsze dobrze zrobi. Wiadomo, że w sklepie zawsze chcą zarobić. A może Tom będzie miał jakieś zniżki? Kto tam wie!
- Liczę na to - westchnął, na sekundkę poważniejąc. Nie ma co poruszać tych przykrych tematów, bez sensu! Wolał skupić się na banalnych rozmowach o miotle czy prawieniu komplementów, na które Alesyia swoją drogą zasługiwała. Uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi na jej podziękowania i oczywiście zauważył kolejny rumieniec na jej policzkach.
- Tak, no tak... - powiedział szybko, dopiero teraz przypominając sobie o jej potłuczeniach. - Zapomniałem, jasne - dodał i pewnie podał jej nazwę miejsca o którym myślał, ale ja sama jeszcze nie wiem jakie to będzie, więc go nie napiszę. Zerknął jeszcze na miotłę i coś go tknęło. - Jak chcesz mogę zobaczyć co da się z nią zrobić - zaproponował. Taki dzisiaj Tom uczynny! Musi jakoś nadrobić całe zło, które przyjdzie mu pewnie niedługo wyrządzić. Biedny.
_________________

tomtom
I used to recognize myself. It's funny how reflections change.
 
   Podziel się na:  
Alesyia Whitelark
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-30, 20:38   

Alesyia nie uważała, żeby Tom za często się uśmiechał. To było zdecydowanie miłe, choć nieprzyzwyczajona do takiego zachowania dziewczyna, zwyczajnie nie potrafiła się odnaleźć, czy jakoś sensownie zachować. Była nieco zagubiona. Kiedy usłyszała słowa mężczyzny, zdała sobie sprawę, jak zabrzmiały jej słowa, sugerujące dość nieprzyzwoite myśli. Na pewno nie myślała o dziwnych odchyłach, jakie potrafili mieć niektórzy – masochiści?...broń Merlinie…
- Tak, zdecydowanie są inne sposoby…jak samo latanie – odpowiedział, by jakoś się wybronić ze swojej nieprzemyślanej wypowiedzi. Wolała wrócić na pole bardziej przyjaznych tematów.
Kwestie wydatków już nie komentowała. Nie widziała potrzeby. W końcu każde się czymś zajmuje i głupio byłoby dywagować o tym, czy kogoś na coś tam stać. Radziła sobie samotnie wychowując syna, więc nie musiała nikomu się nikomu tłumaczyć, szczególnie, że nie uważała, by nowopoznany, a właściwie na nowo poznany mężczyzna interesował się czymś tak przyziemnym.
Miło zaskoczyła się, gdy zgodził się na ewentualna pomoc w kupnie miotły. Choć wstyd jej się chwile potem zrobiło, bo w końcu do czegoś takiego mogła np. poprosić Heatha. Zagalopowała się widać nieco w rozmowie, ale miło było wiedzieć, że w razie ewentualności, będzie miała na kogo liczyć.
- Podobno istnieje coś takiego jak równowaga w świecie, więc powinno nam się to zwrócić – widziała, że spoważniał, więc i jego los musiał z niego okrutnie drwić. Jednak zgadzała się w tej kwestii z Warrenem, nie było potrzeby, by poruszać dręczące, czy bolesne tematy. Zresztą Alesyia o tym nigdy nie rozmawiała. Nie umiała. Wolała skupiać się na tym co jest, a ze swoimi własnymi demonami walczyła sama. Nie miała zamiaru też nikogo tym obarczać, szczególnie osoby, jak Tom, które robiły na niej takie wrażenie.
- To może…spotkamy się wieczorem, tam gdzie wspomniałeś – powiedziała z lekkim uśmiechem. Spojrzała przy tym na swoją „staruszkę”. Może wcześniej mogłaby się obawiać, że Tom nie miał przyjaznych zamiarów, ale teraz…zresztą, co komu po starej, pękniętej miotle? Jeśli rzeczywiście będzie mógł ją naprawić, byłaby mu dodatkowo wdzięczna. Nie wyobrażała sobie zbyt długo zostawiać jej w kącie i na pewno niedługo znowu musiałaby polatać. Przekazała więc miotłę w jego dłonie. Wciąż nie wiedziała, czy dobrze robi, może zbyt łatwo dała się przekonać, może nadal powinna być ostrożniejsza…ale intuicja mówiła jej, że przy nim nie musiała się bać (nie licząc faktu, że jest śmierćkiem, ale to nie wykluczało, by uznać Toma za fascynującego;))
- Dziękuję…i do zobaczenia – po czym Alesyia odsunęła się kilka kroków, wciąż obserwowana przez mężczyznę, po czym teleportowała się do swojego mieszkania.
z/t
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.