Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Niespodzianka czyli jak to Alexis dowiedział się o Adralu
Autor Wiadomość
Adral D. Rosier



Listen up, listen up There's a devil in the church

Pracownik MM i Sędzia Wizengamotu

29

Czysta

Wolny







100

Różdżka, omnikulary

Wysłany: 2015-08-14, 02:41   Niespodzianka czyli jak to Alexis dowiedział się o Adralu
   Mów mi: Piotr/ Casador


 
   Podziel się na:  
Adral D. Rosier



Listen up, listen up There's a devil in the church

Pracownik MM i Sędzia Wizengamotu

29

Czysta

Wolny







100

Różdżka, omnikulary

Wysłany: 2015-08-14, 02:42   
   Mów mi: Piotr/ Casador


Na dworze panowała ciemna noc. Ciemny kształt przemykał ulicami Londynu nie przejmując się tym czy ktoś go zobaczy cy też nie. Tym cieniem był wielki, cętkowany zwierz. Adral w postaci jaguara zbliżał się do domu, którego obserwację zlecił mu Czarny Pan. Okazało się, że jest to niewielki domek na przedmieściach Londynu, w którym mieszkał zdrajca krwi. Grant, bo tak miał na imię owy czarodziej, który nie dość, że ożenił się nie zgodnie ze swoim statusem społecznym, to jeszcze wybranka jego serca była mugolką. Adtral miał się dowiedzieć wszystkiego o tej rodzinie. Do tego wybrał sobie w jego mniemaniu doskonalą kryjówkę. Schował się bowiem za krzakami otaczającymi dom Granta. Jagura siedział spokojnie w swej kryjówce aż do rana gdy to postanowił śledzić żonę Granta by znaleźć odpowiedni moment by zaatakować i zabić. Taki miał rozkaz. Znaleźć najsłabszy punkt Granta i wyeliminować go. Tak też się miało stać. Adral przedzierał się przez krzaki stanowiące żywopłot jednego z domów gdy nagle zobaczył przed sobą wolną przestrzeń. Zatrzymał się i chwilkę się namyślał co robić. I w końcu wybrał najgorsze rozwiązanie. Postanowił podążyć za kobietą mimo niebezpieczeństwa ujrzenia go przez mugoli. Był już w połowie podjazdu jednego z domków, gdy z okna, które było otwarte padł strzał i trafił Adrala w przednią łape w sam środek barku. Jaguar zawył prawie ludzkim głosem i choć ranny szybko opuścił teren posesji by powrócić do swojej poprzedniej kryjówki. Adral w postaci kota cierpiał. Poczekał do czasu aż zapadnie noc i wyszedłszy ze swojego schronienia, po zmianie w człowieka teleportował się w okolice domu swojego przyjaciela. Szedł chwiejnym krokiem jakby się napił jednak pozory mogły mylić. Nie chciał jednak niepokoić Alexa w postaci człowieka więc znów tego wieczora przybrał postać jaguara. Nie było mu łatwiej, bolało bardziej, a wypływająca krew powodowała upływ sił. Wreszcie doszedł do drzwi i ciężko zwalił się na bok czekając na ratunek, który miał nadzieję, że nastąpi.
 
   Podziel się na:  
Alexis Blackwood



We don't have to make friends...

Oddany sługus Lorda Voldemorta

26

Półkrwi

I don't wanna fall in love..







127

Różdżka, teleportacja łączna, śwlistoklik, omnikulary

Wysłany: 2015-09-02, 01:44   
   Mów mi: Bianka


Look + outfit

Co zaś robił Alexis przez cały dzień? Cóż.. akurat się tak złożyło, że pozwolił sobie na większe lenistwo, bo nie miał specjalnie nic do roboty; Czarny Pan nic od niego nie chciał, więc mógł robić to, na co miał tylko ochotę. Pewnie poszlajał się to tu, to tam, rozerwał w jakiś konkretny sposób i ostatecznie wrócił do domu, kiedy się ściemniło. I nie, to nie było tak, że trzymał się jakichś jebanych zasad, które obowiązywały, czyli tych, by być przed dziesiątą w domu.. już nawet nie pamiętał po chuj było to coś wprowadzone, ale że i tak tego nie przestrzegał, miał na to tak bardzo wyjebane, że nie wgłębiał się w szczegóły. Był na tyle sprytny, że nikt go nigdy nie przyłapał i nie musiał się wręcz niczym przejmować. Ale po prostu tym razem miał ochotę wrócić wcześniej, by rozwalić się na kanapie w salonie i się zwyczajnie poopierdalać. Kto mu czegokolwiek mógłby zabronić.. ach, tylko by spróbował! Gorzko by tego pożałował..
I tym sposobem zaczął też sobie jarać szlugi, jeden po drugim, aby ostatecznie zapalić także i jointa, a co! Uwielbiał te cudowne uczucie rozchodzącego się dymu w jego płucach, to go tak zajebiście uspokajało i relaksowało.. Jebać, że to jest szkodliwe. W tych czasach równie dobrze można zginąć prędzej w walce, niżeli mogłoby wykończyć jakieś śmiertelne choróbsko..
W międzyczasie bawił się ze swoim ukochanym kotem, a gdy Crow się zmęczył, ułożył się mu na kolanach, zwinął w kłębek i zwyczajnie usnął. Ździebko Blackwooda zamuliło, przez co się nieźle zamyślił, zatracając się w swoich fantazjach.. I gdyby nie te niepokojące dźwięki z zewnątrz, możliwe, że sam by odpłynął, usypiając na siedząco.. Ale, że ktoś, lub coś próbowało się dobić do drzwi, musiał to sprawdzić. Przełożył więc delikatnie zwierzaka na bok na kanapę, po czym zerwał się na równe nogi, skierował swój chudy, seksowny tyłek do holu po cichaczu, bo nie był pewien, kogo przywiało do niego o tak późnej porze. Zajrzał przez wizjer i zobaczył jaguara. Wiedział, że to jego kumpel, choć serio, nie musiał się z powrotem zmieniać w kota, przecież nic by się nie stało, gdyby został w postaci człowieka.. Od razu dostrzegł, że coś jest bardzo nie tak.. natychmiast otworzył drzwi na oścież i bez słowa wciągnął go do środka, zamykając je za sobą z lekkim trzaskiem. Sam mógł być nieco kołowaty przez tego skręta, którego wcześniej wypalił, a było mu dosyć wesoło, ale wciąż ogarniał na tyle, by zmartwić się stanem przyjaciela, który ewidentnie był ranny i pomóc mu czym prędzej. Wprawdzie nie znał się na medycynie, ale jakieś tam eliksiry wyważyć potrafił, to mu w sumie wręcz dobrze wychodziło, a tak się składa, że znał wiele z nich, więc coś tam się odpowiedniego znajdzie. Ułożył Adrala na kanapie, uprzednio zwalając z niej Crowa, bo musiał mu przecież miejsce zrobić, po czym poleciał po odpowiednie składniki i począł robić taki wywar, który bez problemu zasklepi mu ranę, uśmierzy ból i takie tam. Pierw musiał mu wyciągnąć kulkę, bo zapewne mu tam utkwiła.. No więc wziął jakieś obcęgi, czy inne temu podobne narzędzie, ukucnął nad ciałem przyjaciela i powoli zabrał się do roboty. - To będzie trochę bolało.. ale proszę, nie ruszaj się. - rzekł do niego wręcz błagalnym głosem, bo nie chciał czegoś spieprzyć, by nie zrobić mu przypadkiem większej krzywdy. Gdy udało mu się pozbyć po paru minutach naboju, wyrzucił go gdzieś na podłogę. Potem się posprząta, teraz ważniejszy był Adral. Owinął na razie jego ramię, by ucisnąć ranę i dalej warzył ten eliksir. - Co się stało? Kto ci to do cholery zrobił? Mam komuś wpierdolić? - no musiał go zalać falą pytań, bo bez tego by się nie obeszło, zwłaszcza, że mężczyzna przybył do niego w takim, a nie innym stanie i to go nieźle zszokowało, dlatego chciał czym prędzej się dowiedzieć, co i jak.
_________________

Oh! I've lost my fucking mind!
It happens all the time! 'Cause I can't stand myself, I'm an asshole baby! Oh! I'm fashionably late, I'm the one you love to hate, 'Cause I can't stand myself.. I'm an asshole baby!
 
 
   Podziel się na:  
Adral D. Rosier



Listen up, listen up There's a devil in the church

Pracownik MM i Sędzia Wizengamotu

29

Czysta

Wolny







100

Różdżka, omnikulary

Wysłany: 2015-09-07, 19:46   
   Mów mi: Piotr/ Casador


Adral leżał pod drzwiami kumpla już jakiś czas. Miał tylko nadzieję, że zastał Alexisa. Rosier zaczynał tracić resztki świadomości, gdy wreszcie drzwi się otwarły i stanął w nich Blackwood. Z kociej piersi wyrwało się prawie ludzkie westchnienie, a oczy utkwiły się błagalnie w sylwetce przyjaciela. Miał tylko nadzieję, że nie będzie mu przeszkadzał. Jednak bardziej się bał tego, że Alex odkryje jego sekret no, ale gdyby poszedł do lekarza to na pewno skończyłoby się to o wiele bardziej nieciekawie. Przecież uzdrowiciele w Mungu musieli zgłaszać dziwne przypadki ran czarodziejów, a ta z pewnością do takowych należała. Rosier gdyby mógł sam wyciągnąłby sobie kulę z barku jednak nie wiedział, jaki eliksir byłby dla niego najlepszy. Dlatego zjawił się u Blackwooda gdyż pamiętał, że w tej materii Alex był jednym z najlepszych. Gdy zobaczył ręce przyjaciela chciał się podnieść i sam przekroczyć próg jego domu jednakże już po pierwszej nieudanej próbie było jasne, że żadnego chodzenia nie będzie. Dał się, zatem wciągnąć do środka, a później położyć na kanapie. W końcu sam by się tam nie wdrapał. I choć sytuacja nie wydawała się ciekawa dla Rosiera nawet nie pisnął, gdy zobaczył jakieś obcęgi czy też inne dziwne narzędzie w rękach przyjaciela. Wiedział doskonale, że Alex chce mu pomóc. Potem jedyne, co pamiętał był ogromny i przekraczający ludzkie pojęcie ból. To pomogło Rosierowi wrócić do ludzkiej postaci. Patrzył jak jego kumpel obandażował mu ramię i krząta się przy kociołkiem z eliksirem. Zauważył też jego kota ciekawie przyglądającemu się, co też jego pan robi i dlaczego na jego kanapie leży jakiś obcy facet, który jeszcze przed chwilą był większą wersją kota. No, ale tego Crow nie mógł wiedzieć, że Adral potrafi przyjąć postać centkowanej bestii, kiedy praktycznie chce. Lecz używał tej zdolności tylko wówczas, gdy musiał wykonać bardzo ważne zadanie i nie mógł pojawiać się we własnej ludzkiej postaci. Po jakimś czasie Adral wreszcie doszedł do jakotakiej przytomności i słysząc słowa kumpla lekko się uśmiechnął.
- Spokojnie zaraz ci wszystko wyjaśnię. Jednak może to trochę potrwać. – powiedział spokojnie patrząc na krzątającego się nad kociołkiem Blackwooda.
- Otóż wykonywałem zadanie szpiegowskie dla bardzo ważnego klienta… Miałem śledzić jednego z czarodziei, który… nie uwierzysz ośmielił się zbrukać swoją krew i ożenił się… z mugolką. – mówił z lekkim trudem, co chwila przy dłuższych wypowiedziach musiał dużo razy nabierać powietrza z porodu przeraźliwego bólu.
- Zgodziłem się na to. I wczoraj w nocy zacząłem swoją misję. Wiem, pewnie będziesz uważać mnie za ostatniego kretyna, ale postanowiłem zrobić to samemu. Śledziłem tego mężczyznę, aż do jego domu. Po czym, gdy nastał dzień… Miałem zadanie pozbyć się jego żonki. Nie udało mi się go wykonać. Jakiś miłośnik myślistwa strzelił do mnie… z czegoś, co miało długą rurę i robiło wiele hałasu, a po użyciu tego czegoś strasznie zaśmierdziało. Straciłem tą mugolkę z oczu i… niestety nie wykonałem zadania. – powiedział kończąc dość niejasną i dziwną opowieść. Przecież nie mógł powiedzieć jasno Alexowi, że wykonywał zadanie dla Czarnego Pana. Wówczas mógłby tylko przestraszyć przyjaciela. Nie wiedział przecież, jaki jest jego stosunek do poglądów, jakie głosił Lord Voldemort.
- A co do wpierdolenia komuś. To nawet nie wiem, kim był ten ktoś. Pamiętam tylko miejsce i nic więcej. – dodał z trudem wypowiadając ostatnie słowa. Nie było to spowodowane tym, że nie chciał mówić, ale ból odbierał mu siły i jak to często bywa powodował ogólne otępienie.
_________________


Listen up, listen up
THERE
IS
A devil in the church

(c)ˆVrolok
 
   Podziel się na:  
Alexis Blackwood



We don't have to make friends...

Oddany sługus Lorda Voldemorta

26

Półkrwi

I don't wanna fall in love..







127

Różdżka, teleportacja łączna, śwlistoklik, omnikulary

Wysłany: 2015-09-12, 22:17   
   Mów mi: Bianka


Alexis dopiero ogarnął po pewnym czasie, iż ktoś się do niego próbuje dobić. Wiadomo, stan w którym był też tu miał na to spory wpływ, ale ostatecznie zwlókł ten tyłek, by sprawdzić, co się dzieje. Dobrze, że zdążył na czas, bo byłoby cienko, gdyby Adral zwyczajnie mu zemdlał pod drzwiami! Wiedząc, że to jego kumpel i widząc jego błagalny wzrok, bez żadnych pytań wciągnął go do środka. Gdyby to był ktoś inny, mu nieznany, to pewno nie byłby taki życzliwy, bo to jednak Blackwood, a on nie należy do tych wrażliwych osób.. Lecz to był Rosier, a tego jako jednego z nielicznych bardzo polubił i był w stanie znieść, więc no co jak co, ale o niego się mógł martwić, nawet jeśli na swój, popieprzony sposób. Na bank by go tak nie zostawił, to jest pewne. Właśnie mu ani trochę nie przeszkadzał, bo przecież nic szczególnego nie robił, tylko się zjarał, chyba z nudów i z jego widzimisię. A tak przynajmniej coś się dzieje, a nie panuje melancholijna atmosfera. Właśnie, co do jego sekretu.. Alexis w tym czasie, gdy tak ogarniał go, by nie musiał cierpieć katuszy, zdążyło mu się rzucić w oczy, że ten ma Mroczny Znak, no ale póki co tego nie komentował. Na to przyjdzie czas.. póki co ważniejsze było jego życie. Właściwie to ów odkrycie go jedynie ucieszyło, bo przecież on sam jest sługą Czarnego Pana, z wiedzą, że Adral również, wręcz szatański uśmieszek wpełzał mu na usta. Będą mogli częściej ze sobą działać, a oczywistym jest, że wspólnymi siłami lepiej im wszystko będzie wychodziło, bo jak ci się za coś zabiorą.. nie ma przebacz! Rozjebią system, ja to czuję.. Dlatego też nie musiał się obawiać ani trochę jego reakcji, zwłaszcza, że sam Alex tak jak on, jest Śmierciożercą.
Tak czy inaczej Blackwood doskonale wiedział, co ma robić w takiej sytuacji. Owszem, medykiem nie jest, aczkolwiek tak, dobrze powiedziane, że jeśli chodzi o eliksiry, był z tego naprawdę obcykany, bo to był jeden z tych przedmiotów, których tak ochoczo się uczył i był jednym z lepszych w klasie. W swoim domu miał mnóstwo różnych składników, więc o to, że czegoś miałoby zabraknąć martwić się nie musieli. Pomimo chudej postury Alexisa, z łatwością poradził sobie przy przeniesieniu przyjaciela na kanapę, bo co jak co, ale w tym ciele było mnóstwo siły, wbrew pozorom i potrafił dźwigać rzeczy, które były cięższe nawet od niego samego, ludzi tak samo, więc co to dla niego. Dobrze, że nie wył z bólu, jak tak mu tę kulkę wyciągał, bo to mogłoby mu tylko utrudnić robotę, a tak to wszystko płynnie szło. Gdy już wrócił do ludzkiej postaci, miał zabandażowane ramię, wywar był prawie gotowy.
- Nie spiesz się, nie musisz. - odpowiedział spokojnym, kojącym głosem, bo nie wymagał od niego bóg wie czego, zważywszy na jego stan. W tym samym czasie wymieszał jeszcze ostatni raz składniki, znajdujące się w kociołku, po czym znów zbliżył się do mężczyzny, coby teraz wykonać odpowiednie zabiegi, w sensie, by szybciej mu się ta rana na ramieniu zagoiła. Ściągnął bandaże, by użyć tego eliksiru i od tej chwili powinno już być wszystko w porządku, rana się nie zapaskudzi, nie wda się w nie żadne zakażenie i tyle. Ból także ustąpi lada moment, zatem nie będzie już musiał krzywić się z jego powodu. I dzięki temu wywarowi nie musi już mu bandażować tego ramienia, no skoro i tak po dziurze po naboju nie zostanie śladu, bo nie było w tym sensu. - Skończyłem, więc już po kłopocie stary. Nie musisz mi dziękować. - dodał jeszcze, z lekkim uśmiechem na twarzy. Kiedy Adral zaczął opowiadać mu, co i jak, słuchał go z uwagą, nie pominąwszy żadnych szczegółów. Nie przerywał mu, dał dokończyć kumplowi i dopiero potem się odezwał. - To dobrze, że się zgodziłeś, by to zrobić.. Tacy jak ona nie mają prawa żyć! Niemniej.. mogłeś mi dać znać, pomógłbym ci i byś nie musiał tak skończyć.. następnym razem nie rób takich głupot, dobrze? - niby pogroził mu palcem, lecz niemal od razu, poklepał go po drugim, zdrowym ramieniu, gdyż to drugie pewno powoli się jeszcze zasklepiało, bo oczywistym jest, że nic nie zrobi się hop siup i musi wszystko trochę potrwać. Co do jego poglądów, były identyczne do jego, zresztą mógłby się wręcz domyślić, że skoro się tak od zawsze idealnie dogadywali, to w innych kwestiach nie będzie niczym dziwnym, jeśli również będą patrzeć na to dokładnie tak samo. - No cóż.. trudno się mówi. Ale jak ich znajdziemy.. oj nie ma przebacz, zemścimy się, pomogę ci ich zniszczyć. - wyparował, tak trochę się nakręcając, gdyż sama myśl o tym, że mógłby kogoś zamordować go radowała, zwłaszcza, że były to osoby, które brudziły czarodziejską krew! Wracając jeszcze do Adrala.. to już powinien się lepiej czuć, zwłaszcza, że Alexis dość szybko mu pomógł. Zatem jak już Rosier doszedł do siebie, wyciągnął swoją rękę ku jemu, aby wskazać palcem na swój Mroczny Znak, który znajdywał się między jego pokaźną ilością tatuaży. Patrzył się na niego z dumą. - Widzisz to? Tak, ja też jestem Śmierciożercą i podziwiam Czarnego Pana.. A widzę, że ty też mu służysz. Witaj w klubie! Czemu się z tym kryłeś? Wiesz doskonale, jak podobni do siebie jesteśmy.. - dodał na sam koniec, wyginając usta w szatańskim uśmieszku, usadawiając swój chudy tyłek tuż obok kumpla, bo miał dość stania, wciąż kręciło mu się w głowie po tym skręcie, ale powolutku to z niego schodziło. Oj ciekaw był jego reakcji!
_________________

Oh! I've lost my fucking mind!
It happens all the time! 'Cause I can't stand myself, I'm an asshole baby! Oh! I'm fashionably late, I'm the one you love to hate, 'Cause I can't stand myself.. I'm an asshole baby!
 
 
   Podziel się na:  
Adral D. Rosier



Listen up, listen up There's a devil in the church

Pracownik MM i Sędzia Wizengamotu

29

Czysta

Wolny







100

Różdżka, omnikulary

Wysłany: 2016-02-29, 03:05   
   Mów mi: Piotr/ Casador


Adral jakoś zawsze poważał Alexisa. Poza tym choć wiedział, że jest on czarodziejem półkrwi to jakoś mu to nie przeszkadzało. Nawet go to cieszyło, że jeden z czarodziejów nie należących do arystokracji darzył go przyjaźnią. Poza tym zarówno Rosier jak i Blackwood mieli tak podobne charaktery, że gdyby nawet Alex był mugolakiem to pewnie Adral znalazłby z nim wspólny język. Co prawda była by to ciężka sprawa jednak na pewno byłoby to do zrobienia. Teraz gdy powoli wchodził w formie kota do jego domu w głębi duszy żałował, że nie powiedział Alexisowi o tym, że wykonuje tak niebezpieczne zadanie. Oczywiście na początku nie przypuszczał, że będzie miał z nim problem jednak jakoś bał się wciągać przyjaciela w sprawy Śmierciożerców. Oczywiście uwielbiał swoją działalność dla Czarnego Pana lecz doskonale wiedział, że on ma większe możliwości by zatuszować pewne sprawy niż Blackwood. Być może dlatego nie przyszedł do niego z prośbą o pomoc, ale czy to był powód to cholera i Slytherin raczył wiedzieć. Może i było to dziwne zachowanie u kogoś takiego jak Adral jednak od zawsze Rosier chronił swoich przyjaciół. To była zasada, której nie mógł złamać, i która jeszcze jakoś trzymała jego czarny charakter w ryzach. Jednak wróćmy do całej akcji.
Adral też zauważył, że na przedramieniu Alexisa widnieje dziwnie podobna plątanina linii jak na jego własnym. To zaczynał nieźle zastanawiać Rosiera. Lecz na pytania będzie czas potem. Wodził półprzytomnym wzrokiem za przyjacielem i lekko się uśmiechał. No może wyglądało to głupio jednak właśnie tak było. W bezpiecznym domu czuł się bezsprzecznie bezpieczny, a pod opieką przyjaciela na pewno nic mu się nie stanie. Oczywiście Adral choć znał się na eliksirach to zdecydowanie Alex był od niego lepszy. W końcu Rosier mógł go bez większych wyrzutów sumienia nazwać mistrzem ważenia wszelkich mikstur i czarodziejskich naparów. Jednak gdy zobaczył Blackwooda zbliżającego się do niego z dziwnym narzędziem lekko się spiął. W końcu był wychowany w rodzinie czarodziejów i nie za bardzo wiedział jak nazwać to coś, co Alex trzymał w ręku, a co wyglądało jak jakieś narzędzie tortur. Już samo grzebanie w ranie spowodowało utratę przytomności u Rosiera i choć ten mężczyzna był dość odporny na ból to, to przeszywające go uczucie wcale nie było przyjamne. No ale ważniejsze chyba było to, że o dziwo okazało się skuteczne. Dopiero po kolejnym odzyskaniu przytomności Rosier popatrzył na Alexisa bardziej przytomnie.
- Widzisz przyjacielu. To zadanie było wyjątkowe pod względem tego kto mi je zlecił. Poza tym ten ktoś powiedział mi, że nie mogę się ujawniać przed nikim, bo im mniej osób o tym wiedziało tym lepiej. – powiedział już bardziej pewnym głosem, w którym jeszcze czasem pobrzmiewało charczenie lub też lekko chrapliwy oddech jednak widać było, że Rosier zaczyna wracać do siebie, Właśnie za to Adral uwielbiał magię. Była ona chyba najlepszym remedium na wszystkie urazy nawet te zadane przez pierdolonych mugoli. No ale na razie denerwowanie się nie było najlepszym pomysłem. Poza tym musiał się jeszcze jakoś wytłumaczyć przed Czarnym Panem, czemu nie wykonał zadania. No ale to było jak na razie na dalszym planie. Teraz należało się skupić na szybkim powrocie do zdrowia.
- Naprawdę nie wiem jak ci się odwdzięczę. Wiem, że nie muszę ci dziękować ale uratowałeś mi życie, a to jest coś, za co trzeba podziękować. – powiedział spokojnie Rosier. Trzeba było teraz wspomnieć, że Adral był cholernie honorowym człowiekiem i za takie uczynki najchętniej ozłociłby przyjaciela jednak nie wiedział jak taką formę podzięki przyjąłby Alexis. No ale o zadośćuczynieniu pomyśli się kiedy indziej. Teraz należało wytłumaczyć co najmniej parę spraw. Pierwszą niewątpliwie była uciekinierka i załatwienie sprawy do końca.
- Widzisz wiem mniej więcej, w którą stronę ta kobieta zwiała jednak w tej formie nie złapię jej zapachu. Poza tym wolę się na razie nie wykorzystywać umiejętności animagii, bo chcę by ta rana się do końca wygoiła. A co do wciągnięcia ciebie to naprawdę zastanawiałem się nad tym jednak nie wiedziałem jak zareagujesz na to, że szpieguję czarodziei i zabijam ich rodziny. – powiedział i spojrzał na Alexisa. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel parał się nie do końca legalnym zajęciem lecz faktem było, że gdyby Alex mu towarzyszył na pewno zadanie byłoby wykonane. W końcu obaj byli całkiem nieźli w zaklęciach i urokach, a czarna magia szła Adralowi całkiem nieźle. No ale o tym wiedzieli tylko nieliczni, a byli to ci, którzy widzieli go kiedykolwiek w akcji. Lecz teraz znów uwagę Adrala przykuło lewe przedramię przyjaciela. Coś mu tam ewidentnie nie grało i było aż nazbyt znajome. A kolejne słowa wręcz wytrąciły Rosiera z równowagi. Merilnie jak to możliwe, że działamy dla tego samego Pana i o tym nie wiedziemy? zapytał się w myślach lecz do Alexisa zwrócił się z lekkim uśmiechem.
- Przyjacielu nawet nie wiesz jak się cieszę, że widzę ten znak na twoim ręku. Co prawda nie powinniśmy o tym wiedzieć, że należymy do tej samej organizacji jednak muszę powiedzieć, że naprawdę większej przyjemności nie mogłeś mi sprawić. – powiedział i lekko zwilżył usta i znów lekko się uśmiechnął cały czas patrząc na przyjaciela. - A kryłem się dlatego, że nie wiedziałem jak byś zareagował. Poza tym wiesz jak bardzo Czarny Pan dąży do tego by członkowie organizacji się nie znali. – powiedział spokojnie. Cieszył się nawet, że od tej pory nie będzie musiał się kryć przed Alexisem, bo było to cholernie ciężkie. W końcu tyle razy musiał się wymawiać jakimś spotkaniami w MM, że już mu to naprawdę zbrzydło i prędzej czy później pewnie i tak by się wygadał przed swoim przyjacielem, bo nie mógłby tego dłużej w sobie kisić.
_________________


Listen up, listen up
THERE
IS
A devil in the church

(c)ˆVrolok
 
   Podziel się na:  
Alexis Blackwood



We don't have to make friends...

Oddany sługus Lorda Voldemorta

26

Półkrwi

I don't wanna fall in love..







127

Różdżka, teleportacja łączna, śwlistoklik, omnikulary

Wysłany: 2016-03-19, 21:04   
   Mów mi: Bianka


Szczerze mówiąc Alexis wolałby być czystej krwi, ale cóż, tego się nie wybiera, choć fakt, że jest półkrwi ani trochę mu nie przeszkadzał, ani nie dołował. A jeśli ktoś miał z tym problem, nie ruszało go to, ani nie obchodziło w najmniejszym stopniu.. grunt, że jego przyjaciele i bliscy to akceptowali, mimo, iż tych pierwszych nie posiadał zbyt wielu. Aczkolwiek to nieważne. Nie musiał mieć pierdyliarda znajomych, ba, nawet nie chciał, gdyż nie znosił przebywać w towarzystwie jakichś tłumów.. Preferował zdecydowanie samotność, tudzież ewentualnie jedną osobę do rozerwania się i zabicia czasu, a tak to był taki bardziej wyalienowany. Nic nie mógł poradzić na to, że ludzie go wkurwiali i wolał trzymać się od nich z daleka.. większą przyjemność sprawiało mu mordowanie. Adral był takim wyjątkiem z reguły, którego jako jednego z nielicznych nie chciał sprzątnąć. Zbyt dobrze się z nim dogadywał, co jest istną rzadkością, jeśli chodzi o Alexisa, ale w tym przypadku to nie dziwne, bo od razu znaleźli wspólny język, więc uznał, że warto z nim trzymać, bo razem mogli dokonać znacznie więcej. Dlatego też nawet mu przez myśl nie przeszło, by go od siebie odpychać, ani tym bardziej zabijać.
Jeśli mu na kimś zależało, rzecz jasna też nie pozwalał na to, aby stała się mu jakakolwiek krzywda; byłby zdolny praktycznie do wszystkiego, byleby tej konkretnej osoby nie stracić. Choć oddanie za kogokolwiek życia to byłoby już za dużo.. Takie coś nie leżało w jego naturze, nie podjąłby się tego.. No nie wyobrażał sobie siebie, jako takiego, co się poświęca dla jakiejś osoby, by ta przeżyła… niezależnie od wszystkiego. Co to, to nie, cenił sobie życie, nie było mu spieszno na drugą stronę, a w tych czasach trzeba było być cholernie ostrożnym i uważnym, bowiem śmierć czyhała na każdym kroku.. Więc nie można oczekiwać z jego strony, że wskoczy w ogień, bo on nie z takich.. W związku z czym zwykle robi wszystko, byleby rozwiązać dane coś w taki sposób, ażeby obie strony na tym zbytnio nie ucierpiały i takie rzeczy nie były konieczne. I tyle.
Jak widać Adral nie musiał się czegokolwiek obawiać.. zwłaszcza, że dla Blackwooda wykonywanie przeróżnych zadań od Czarnego Pana było czymś na miejscu codziennym, także nic nie było dla niego straszne. Nawet jeśli Rosier nic mu nie powiedział o tym, iż też jest sługą Voldemorta, mógł się domyślić, że Alex też należy do tej samej organizacji, a naprawdę wiele cech, zachowań i odruchów na to wskazywały, a wraz z tym właśnie Mroczny Znak, wtopiony w pokaźną ilość tatuaży. Mniejsza jednak z tym, tak czy owak wyjdzie to na jaw i potem ich więź się jedynie wzmocni i niczego nie będą musieli więcej przed sobą ukrywać.
Ano, pewnie, u Alexisa mógł czuć się jak najbardziej bezpiecznie, no na pewno nikt się mu by na chatę nie wkradł, nie ma takiej opcji, nie pozwoliłby na to. Co do eliksirów.. cóż, zawsze miał do nich dryg, lubił się w nich babrać i to były jedne z tych zajęć, na które najchętniej za czasów Hogwartu uczęszczał, nie opuszczając ani jednej lekcji. Pewnie dlatego obecnie jest z nich wręcz wybitny. Ale czy można go nazwać mistrzem? Blackwood tak by o sobie raczej nie powiedział, no ale skoro inni go takim uważali.. niech będzie i tak. Owszem, często wychwalał jakieś swoje umiejętności, lecz też z tym nie przesadzał w drugą stronę. Alexis nienawidzi mugoli, ale te wszystkie rzeczy, którymi się posługiwali na tyle go intrygowały, że nauczył się z nich zwyczajnie korzystać, bo nie widział w tym niczego złego, wręcz były w wielu sytuacjach bardzo przydatne. Między innymi używał danych narzędzi do torturowania ludzi, jak mu się rzecz jasna nudzi i ma ochotę się nad kimś dłużej poznęcać. O tak, to jest to, co tygryski lubią najbardziej..
- W sumie typowe, wiem coś o tym.. więc nie mam ci za złe, że mi nic o tym nie powiedziałeś. - odparł spokojnie, zgodnie z prawdą, bo nie widział sensu w tym, by miał się o taką błahostkę na niego gniewać. Owszem, fajnie by było, gdyby go w to wciągnął, ale mówi się trudno, najwyżej kiedyś sobie to nadrobią w jakiś sposób. Cieszył się, że jego przyjaciel dochodził do siebie w tak szybkim tempie i stopniowo było z nim coraz lepiej. - Naprawdę nie musisz.. Jestem świadom, że dla mnie uczyniłbyś dokładnie to samo. Ale skoro tak bardzo chcesz mi się odwdzięczyć.. chyba wiem, jak dokładnie mógłbyś to zrobić.. - tu zabrzmiał dość tajemniczo, przesuwając językiem po wierzchniej części swoich warg. Uśmiechnął się do niego zawadiacko i w sposób, który nie wróżył nic dobrego, wręcz.. niegrzecznego. Nie był pewien, czy będzie tego chciał, ale spróbować zawsze było można.. Choć szczerze powiedziawszy już wcześniej miał na to ochotę, niemniej nie było jak dotąd dobrej okazji, aby to zrealizować. A skoro tak bardzo się uparł, by mu podziękować za ratunek.. nic nie stało więc na przeszkodzie. Dobra, może bywali w takich sytuacjach wiele razy, ale jeszcze nigdy się ze sobą nie przespali. Taka forma podzięki byłaby dla Alexisa najbardziej satysfakcjonująca.. no, ale wiadomo, jeśli temu się to nie spodoba, nie będzie go do tego zmuszał. I wcale nie musieli z tym czekać, mogli się za to zabrać równie dobrze po wszelkich wyjaśnieniach co i jak, bo czemu nie?
- Kij z nią, jeszcze ją dopadniemy.. Może to zabrzmi dość okrutnie, ale zabijanie to coś, co robię praktycznie na co dzień. Sprawia mi to wielką przyjemność.. nie mam problemu z ukatrupieniem jakiejś rodziny.. także do mnie z takimi akcjami możesz śmiało walić. - dodał jeszcze, nim przeszedł do konkretnych działań. Nie miał pojęcia, jak on zareaguje na te rewelacje i czy nie uzna go za psychopatę z piekła rodem, ale miał to gdzieś.. Kolejnych jego słów nie komentował, bo nie widział takowej potrzeby, jedynie wygiął usta w szatańskim uśmieszku. - W porządku, nic się nie stało. I tak, doskonale o tym wiem. - rzucił tylko tyle, nie rozgadując się zbytnio, tylko dlatego, że chciał czym prędzej sprawdzić, czy jego niecne plany będą mogły być wprowadzone w życie, a jako, iż wszystko zostało już wyjaśnione, temat można było uznać za zakończony. Blackwood też nie będzie musiał się kryć ze swoim Mrocznym Znakiem, bo sam miał tego serdecznie dość i nie było to łatwe. A teraz nie będzie to konieczne. Alexis usiadł obok niego na kanapie, zbliżając się do niego na niebezpieczną odległość, po czym położył dłoń na jego udzie i zaczął delikatnie gładzić to miejsce, dając mu dosadnie do zrozumienia, o co mu chodzi. Patrzył się na niego z pożądaniem, lecz nic więcej nie zrobił. Musiał się upewnić, że nie zostanie nagle odtrącony i pozwoli mu się odwdzięczyć tak, jak tego pragnął.
_________________

Oh! I've lost my fucking mind!
It happens all the time! 'Cause I can't stand myself, I'm an asshole baby! Oh! I'm fashionably late, I'm the one you love to hate, 'Cause I can't stand myself.. I'm an asshole baby!
 
 
   Podziel się na:  
Adral D. Rosier



Listen up, listen up There's a devil in the church

Pracownik MM i Sędzia Wizengamotu

29

Czysta

Wolny







100

Różdżka, omnikulary

Wysłany: 2016-03-27, 22:58   
   Mów mi: Piotr/ Casador


Adral był wychowany w taki a nie inny sposób i jego poglądy na temat czystości krwi były mu jakby z góry narzucone. Jednak będąc już w szkole zrewidował swoje poglądy na ten temat. Otóż widział, że i wśród czarodziei półkrwi jak i tych, którzy posiadali niewielką domieszkę czarodziejskiej krwi zdarzały się jednostki wybitne, z którymi Adral chciał się zadawać. Jednak mugolaków jakoś nigdy nie mógł strawić i nie była to przyczyna tego, że w jego domu panowały takie czy też inne poglądy. No ale o tym pewnie kiedyś jeszcze się pogada. Teraz na pewno nie było czasu na takie dyrdymały. Co do przyjaźni i ludzi Rosier rozumował podobnie do swojego przyjaciela. Sam wolał przebywać w samotności lub też w towarzystwie dwóch czy trzech osób, które darzył zaufaniem i przyjaźnią. Niestety, a może i stety nie było ich zbyt wielu. I choć Rosier wiedział, że koneksje czasem się przydają wolał zadawać się tylko z tymi, którzy byli tego warci. Oczywiście z ludźmi z domu trzymał się dość blisko jednakże nie była to taka silna więź jak z Alexisem jak i garstką innych osób, które wybierał sam Rosier. Do grona jego przyjaciół nie można było dostać się tak zwyczajnie. Osoba, która chciała trafić do grona jego przyjaciół musiała być wytypowana przez samego Adrala i to była jedna z najważniejszych rzeczy jaką Rosier kierował się w doborze swoich znajomości.
W sumie jeśli chodziło o poświęcanie się dla innych to Rosier byłby może to w stanie zrobić ale musiało zapanować i zgrać się parę zdarzeń i warunków, jakie na szczęście się jeszcze Adralowi nie przydarzyły i pracownik Ministerstwa miał nadzieję, że nigdy się nie zdarzą. No ale każdy wiedział, że przeznaczenie i los to bardzo krępujące i dziwne zjawiska, które zrozumieć mogą jedynie osobnicy obdarzeni odpowiednią mocą, a Rosier do nich nie należał. Adral również cenił sobie życie jednak tylko wówczas jeśli chodziło o jego własną skórę lub o skórę, któregoś z jego przyjaciół. W innych przypadkach miał w nosie co się stanie z osobą, która była w niebezpieczeństwie. Może i była to podwójna moralność jednak Rosier doskonale wiedział, że tylko jednostki potrafiące najlepiej przystosować się do sytuacji przetrwają ciężkie czasy i przyjdzie im cieszyć się z nadejścia takich, w których nie trzeba będzie cały czas walczyć o własne życie. Także wszystkie działania jak i kroki jakie podejmował Sędzia Wizengamotu były nie tylko przemyślane, ale i przeanalizowane na wszystkie możliwe sposoby. Oczywiście jeśli dało się rozwiązać sprawy związane z obroną czyjegoś tyłka polubownie zawsze wybierał to rozwiązanie, a przynajmniej jeśli nie był wściekły czy też zły, bo wówczas bywało różnie no ale wiadomo każdy wówczas działał inaczej i to nie podlegało żadnej dyskusji.
Teraz dopiero gdy jego przypuszczenia się potwierdziły Rosier mógł tylko odetchnąć z ulgą i spojrzeć na swojego przyjaciela nie tylko jak na kogoś, na kimś mu strasznie zależało lecz i jak na kogoś, w kim mógł dostrzegać swojego partnera. Cieszył się jak dziecko, z tego, że znów od czasu do czasu będą mogli stworzyć Dream Team z Hogwartu i po prostu zrealizować jakieś zadanie od początku do końca razem. Zresztą to, co czasem wyprawiali razem w szkole było na tyle szalone i niebezpieczne, że ich wyczyny, a przynajmniej te najbardziej spektakularne przechodziły do legend i krążyły one po korytarzach szkoły napawając innych uczniów nie tylko nabożnym lękiem jak i jakimś rodzajem czci, którego w sumie Adral nigdy nie mógł zrozumieć. Poza tym ich osobowości choć różniły się od siebie, były to tak niewielkie szczegóły, że gdyby ktoś miał ich oceniać tylko po tym mógłby się pomylić.
Adral wiedział, że w domu jego kumpla jest bezpiecznie. W końcu podobnie do niego samego Alexsis raczej również nałożył na swoją posiadłość jakieś zaklęcia ochronne, które na pewno powiadomiłyby Blackwooda o niebezpieczeństwie. Przecież Rosier miał pełno takich zabezpieczeń w domu i wiedział, że niektóre z nich nigdy nie będą miały okazji się sprawdzić, bo dwa poprzednie raczej zadziałają bezbłędnie. No ale wiadomo przezorny zawsze był ubezpieczony i tej dewizie hołdował Adral. Prawie nigdy nie wychodził z domu bez rzucenia na posiadłość zaklęcia ochrony totalnej, które było naprawdę ciężko złamać czy też przełamać, no ale on powinien strzec swoje tajemnice, szczególnie jeśli chodziło o to czym się zajmował w wolnym czasie. Adral też miał swoje ulubione przedmioty i mógł o sobie powiedzieć, że była to Transmutacja jak i Zaklęcia i Uroki. Zawsze to wchodziło mu najłatwiej i nie opuścił żadnej lekcji nawet jeśli kazali mu leżeć w łóżku potrafił wyjść ze skrzydła szpitalnego i siedzieć w ławce by tylko wysłuchać wykładu i nauczyć się czegoś ciekawego oraz praktycznego, co mógłby później wykorzystywać w życiu. To było coś, co niewątpliwie wyróżniało Adrala spośród innych uczniów. Jeśli natomiast o wszystkie mugolskie przedmioty, to tylko dwa czy trzy przypadły Rosierowi do gustu i rzeczywiście potrafił ich używać. Niestety resztę uważał, za bezużyteczne i wolał stosować magię do rozwiązywania niektórych spraw, do których mugole musieli używać swoich tak zwanych nowinek technologicznych.
- Musisz jednak wiedzieć, że chęć podzielenia się z kimś moją radością z powierzonego mi zadania, oraz dyskrecja, jaką musiałem zachować by ono się udało bardzo mocno we mnie walczyły i parę razy prawie byłem pod twoimi drzwiami by się tym podzielić. By prosić cię o to byśmy zrobili to razem jednak w końcu zdecydowałem się na samotną akcję i to było głupotą. Przyznaję. – powiedział lekko się uśmiechając jednak ten uśmieszek był inny i mógł wiele powiedzieć Alexisisowi. Wyrażał on nie tylko radość z tego, że jest z nim przyjaciel lecz też to, że dzielą ze sobą wspólny sekret, który Adral miał nadzieję zostanie nieodkryty. Jednakże coś jeszcze czaiło się w tym uśmiechu. Mogło to być zarówno określane jako dobre jak i jako złe i sam Adral nie wiedział skąd to mu się nagle wzięło.
- Wiem przyjacielu. Lecz kiedyś na pewno znajdziemy odpowiedni sposób by sobie dziękować za takie przysługi nawet jeśli nie będzie on należał do tych najbardziej pożądanych w świecie czarodziejów. – powiedział i lekko podniósł się na łokciach by lepiej widzieć całą postać przyjaciela. Jego dłonie, lekko zarysowane mięśnie pod skórą, tors, który był już od dawna czymś, co Rosier chciał dotknąć i przekonać się czy jest taki jaki sobie wyobrażał. Jednak wzrok dłużej zatrzymał na ustach Alexsisa. One od zawsze były przedmiotem, którego Adral dość mocno pożądał i o ile parę razy zdarzyło mu się je musnąć swoimi wargami gdy znajdowali się w dwuznaczynych dla niektórych sytuacjach to nigdy nie był pewny, czy Blackwood czuł to samo do niego.
- Tak masz rację do diabła na razie z tą mugolką. Jeśli raz ją wytropiłem, to na pewno wytropi się ją jeszcze raz, a wówczas dokończymy dzieła ale na pewno razem. Jej śmierć będzie dla mnie czymś co ukoronuje moje zadanie, ale oczywiście nie pozwolę jej tak łatwo ducha wyzionąć. – stwierdził i na chwilkę zapomniał się no i pogrążył się w swoich marzeniach. Widział w nich krew mugolki i jej trupa pod swoimi stopami. To było właśnie to czego pragnął i pewni by odpłynął w swoje marzenia na dłużej gdyby głos przyjaciela nie wyrwał go z tego dziwnego transu. Oczywiście Rosier nie skomentował tego tylko lekko skinął głową, że właśnie tak samo rozumuje jak i Alexsis i nagle z jego ust wyrwał się leciutki i dość cichy jęk. Pieszczota i sam dotyk tak wrażliwej części ciała jaką było niewątpliwie udo spowodowało u niego wybuch niespotykanej dotąd namiętności i silnego uczucia, z jakiego istnienia Adral zdawał sobie sprawę teraz wydawało się go wręcz palić od środka. Po chwili również na usta Rosiera wypełzł wiele mówiący uśmieszek i sam zaczął błądzić ręką po kanapie by tylko jego palce mogły spocząć na udzie czy też torsie przyjaciela. Gdy wreszcie udało mu się to zadanie odetchnął głęboko i sam zaczął kreślić małe kółeczka na torsie Blackwooda. Tym samym Roser również lekko się przysuwał do swojego przyjaciela, by po chwili będąc w dość dziwnej pozycji przygryźć mu leciutko płatek ucha. Tak właśnie Adral starał się przekonać swojego przyjaciela do tego, że go pragnie, a sam Rosier miał nadzieję, że nie zostanie odtrącony.
_________________


Listen up, listen up
THERE
IS
A devil in the church

(c)ˆVrolok
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.