Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Leśna droga
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-10-02, 20:24   Leśna droga

Leśna droga



Opis tematu pojawi się niebawem, za opóźnienia serdecznie przepraszamy.
 
   Podziel się na:  
Raphael Shafiq
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 22:37   

/ przed grą z Mel

Cisza i spokój. Tylko dwa słowa, a niosą w sobie potrzebny do regeneracji ładunek pozytywnej energii. Szum liści wysoko nad głową, ciche trele ptaków. Lekki wiatr nad głową - choć w lutym pogoda nie dopisuje, wyjątkowo nie padało. Tylko chmury wisiały daleko w górze, ciężkie, ołowiowe, jakby wykonane z metalu.
Raphael przemierzał wiejską okolicę Wiltshire z uśmiechem na ustach. Nieczęsto zdarzała się okazja do oderwania się od codziennego życia - szczególnie w tych mrocznych czasach, w których nikt nie jest bezpieczny. Śmierciożercy mogli go zaatakować nawet teraz, w tym leśnym ostępie - czemu by jednak mieli? Był czystokrwistym czarodziejem, który w żaden sposób nie splamił rodzinnego honoru. Choć niewiele osób mogło czuć się ostatnio w miarę pewnie, Shafiq mógł uznać, że należy do tej grupki szczęśliwców.
A może po prostu nie miał pełnego zarysu sytuacji.
Nie było to teraz ważne; liczył się jedynie odgłos butów uderzających o mokry asfalt. Było zimno, śnieg uparcie nie chciał jednak padać, jakby nie wiedział, że jest to jego powinnością. A może to był czynny protest?
Nie znał nawet powodu, dla którego poczuł chęć ucieczki od dobrze znanych okolic Ottery. Można tam było wypoczywać równie skutecznie, jak tu, w tej zapomnianej przez Boga mieścinie nie znał go jednak nikt.
Wczoraj wieczorem siedział w miejscowym zajeździe przy kuflu piwa, gdy miejscowi rozpoczęli bardzo ciekawą rozmowę o legendach. Podobno miejsce to nawiedzał bezgłowy jeździec, który pojawiał się o dziwnych i nieprzewidywalnych porach. Shafiq nie wierzył w podobne bujdy, historia była jednak na tyle ciekawa, że postanowił ją przetestować. Kto wie, może spotka istotę podobną do tych z Hogwartu, które siedziały przy stołach w Wielkiej Sali razem z uczniami i których zimny dotyk można było czasem poczuć na korytarzu?
Mit czy prawda, pragnął podobnej przygody całą duszą. I to na własnej skórze.
 
   Podziel się na:  
Adrian Carrow
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 23:00   

Błogie, gasnące już światło przebijało się przez gałęzie coraz ciemniejszego lasu. Właściwie nic nie zakłócało spokoju tego miejsca. Przekonałem się już wielokrotnie, że miejscowi nieczęsto ruszali na te tereny. Czasami się zastanawiałem, czy była w tym choć maleńka moja zasługa, choć przecież nigdy nikomu nie zawadziłem. Może przyzwyczaili się do mojej manii nocnych jazd, kiedy przemykałem na mojej czarnej Sauyri przez udeptane ścieżki. Czasem tylko głośniejszy stukot końskich kopyt na twardej drodze, gdy przemykaliśmy jak cienie na druga stronę. Czasem tylko mój cichy śmiech. Czy to miało znaczenie? Nawet jeśli wszystko przypominało tanią wersję horroru. Możliwe…ale ludzie mieli czasem dziwne pomysły, do nadawani niezrozumiałym lub niewytłumaczalnym w danym momencie zjawisku, pewnych nadnaturalnych zdolności. A przecież…niemal wszystko dało się wytłumaczyć. Jeśli nie nauką ścisłą…to oczywiście filozofia…moja filozofia przyganiała mnie bardzo często na takie wędrówki.
I nie. Nie spodziewałem się, żeby ktokolwiek teraz się tutaj pojawił. Nie spodziewałem się, że kilka plotek może (nawet ku memu rozbawieniu) przekształcić się w całkiem zaskakującą historię. Jeździec bez głowy? Zastanawiałem się kilkukrotnie, w którym momencie mogłem wyglądać tak, by zasugerować taką wizję…ale może wystarczył fakt, że byłem jeźdźcem. Pozostała część mogła zastać spokojnie dopowiedziana…choć, miałem nadzieje, że nigdy nie stracę głowy, w żadnym znaczeniu tego słowa.
Chwilami mogłem niemal jechać z zamkniętymi oczami. Sayuri prowadziła mnie niczym duch. Nigdy nie musiałem się martwić, że zbłądzę. Niezależnie gdzie zawędrowaliśmy, trafialiśmy (wcześniej czy później) znowu w progi dworku. Tym razem zbliżaliśmy się do asfaltowej drogi, przez która trzeba było przejechać, by na powrót dostać się na bardziej znajome mi tereny. Wystarczył drobny sygnał i moja czarna przyjaciółka zerwała się do galopu. I teoretycznie nic nie powinno zakłócić tego zrywu, jednak…postać przy drodze wyraźnie nie zgadzała się z moją teorią, bo mknęliśmy niemal prosto na nią i nie sadziłem, bym mógł ją przeskoczyć. Trzeba było bardzo gwałtownie zatrzymać się.
 
   Podziel się na:  
Raphael Shafiq
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-30, 15:01   

Zmierzch kładł się cieniem wzdłuż horyzontu, widowiskowym szkarłatem zalewając powoli chowające się na zachodzie słońce. Idealna pora na pojawianie się duchów to północ, ale tylko według legend mugolskich. Duchy to istoty podobne do innych magicznych stworzeń, które co prawda światła słonecznego nie lubią, nie lękają się go jednak. Jeśli miejscowi mieli rację, to na leśnej drodze pojawi się upiór. Jeśli nie, odbędzie nastrojowy spacer.
Z rozmyślań wyrwało go rżenie konia. Zaskoczony rozejrzał się wokoło, okolica była bowiem pusta. I już miał ruszyć dalej przed siebie, gdy na zimnym, mokrym asfalcie przed nim zmaterializowała się ciemna bestia z samotnym jeźdźcem na grzbiecie. Odgłos kopyt przeszywających asfalt był ogłuszający w cichy leśnego ostępu, a cała sytuacja lekko przerażająca po zasłyszanych we wsi pogłoskach i mitach.
W nieprawdopodobnych, niespodziewanych i mrożących krew w żyłach wypadkach ludzie często zachowują się zupełnie inaczej, niż zachowaliby się w świetle dnia. Czasem jest to tylko czcze gadanie, czasem czysta psychologiczna ciekawostka. Niemniej właśnie w takim miejscu i takim czasie znalazł się Raphael. Gdyby wiedział wcześniej o jeźdźcu przemierzającym tą okolicę, zapewne po prostu poczekałby, aż zahamuje, ewentualnie przesunął się trochę w bok, by nie znajdować się w trajektorii zwierzęcia. Teraz jednak ze zdziwienia próbował się cofnąć, natrafił jednak na dziurę w asfalcie i upadł do tyłu na twardą drogę.
Gdyby wiedział, że to wcale nie nadludzka istota, nie wyjąłby różdżki. A jednak - długi kawałek drewna znalazł się właśnie w jego rękach.
Gdyby to był mugol, który postanowił skorzystać z miejscowej legendy i straszyć przypadkowych ludzi, zachowanie Shafiqa balansowałoby pewnie pomiędzy legalną a nielegalną stroną medalu zwanego Prawo. Mężczyzna, który zatrzymał ciemnego rumaka tuż przed Rafciem był jednak czarodziejem, choć oczywiście mężczyzna nie zdawał sobie z tego sprawy.
Z bliska wyglądało jednak na to, że pozorny duch ma głowę. Podważało to więc wszystko, czego nasłuchał się w wiosce.
- Na brodę Merlina, ale się wystraszyłem! - wykrzyknął, unosząc się z ziemi i otrzepując spodnie. - Miejscowi mówili coś o duchu jeźdźca bez głowy, ale zjawy są zwykle niematerialne.
Było to żartobliwe podsumowanie tej całkiem zabawnej sytuacji.
 
   Podziel się na:  
Adrian Carrow
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-30, 16:06   

Przez jedną chwilę cała rzeczywistość, cała ciemność zbliżającej się nocy i jasność chowającego się za horyzontem słońca, nawet bez czaru zwolniła tempo. Stukot kopyt Sayuri dudnił echem w moich uszach, niczym dziwna melodia, zgrywana z szaleńczym biciem serca. Moje dłonie coraz mocniej zaciśnięte na wodzach i gwałtowna odchylenie się, by zminimalizować szansę zderzenia. Wszystko to razem pozwoliło, by jednak z zatrzymać się tuż przed upadającą do tyłu postacią.
Zasługą jednak obdarzyć mogłem przede wszystkim Sayuri, która już po chwili nerwowo przebierała kopytami i strzygła uszami w charakternym przekazaniu mi wiadomości o swej niepewności.
Sam nie byłem do końca pewien co się wydarzyło i kto w ogóle wpadł na tak głupi pomysł, by o tej porze tutaj wędrować…Oczywiście nie licząc mnie samego. Tyle razy pokonywałem te ścieżki w podobnych wędrówkach, że moje zaskoczenie mieszało się ze swoistą dozą ciekawości – kim jest jegomość, którego miałem przed sobą. Mimo, że widoczność nie służyła wnikliwszej obserwacji, dostrzegłem w jego dłoniach różdżkę…a więc czarodziej? Zerknąłem na boki i nieco udzielił mi się niepokój mojej czarnej przyjaciółki. Co mogło skusić kogoś takiego, by znaleźć się w tej okolicy? Spacery…zazwyczaj odbywały się o wcześniejszych porach. Czasem widziałem też młodsze pokolenie, które próbowało udowadniać swoją hardość, czy ciekawość…ale dorosły mężczyzna? Czarodziej? jaki miał cel?
Zanim ogarnąłem myśli, nieznajomy odezwał się z dość ciekawymi słowami, które zamiast mnie drażnić, czy irytować, wywołały słaby uśmiech, który drgnął kącikiem ust, by zniknąć już po chwili. Nie spodziewałem się by go dostrzegł, ale tym jednym zdaniem sprawił, że niepokój umknął niczym cień, przed światłem. Mimo wszystko musiałem przyznać, że nieznajomy zachował zimną krew i musiał mieć ciekawe usposobienie, by takim żartem obdarzać zupełnie sobie obcą osobę.
- Strach ma to do siebie, że atakuje zawsze w najmniej oczekiwanym momencie…więc wybacz, nie było moją intencją, by go w Tobie wywyoływać – zacząłem powoli, tym samym przerzuciłem nogę przez grzbiet Sayuri i zeskoczyłem na ziemię. Jazda na oklep miała tę zaletę, że nie było konieczności plątania się w strzemionach…choć w przy niedawnej sytuacji, jaka miała miejsce, na pewno ułatwiłyby hamowanie. Poklepałem klacz po boku i zbliżyłem się do nieznajomego – i jeśli chcesz, mogę próbować Ci wmówić, że jestem niematerialny…ale chyba masz wystarczającą ilość dowodów, by podważać moje słowa…a jeśli chodzi o samego jeźdźca, to jednak wolałbym, aby moja głowa pozostała na miejscu. Bardzo się z nią...zżyłem.
Dłoń nadal trzymałem na boku konia, jednocześnie przytrzymując wodze w dłoni. Sayuri zrobiła kilka kroków w tył i stanęła bliżej mnie, tym samym niemal opierając swoją głowę na moim ramieniu. Zachowanie dla niej bardzo znaczące. Nie lubiła obcych. Sam musiałem długo z nią pracować, by w końcu chciała mnie zaakceptować. Jak widać…wszystko to opłaciło się.
 
   Podziel się na:  
Raphael Shafiq
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-31, 14:10   

- Strach... To tylko mechanizm obronny. Kiedy indziej irracjonalne uczucie - odpowiedział Shafiq. Nie wiedział, jak zwracać się do mężczyzny z koniem, który nawet się nie przedstawił, ale nie przeszkadzało mu to. On też pozostawał anonimowy.
Zwierzę w jego obecności zdawało się wyraźnie zaniepokojone. Przebieranie kopytami było jak najbardziej nerwowe, tak że nawet nieobeznany z końmi Raphael wiedział, co czuje. Zastanawiał się, jak mógłby je uspokoić. Nie był przecież barbarzyńcą, który likwidował kopytne!
- Nikt nie każe ci tracić głowy - zauważył Raph, uśmiechając się jednym kącikiem ust. - Może wieśniacy, jak dowiedzą się, że ich straszna legenda okazała się jednak nieprawdziwa... Jednak nie ja.
Zerknął na konia. Starał się zachowywać w miarę spokojnie i nie czynić gwałtownych ruchów. Działało na psa przyjaciela, to czemu nie miałoby podziałać na tą czarną bestyjkę?
- Nie znam się na zwierzętach kopytnych, myślę jednak, że miejscowi mieli odrobinę racji, uważając twego konia za bestię z piekła rodem. Jest piękna, ale czarna jak bezgwiezdna noc- zażartował. Zdając sobie sprawę z faktu, iż nadal trzyma w rękach różdżkę, schował ją pośpiesznie.
- Zbliża się noc - zauważył, patrząc na rozjaśniający niebo księżyc. - To ty napędziłeś im stracha, choć trzeba przyznać, że zupełnie nieświadomie i przypadkiem. Masz jakąś stadninę czy coś? Przypuszczam, że takich pięknych koni nie trzyma się w stodole.
 
   Podziel się na:  
Adrian Carrow
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-31, 15:23   

Sądząc po odpowiedzi jakiej udzielił mężczyzna, musiał być inteligentną, oczytaną osobą.
- Nawet mechanizmy rządzą się swoimi prawami, a jak wiadomo…prawo da się ominąć – zaryzykowałem dość nierozważne zdanie, ale skoro już miałem okazję z kimś porozmawiać...to sięgałem do tematów właśnie nierozważnych. Ja nazywałem to też filozofią, ale oczywiście nikt nie musiał się ze mną zgadzać. Przybysz zwrócił uwagę na Sayuri, która nadal łypała na niego podejrzliwym spojrzeniem. Nadal też dość nerwowo szturchała mnie w ramię, ale widocznie się uspokajała. Czarodziej tymczasem ku memu zadowoleniu widać miał jakieś pojęcie, jak postępować ze zwierzętami. Jego ruchy stałe się płynniejsze, mniej gwałtowne, a to dawało sygnał klaczy, że nie stara się być zagrożeniem.
- Okoliczni mogą sobie zapewne wymyślić kolejną historię. Wystarczy, że znajdzie się coś, ktoś, cokolwiek zresztą…czego nie będą potrafili ująć w ramy swojej wiedzy. Nieznane często wywołuje strach, czasem też nienawiść…i miło mi słyszeć, że jednak pozostawisz na miejscu moją głowę, a miejscowi raczej wolą snuć historie, niż ruszać z szarżą...na cokolwiek – skinąłem przy tym lekko głową, jak w podziękowaniu. Mimo wszystko przyglądałem mu się badawczo.
Kiedy nieznajomy wspomniał o Sayuri, nie powstrzymałem się od uśmiechu. Miał bowiem dużo racji, bo klacz była bardzo charakternym stworzeniem i nie trudno byłoby się jej wystraszyć, gdyby puścić ją wolno. Szczególnie, że od początku miała problemy z nastawieniem do obcych. Dodatkowo należała do fryzyjskich koni, więc czarne umaszczenie było niemal przynależne tej rasie. Tak. Piękna z niej była bestyja.
- W każdej legendzie można znaleźć jakieś ziarno prawdy…widać ona jest tym ziarnkiem w naszej historii – odpowiedziałem nadal wpatrując się w konia. Zwróciłem uwagę, że nieznajomy w końcu chował różdżkę, więc i ja nieco rozluźniłem zaciśniętą na wodzy pięść. Odwróciłem głowę do nieznajomego lekko marszcząc brwi.
- Noc akurat nie przeszkadza w niczym. Strach napędzony na pewno nieświadomie, bo nie spodziewałem się tutaj gości…I ciężko byłoby nazwać moją małą gromadkę stadniną…i Nie, Sayuri nie dałaby się zamknąć w stodole – klacz zareagowała na swoje imię od razu szturchając mnie w ramię. Teraz już się niecierpliwiła. – jeśli interesują Cię konie, mogę przedstawić Ci kilka takich czarnych osobników – przymrużyłem oczy. Może nie powinienem zapraszać obcych o tej porze…a le w pewien sposób sytuacja wydawał mi się trochę zabawna. Ciekawy zbieg okoliczności, który w moim mniemaniu nigdy nie był przypadkiem.
 
   Podziel się na:  
Raphael Shafiq
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-02, 21:25   

Pusta leśna droga o zachodzie słońca i trącąca filozofią gadka z nieznajomym. Czemu nie, Raphaelowi zdarzało się już robić szalone rzeczy. Weźmy pod uwagę chociażby wieszanie "kolegi" z domu za nogi pod sufitem i napuszczanie na nich tłuczków. Może i podchodziło to pod szkolne prześladowanie, ale ten chłopak zrobił kiedyś Chris wielkie świństwo i Raph nie odpuścił mu do czasu ukończenia obowiązkowej edukacji.
- Mechanizmy mają to do siebie, że rządzą się podstawowymi prawami wszechświata - zaoponował pałkarz. Dzień i noc nastają zależne od wszelkich ruchów Słońca i Ziemi, mikrokosmos jest zależny od makrokosmosu i na odwrót. Wszechświat składa się z pojedynczych cząstek, a ich wynikowa ich działań stanowi o wydarzeniach. Gdyby Shafiq był mugolskim naukowcem, wiedziałby, że swoje rozważania zawrzeć może w tzw. teorii wszystkiego, ale jako że był czystokrwistym czarodziejem, nie miał pojęcia, jak swoje racjonalne myśli zawrzeć w słowach, które mogłyby je potwierdzić.
- Nieznane jest z góry skazane na nieufność mieszkańców wsi, którzy z natury są tradycjonalistami - zgodził się z przedmówcą. Boimy się nieznanego, bo nic o nim nie wiemy, bo jest potencjalnie niebezpieczne. Jak tłuczek, który taki właśnie zwyczajny mugol mógłby wziąć za kafel.
Słysząc za to nietypową propozycję nieznajomego, zaczął się nad nią całkiem poważnie zastanawiać. W końcu boimy się nieznanego, choć nic o nim nie wiemy... Tak, to było stanowczo to "nieznane", a on nie zamierzał zostać potencjalnym wieśniakiem.
- Propozycja jest niezwykle kusząca, myślę, że nic nie umiliłoby mi wieczoru bardziej niż obejrzenie kilku wspaniałych czarnych koni - przyznał, uśmiechając się. Złego diabli nie biorą, nie powinni też wziąć się za Raphaela. Może i w dzisiejszych czasach powinien był bardziej uważać, jednak, jak to głosił Horacy, carpe diem. W końcu są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się nawet filozofom nie śniło.
- Skoro wygląda na to, że nie odejdziemy w przeciwne strony, pragnąłbym się przedstawić - dodał Rafcio. - Nazywam się Raphael Shafiq.
 
   Podziel się na:  
Adrian Carrow
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-03, 19:02   

Parząc na spotkanie obu czarodziei na tej niemal pustej, leśnej drodze, wydawać by się mogła, że to scena do taniego horroru. Znowu takie skojarzenie mi się nasunęło. Zastanawiałem się tylko, który z nich ma zagrać role ofiary…a może żadne?
Na słowa mężczyzny zmrużyłem lekko oczy. Czytałem oczywiście o tym, ale dla mnie to nadal były tylko teorie. W dodatku teorie wykreowane przez ludzi, więc...nie dziwne, że miałem do tego zastrzeżenia. W końcu każda ludzka istota, nawet każdy czarodziej i czarownica, to istoty niedoskonałe.
- Człowiek i tak ma na nie wpływ. W mniejszym, czy większym stopniu – ale ma wpływ…powiedziałbym nawet – niestety – Byłem w tej kwestii cynikiem i sceptykiem. Człowiek w moim mniemaniu był istota bardzo potężną…a jednocześnie bardzo słabą. Szarpiąc się z jednej granicy w drugą. Można powiedzieć, że każdy miał w sobie takie rozdwojenie jaźni. A na pewno sam w sobie to czułem. Jak było nieznajomym? Na pewno, jak słyszałam, nie należał do ignorantów, którzy rzucali „nieznane” w szuflady własnych lęków. Skinąłem znowu głową potwierdzając jego słowa. I mimo wszystko kącik ust uniósł się, gdy usłyszałem zgodę na moja propozycję. Nie do końca bowiem byłem pewien, czy słowa, które wypowiedziałem, nie zostały zinterpretowane jako ukryta…groźba? Bo kto przy zdrowych zmysłach, w takich okolicznościach rzuca taką propozycję? I dodać należałoby…kto taka propozycje przyjmuje.
- W takim razie poprowadzę…a właściwie pozwolę Sayuri prowadzić – odwróciłem się znowu na chwilę do zwierzęcia, by szepnąć jej kilka prostych słów. Puściłem wodze, wcześniej przywiązawszy je do łęku siodła. Głowę odwróciłem akurat wtedy, by usłyszeć, jak mówi rozmówca się przedstawia. Tym razem pozwoliłem sobie na słaby uśmiech.
- Gdybyśmy się rozchodzili w przeciwne strony, musiałbyś wejść w las za nami…a tak, idziemy w las przed nami – wskazałem ruchem głowy ciemniejący gąszcz i wąską ścieżkę po drugiej stronie drogi – i jestem Adrian Carrow – skinąłem lekko głową w geście uprzejmości. Niektórych mogły śmieszyć te „gentlemańskie” konwenanse, ale cóż. Taki nawyk, którego nie miałem zamiaru zmieniać.
Ruszyłem powoli na wskazaną ścieżkę. Sayuri lekko przede mną, swoim cichym chodem wskazywała dalszą drogę.

Na razie z/t jak się pojawisz to daj znać;)
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.