Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Pub pod Trzema Miotłami
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-10-04, 12:25   Pub pod Trzema Miotłami

Pub pod Trzema Miotłami




- Zimno tutaj - mruknął mężczyzna, otrzepując z ramienia płatki śniegu.
Stali niemal na środku głównej ulicy, przemarznięci do cna szukając choć odrobiny ciepła w kieszeniach swoich płaszczy. Prużący z nieba puch okrywał delikatną warstwą ich ubrania, zdobił okoliczne budynki białymi kołdrami.
- Napiłbym się czegoś na rozgrzanie - dodał po chwili, chuchając w swoje zmarznięte dłonie.
- Co powiesz na Ognistą Whisky? - Jego towarzysz uśmiechnął się szeroko wskazując w stronę pubu należącego do madame Rosmerty. - Albo chociaż kremowe piwo, hę? Jest środek tygodnia, bar nie powinien być jakoś szczególnie zapchany, nie ma dzieciaków z Hogwartu.
Mężczyzna zerknął w stronę małego i niepozornego baru uśmiechając się pod nosem na myśl o jego ciepłych zakamarkach, po czym skinął wesoło głową. Oczywiście, że pójdą się napić.
 
   Podziel się na:  
Kai Rohstoff
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-13, 18:49   

/serio z góry przepraszam za jakość mojej pisaniny, noale przerwa robi swoje :)

Stąpając powoli po skrzypiącej od mrozu ścieżce, nie spodziewał się tłumów w Trzech Miotłach. Nie było jeszcze zbyt późno, dzień również nie był zbyt obfity w okazję do świętowania, toteż korzystając z okazji (drobne interesy w pobliżu, małe rozeznanie, krótkie spotkanie z dostawcą niezbyt legalnie zdobytych specyfików do jego nowego eliksiru) postanowił wstąpić. W końcu nic nie dodawało wieczorowi klimatu jak szklaneczka Ognistej, wysączona w tym jakże specyficznym miejscu.
Którego atmosferę poczuł natychmiast, stawiając pierwszy krok na udeptanej posadzce tego lokalu. Rozejrzał się powoli wokół, szukając dla siebie dogodnego miejsca, z zadowoleniem oceniając, że miał rację - okołosylwestrowa gorączka ogarnęła wszystkich amatorów zbyt dużej ilości kremowego piwa, chwilowo zmieniając (najwyraźniej) miejsce ich stołowania na coś bardziej... modnego? Aż zachciało mu się prychnąć w duchu. Tylko mugole mogli wylansować tak bzdurne tradycje, jak podążanie za tym, co akurat postanowiono uważać za modne.
Bez pośpiechu zamówił dla siebie drinka i usiadł przy jednym ze stolików. Raczej na widoku, nie bawił się w jakieś ciemne zakamarki i ukrywanie się. Gdy nie musiał, po co to robić? Wziął łyk, bez żadnego krzywienia się, zastanawiając się od jak dawna trwa w dziwnym stanie jakże miłej izolacji od wzmożonych kontaktów międzyludzkich.
 
   Podziel się na:  
Elise Swain-Ellis



Człowiek wie, że to miłość, kiedy chce przebywać z druga osobą i czuje, że ta druga osoba chce tego samego.

Uzdrowicielka

35

Półkrwi

żona Daliena







32

różdżka, kociołek, dwukierunkowe lusterko (drugie ma Dalien Ellis), teleportacja łaczna, mikstura spokoju, eliksir Słodkiego Snu, eliksir Wytrzeźwienia, eliksir uspokajający, dwukierunkowe lusterko (1 para), bezoar x1

Wysłany: 2014-10-13, 19:49   
   Mów mi: Angie
   Multikonta: Barty Jr, Severus, Finneas, Morton, Seren, Laisrean


Gdy Elise weszła do środka Pubu pod Trzema Miotłami od razu skierowała swoje kroki do baru. Musiała się napić czegoś... niekoniecznie mocniejszego, ale po prostu czegoś, co na chwilę odciągnie jej myśli od ostatnich wydarzeń. A co takiego się stało, że potrzebowała chwili zapomnienia? Otóż tak: kiedy wszystko wydawało się iść dobrze, po jej myśli, kiedy ona i jej były mąż przygotowywali kolację - wspólnie, tak - nagle sprzęty kuchenne w domu byłej pani Ellis zaczęły wariować, a po chwili - na szczęście Dalien zachował zdrowy rozsądek i teleportował się razem z żona przed dom, zanim ten spłonął. Tak, spłonął. Ukochany domek pani Swain... Nadal nie mogła się po tym otrząsnąć, stąd właśnie jej wypad do Trzech Mioteł. Kochała Daliena, ale mieszkanie z nim pod jednym dachem było tym trudniejsze, im mocniej go kochała... gdyby już kompletnie nic pomiędzy niby nie było to jeszcze, jeszcze, dałoby się przeżyć. Ale w takiej sytuacji... naprawdę było ciężko.
Zamówiła sobie jakiegoś kolorowego drinka i odwróciła się od baru, by znaleźć sobie jakieś miejsce. Było parę wolnych stolików, ale jej uwagę zwrócił już zajęty przez jakiegoś chłopaka stolik... i to nie byle jakiego chłopaka! Znała go, miał na imię Kai i był alchemikiem. Czy wiedziała o nim coś więcej? Niewiele, ale to chyba nie przeszkadzało by mogła się do niego dosiąść, prawda? Podeszła więc do stolika i uśmiechnęła się nieco niepewnie, kładąc dłoń na oparciu krzesełka. Wolnego krzesełka, spokojnie, żeby nie było, że starsza kobieta bierze się za takiego młodzika.
- Cześć. Mogę usiąść i trochę Ci poprzeszkadzać?
 
   Podziel się na:  
Yannis A. Yaxley
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-14, 17:42   

„Musimy się zobaczyć” – taki list dostała Mary od Yannisa dziś rano. Sowę wysłał zaraz po spotkaniu z Leo, ale nie oczekiwał, że doleci ona jeszcze tej samej nocy. Sam nie wiedział co ma zrobić, jak sobie z tym poradzić. Został zbombardowany wiadomościami i musiał z kimś porozmawiać. Miał tylko nadzieje, że Mary nie będzie zajęta i że nie uciekła gdzieś na drugi koniec świata. Mógłby pomóc jej uciec i to nie był problem, rozumiał wszystko. Miała swoje problemy w końcu ślub z kimś kogo poślubić się nie chce komplikuje życie zdecydowanie. Chciał ją zobaczyć bo się o nią martwił, ale też dlatego, że chciał się wygadać. Nie wiedział co ma zrobić. Oczywiście nie zostawi Leo z brzuchem, nie było takiej opcji nawet. Będzie ojcem, bo już nim jest, ale nie był pewny czy chce być z nią jako z kobietą. Oszukała go, zostawiła i pozwoliła by przez te parę miesięcy dosłownie wariował. Mogło się jej coś stać, mogła leżeć martwa w jakimś rowie. Wystarczyłby list, niczego więcej nie chciał. Teraz nie miało to zresztą sensu. Rozpamiętywanie tego nie pomagało mu podjąć decyzji. Martwił się o nią nawet teraz. Rozstali się, kiedy była taka przygnębiona, a co jeśli znowu ucieknie? Nie mógł tak myśleć. Czuł nad sobą odpowiedzialność, która miała zmienić jego życie automatycznie i właśnie dlatego chciał się spotkać z Mary. Była jego siostrą bliźniaczką, drugą połówką, która zawsze stawała po jego stronie, walczyła dla niego, a on dla niej nawet wtedy, kiedy byli daleko od siebie. Siedział teraz przy stoliku w Pubie. Nie lubił tutaj przychodzić. Jeszcze jak był młodszy przychodził tu czasami z ojcem, który nie miał go z kim zostawić i ciągnął po bardzo dziwnych miejscach mając nadzieje, że kiedy Yannis dorośnie będzie taki jak on. Coś nie wyszło staruszku. W ręku trzymał podwójną whisky. Picie było dobrym pomysłem? Raczej nie, ale nie mógł pozbyć się świadomości, że właśnie alkohol da jego głowie chwile odpoczynku. Miał zwyczajnie nadzieje, że siostra przyjdzie. Nie zostawi go z tym, musiała czuć w jego liście determinacje i zagubienie, które go przepełnia.
 
   Podziel się na:  
Marylin Yaxley
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-27, 01:28   

Sowa z samego rana to hit, działa lepiej niż jakikolwiek inny budzik. Szczególnie po nieprzespanej nocy, miała dość ciągłego myślenia o tym jak się z tego bałaganu wyplątać. Dlatego w sumie miała zamiar olać wszelkie obowiązki jakie zaplanowała na dzisiejszy poranek i spać. No, ale jak tutaj spać jak jakieś uparte ptaszysko dobijało się od świtu do okna? W końcu zlitowała się nad sową i odebrała list. Czytając szybko jego zawartość prawie natychmiast się ocuciła. Najprawdopodobniej mogła się mylić, ale wyczuwała, że jak Yannis prosi o spotkanie, to nie jest to związane z tym jaki sweterek dobrać do spodni tylko coś poważnego. Natychmiast odpisała by spotkali się po południu w Pubie pod Trzema Miotłami i odesłała sowę z listem. Chociaż korciło ją by olać wszelkie plany i ruszyć natychmiast do brata. W końcu wtedy prawdopodobnie przestała by myśleć o swoim marnym losie jaki tatuś jej przysporzył, bo nawet jej kot nie chciał już słuchać tych narzekań.
Jak zawsze musiała się odrobinę spóźnić, bo by to nie była Marylin. Kiedy ona ostatnio się gdzieś nie spóźniła. Miała tylko nadzieje, że Tony nie czekał na nią długo. Teleportowała się do Hogsmeade i praktycznie biegiem wparowała do pubu. Usiadła na przeciwko brata, na wstępie miała mu posłać swoją przepraszającą minkę, ale wystarczyło jedno spojrzenie na Tonego i od razu wiedziała, że coś jest nie tak. On i whisky o tej porze dnia?
-Oho. Co się stało? - spytała natychmiast zabierając bratu szklankę z ręki i samemu upijając łyka lekko się przy tym krzywiąc. Jak można pić whisky? Przecież to okropne i gorzkie. Po raz pierwszy odkąd wrócił do Londynu martwiła się o bliźniaka, bo na prawdę wyglądał jakby go właśnie smok zjadł i wypluł.
 
   Podziel się na:  
Yannis A. Yaxley
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 18:26   

Ta cała sytuacja po prostu go już przerastała. Już nie mówiąc o tym, że nadal był w szoku. Zaczął się przyzwyczajać do tego, że jej nie ma. Martwił się o nią, jego myśli codziennie błądziły nad jej imieniem, ale mimo wszystko zaczął się powoli do tego wszystkiego przyzwyczajać. A teraz? Ona pojawia się przynosząc mu nowinę, że będzie ojcem. Mało tego, że musi zapanować nad swoimi emocjami pod względem, że ona tutaj jest to jeszcze to, że nosi jego dziecko. Zostawiła go wiedząc, że jest w ciąży. Ironia. Chłopak zirytowany ścisnął mocniej szklankę w dłoni. Ognista była chyba jedyną rzeczą w tym momencie, która mogłaby mu pomóc się ogarnąć. Albo właśnie odwrotnie. Może i powinien swój problem załatwić sam, przyzwyczaił się do tego, ale wrócił do domu. Miał Mary pod ręką. Chciał, aby z nim porozmawiała. I tak, chciał unikać tego całego tematu. Tego dlaczego wrócił i dlaczego tak nagle. Udawanie nie wychodziło mu zbyt dobrze. Kiedy w końcu Mary pojawiła się w pubie, chłopak podniósł na nią wzrok, a jego kącik ust uniósł się leniwie. Już chciał upić łyk ognistej, kiedy ta zabrała mu szklankę. Nie protestował tylko po prostu machnął ręką do barmana, aby przyniósł im jeszcze jedną co chyba zrozumiał, bo zaraz przed Mary stała jej własna ognista. Nie obchodziła go godzina. Tak naprawdę nie obchodziło go to co ktoś sobie o nim pomyśli. Nie był typem takiego człowieka. Uśmiechnął się bez śladu wesołości na jej słowa. – Powiedź mi jak to jest, że jak jedno z nas ma problem to zaraz drugie też go ma. Nie powinno być to jakoś stopniowo? Nie powinny ustawiać się w kolejkę? – prychnął z litością dla swojej ironii. Wypił kolejny łyk trunku i chwile potem jego szklaneczka była już pusta. Znowu machnął do barmana, a ten tym razem przyniósł mu całą butelkę. – Mam przechlapane. –powiedział przez zęby.
 
   Podziel się na:  
Michael Buckner
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-09, 21:57   

Właściwie od czasu spotkania z Alchemikiem, które swoją drogą nastąpiło niedawno, góra dwa dni temu, Michael był w wyśmienitym nastroju i jakoś nic ani nikt nie było w stanie go zdenerwować ani zepsuć mu tego cudownego humoru. Nie chciał jednak siedzieć w domu - prawdę mówiąc rozważał nawet możliwość sprzedaży domu i kupna jakiegoś niewielkiego mieszkania, żeby tylko nie żyć w domu, który dzielił z Clarissą, ale to było jeszcze do przemyślenia i przedyskutowania z kimś innym, z kimś, kto mógłby spojrzeć obiektywnie na tą sprawę. Na razie postanowił wyrwać się z tych czterech ścian i wybrał się do Pubu pod Trzema Miotłami, który znajdował się rzecz jasna w Hogsmeade. Nie spodziewał się, że spotka tu kogoś znajomego, prawdę mówiąc nawet nie przeszło mu to przez myśl. Chciał po prostu pobyć sam, chociaż jeśli nawet ktoś by się do niego przysiadł - nie miałby nic przeciwko temu. Czasem dobrze sobie z kimś pogadać, zwłaszcza jeśli spędziło się wcześniej kilka tygodni, w zupełnie obcym sobie kraju, gdzie nie znał nikogo, nie znał języka... ciężko rozmawiać w takiej sytuacji. W każdym razie - wszedł do Pubu i skierował swoje kroki w stronę baru, gdzie usiadł, zamawiając sobie piwo kremowe. Nie miał na razie zamiaru się upijać, może później zmieni zdanie. Po chwili, gdy dostał zamówienie, skierował się z kuflem do jednego z wolnych stolików, zajął miejsce i wyciągnął nogi pod stolikiem, siadając wygodnie. Chwilę później, mocząc usta w piwie, rozejrzał się dookoła, zwłaszcza po idących za oknami ludziach. Może tam dostrzeże kogoś znajomego...?
 
   Podziel się na:  
Ebony Parkinson
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-10, 22:33   

Rozejrzała się dookoła nie mogą powstrzymać uśmiechu, gdy przemierzała ulice Hogsmeade. Dawno nie odwiedzała wioski, a pobyt tutaj zawsze przywoływał wspomnienia, gdy jeszcze jako uczennica Hogwartu odwiedzała to miejsce w czasie weekendów. Początkowo chciała namówić Herberta, aby udał się on z nią tutaj, ale po ich wczorajszej rozmowie wolała na razie dać mu od siebie odpocząć. Hogmeade mimo upływu lat nie zmieniło się wcale, lecz był to jeden z atutów tej wioski- zawsze pozostawała niezmieniona. Minęło już sporo lat od kiedy jako nastolatka biegała tymi ulicami, a miejsce to ciągle pozostawiało dla niej równie magiczne co za pierwszym razem. Może miało na to wpływ, że mieszkają tu sami czarodzieje, a może sentyment za czasami szkolnymi. Zapewne druga opcja, gdyż to właśnie sentyment sprawił, że przybyła tutaj dziś. A może tęsknota? Weszła do pubu chowając się przed zimnem i z przyjemnością przyjmując otulające ciepło. Przystanęła chwilę na progu, aby otoczyć wzrokiem całe pomieszczenie. Było tak samo jak zawsze i podobało się jej to niezmiernie. Nigdy nie lubiła zmian i ta wioska chyba równie mocno. Już miała podejść do baru, gdy nagle zamarła spostrzegając dobrze jej znanego mężczyznę przy jednym z stolików. Michael. Jego widok od razu przywołał obrazy osoby, o której starała się myśleć jak najmniej, a zarazem to jej obraz nawiedzał ją najczęściej. Samo myślenie o Clariss sprawiało, że czuła tęsknota, której, jak dobrze wiedziała, nie będzie mogła zaspokoić. Nie widziała go tak dawno, chyba od dnia kiedy dowiedziała się o jej śmierci. Sama pamięta ten dzień dosyć mgliście, tylko poszczególne obrazy, które nijak nie łączyły się ze sobą w całość. Nigdy nie miała ochoty jednak wracać do tego dnia. W końcu wzięła się w garść i ruszyła do baru, zamówiła piwo kremowe i ruszyła w stronę stolika.
- Witam.- przywitała się z nim, siadając naprzeciwko niego. Patrzyła na niego dłuższą chwilę, uświadamiając sobie, że tak dziwnie nie widzieć obok niego swojej przyjaciółki.- Dawno Cię nie widziałam. Byłam raz u Ciebie, ale nikogo nie zastałam, nie próbowałam więcej.- powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Nie widziała go ani w pracy ani na nigdzie na mieście. Stwierdziła, że zapewne potrzebował czasu, jak oni wszyscy.- Jak się czujesz?- zapytała, pijać piwo, które mimo tych wszystkich wydarzeń, również smakowało tak samo.
 
   Podziel się na:  
Alistair Carrow



The path is clear for us to rule.

Minister Magii

36

Czysta

Żonaty







740

różdżka, zdolność przywołania Patronusa, Eliksir Nieprzeniknionej Mgły (3szt), omnikulary, teleportacja łączna, dwukierunkowe lusterko

Wysłany: 2015-04-12, 19:26   
   Multikonta: L. Jones, W. Bagman, D. Fawley


/ przed grą z Lukiem.

Alistair postanowił się umówić z Amosem, już i tak doniósł na niego do Czarnego Pana, jednak warto było się nim spotkać, trochę poudawać, utrzymać pozory i inne tego typu rzeczy. Alistair po pracy wrócił do domu, by się przebrać, a następnie teleportował się do Hogsmeade. Już z dala ludzie do niego krzyczeli "Dzień Dobry Panie Ministrze" i na każde takie powitanie odpowiadał z uśmiechem na ustach. Wszedł do pubu i zdjął swój płaszcz, po czym usiadł przy jednym z wolnych stolików i zamówił fusiastą kawę bez dodatków. Usiadł i czekał na Amosa.
_________________
alistair carrow
baby, i'm a sociopath, sweet serial killer on a warpath. i left a love note said you know i love the thrill of the rush. my black fire's burning bright maybe I'll go out tonight, we can paint the town in black.

@marclévy ≈ vous revoir › © alaska.

 
   Podziel się na:  
Amos Diggory



---

Auror

25

Czysta

Ponownie żonaty







255

Różdżka Finna, teleportacja łączna, Zaklęcie Fideliusa

Wysłany: 2015-04-12, 19:45   
   Multikonta: Sebastian


/ po grze z Anneliese, 25 luty /

Amos nie miał takiej możliwości, by zaraz po pracy, móc wrócić do domu, ogarnąć się i przyjść na spotkanie. Ophelia liczyła, iż jej mąż wróci do domu, by zjeść chociaż obiad. Zapowiedział jej, żeby nie czekała na niego z tym obiadem, bo sam nie wie, czy zdoła po pracy wrócić do domu. Zawód aurora, nie zawsze ma konkretny harmonogram pracy i często może się zmieniać.
Dzisiejszego dnia, w Ministerstwie miała miejsce rozprawa Carmen Bulstrode. Na jego piętrze, dużo się mówiło o tej śmierciożerczyni, która sama sobie zapracowała na celę w Azkabanie. Wszyscy byli przekonani co do wyniku, że zostanie zamknięta.
Nie zagłębiając się w mijający dzień Amosa, mężczyzna przybył do pubu lekko spóźniony. Alistair zdążyłby już posmakować swojej kawy.
Diggory wszedł do pubu i rozejrzał się w poszukiwaniu Carrowa. Gdy go dostrzegł, podszedł do jego stolika.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie, ale dopiero skończyłem pracę.
Wyciągnął w jego kierunku dłoń na przywitanie, by ją uścisnąć, po czym zdjął kurtkę i powiesił na krześle, na przeciwko szwagra, na którym zaraz także usiadł. Kiedy podeszła do niego kelnerka, z pytanie o zamówienie, poprosił o kawę z mlekiem.
_________________
Amos Amos
 
   Podziel się na:  
Alistair Carrow



The path is clear for us to rule.

Minister Magii

36

Czysta

Żonaty







740

różdżka, zdolność przywołania Patronusa, Eliksir Nieprzeniknionej Mgły (3szt), omnikulary, teleportacja łączna, dwukierunkowe lusterko

Wysłany: 2015-04-12, 20:17   
   Multikonta: L. Jones, W. Bagman, D. Fawley


Alistair miał dość napięty harmonogram dnia 25 i w pracy też spędził jakieś troszeczkę, tak troszeczkę dłużej niż zazwyczaj. Dlatego nie wstawił się na procesie Carmen. W duszy marzył o tym, by dziewczyna zgniła w Azkabanie za to co zrobiła. Mimo tego, że sam przyszedł spóźniony, to i tak był pierwszy i chwała za to, że aurorzy są spóźnialscy. Alistair kiepsko by wypadł, gdyby przyszedł spóźniony na spotkanie ze szwagrem.
Carrow siedział i sączył już swoją kawę. Spojrzał na zegarek, który miał na ręku. Alistair zrobił w papierach małe poszukiwanie informacji na temat swojego szwagra. Auror, 25 lat, ojciec, żonaty. Z papierów w ministerstwie naprawdę wiele można się dowiedzieć na temat człowieka. Ministerstwo rejestrowało wiele rzeczy, małżeństwa, zawody, wykształcenie. A Alistair miał dostęp do wszystkiego. Trzeba umieć się ustawić w życiu, prawda?
Widząc Amosa, uśmiechnął się ciepło i podniósł się z miejsca, by przywitać się z mężczyzną na stojąco. Uścisnął jego dłoń, po czym znów usiadł na swoim miejscu.
- Rozumiem... Godziny pracy biura aurorskiego są dość... elastyczne.
Alistair zrobił krótką przerwę przed ostatnim słowem, szukając w miarę odpowiedniego określenia na to co chciał powiedzieć.
- Najważniejsze, że już jesteś...
Dorzucił po chwili z lekkim uśmiechem na ustach, po czym napił się łyka kawy. To spotkanie się zapowiadało po prostu wspaniale.
- To spotkanie w Kotle... Tak nagle i bez zapowiedzi. To nie było chyba najlepsze możliwe rozwiązanie.
Wzruszył lekko ramionami i spojrzał na Amosa.
_________________
alistair carrow
baby, i'm a sociopath, sweet serial killer on a warpath. i left a love note said you know i love the thrill of the rush. my black fire's burning bright maybe I'll go out tonight, we can paint the town in black.

@marclévy ≈ vous revoir › © alaska.

 
   Podziel się na:  
Amos Diggory



---

Auror

25

Czysta

Ponownie żonaty







255

Różdżka Finna, teleportacja łączna, Zaklęcie Fideliusa

Wysłany: 2015-04-12, 21:19   
   Multikonta: Sebastian


Nie tylko Alistair miał dostęp do ważnych dokumentów pracowników w Ministerstwie, aurorzy także posiadali do nich dostęp, kiedy potrzebowali jakichś danych na czyjś temat. Pomocne to jest w przypadku prowadzonych śledztw lub przy procesach. O Alistairze Amos co nieco wiedział już wcześniej, jak ten kandydował na Ministra Magii. Każdy w tym czasie chciał o nim wiedzieć więcej. Jednak żaden z nich nie myślał, że staną się rodziną i to przez przypadek. Anneliese jakoś nie przygotowała ich na to spotkanie dość dobrze, choć to raczej niespodziewanie Alistair przybył do dziurawego kotła.
- Niestety. Nie mam na to wpływu.
Przyznał, co w sumie Alistair powinien wiedzieć, bądź domyślać się, jak działa biuro aurorów. I tak pracowali na dwie bądź trzy zmiany.
Skinął głową w potwierdzeniu na stwierdzenie szwagra i zajął swoje miejsce, kiedy powitanie mieli za sobą. Wtem Carrow przeszedł już do rzeczy, w celu jakim się tutaj spotkali.
- Nie było. Często się urywasz z pracy, by zobaczyć Anne?
Zadał mu pytanie, w tym samym czasie otrzymawszy swoją kawę, za którą podziękował kelnerce i przysunął sobie filiżankę na talerzyku bliżej siebie.
- Czasu i tak nie cofniemy.
Westchnął i spojrzał na Alistaira.
- Przepraszam za to, co wtedy powiedziałem... Emocje wzięły górę.
Wiedząc, że i tak ma kiepską sytuację, to jednak postanowił przeprosić i ten "konflikt" załagodzić chociaż minimalnie. Pewny był tego, że Carrow jest śmierciożercą, lecz kiedy Anne go ostrzegła, zrozumiał swój błąd. Tak nagle też nie mógł wyjechać, zniknąć. Byłoby to zbyt podejrzane. Przez tę noc, przemyślał swoją sytuację i chyba wiedział co uczyni. Weźmie urlop, lecz przed tym, musi z kimś jeszcze porozmawiać.
_________________
Amos Amos
 
   Podziel się na:  
Alistair Carrow



The path is clear for us to rule.

Minister Magii

36

Czysta

Żonaty







740

różdżka, zdolność przywołania Patronusa, Eliksir Nieprzeniknionej Mgły (3szt), omnikulary, teleportacja łączna, dwukierunkowe lusterko

Wysłany: 2015-04-12, 21:39   
   Multikonta: L. Jones, W. Bagman, D. Fawley


Takie uroki bycia aurorem, życie w strachu o życie swoje i swoich bliskich, wracanie późno do domu, ryzykowanie życia za ogół i inne tego typu pierdoły. Alistair nigdy nie rozumiał logiki aurorów i nigdy nie zrozumie tego, jak można chcieć żyć takim życiem. No ale to może dlatego, że był po prostu egoistą? Tak, to pewnie było spowodowane tą cechą jego charakteru.
Słysząc jego pytanie, spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.
- Najczęściej widujemy się już po pracy, jednak Anne rano źle się czuła. Uparła się by iść do pracy, mimo że sugerowałem jej by została w domu. Miałem chwilę wolnego między spotkaniami, więc postanowiłem wpaść, sprawdzić jak się czuje.
Odparł spokojnie i jak najbardziej szczerze. Naprawdę martwił się o swojego potomka, nie było w tym chyba nic dziwnego. A Anne to też uparta kobieta, zamiast zrobić sobie dzień wolny, to ona popędziła do pracy, jakby zależeć od tego miało całe jej życie. Ehh.. kobiety. Alistair spojrzał na Amosa i wzruszył delikatnie ramionami.
- Nie masz za co przepraszać... oboje byliśmy zdenerwowani. Z Anne znam się od długiego czasu, jednak nawet nie wiedziałem, że ma brata.
Odpowiedział i napił się łyka kawy. Nie zamierzał ciągnąć wątku swojego rzekomego śmierciożerstwa i oskarżeń Amosa. Wolał przerzucić temat na coś innego, na coś nie związanego z nim samym. Wiedział wcześniej o tym, że Anne ma brata, ale nie usłyszał nigdy tego z ust Anneliese, nawet przed ślubem.
_________________
alistair carrow
baby, i'm a sociopath, sweet serial killer on a warpath. i left a love note said you know i love the thrill of the rush. my black fire's burning bright maybe I'll go out tonight, we can paint the town in black.

@marclévy ≈ vous revoir › © alaska.

 
   Podziel się na:  
Amos Diggory



---

Auror

25

Czysta

Ponownie żonaty







255

Różdżka Finna, teleportacja łączna, Zaklęcie Fideliusa

Wysłany: 2015-04-12, 23:22   
   Multikonta: Sebastian


Niektórzy aurorzy rezygnują z życia rodzinnego, prowadząc samotny tryb życia, nie wiążąc się z nikim, nie zakładając swoich rodzin. Inni podejmują się tego ryzyka, przez co później mają życie w strachu o ukochane osoby. Nikt nie mówił, że zawód aurora jest łatwy. To jeden z najgorszych w ministerstwie, gdzie można stracić życie.
- Rozumiem.
Stwierdził na odpowiedź Alistaira.
- Anne bywa uparta, czasami ciężko do niej dotrzeć.
Przyznał szczerze, samemu wiedząc ile spraw ciężko było z nią ustalić. Choćby wybić jej z głowy pomysł ze śmierciożercami. Ujrzenie na jej przedramieniu mrocznego znaku, niemal wyprowadzało go z równowagi. Ją w sumie także.
To że Anne tamtego dnia źle się czuła, Amos to zauważył. Łapał ją nawet na schodach, prawie by mu zemdlała.
- Podobnie jak ja... Nie wiedziałem, że ma ona kogoś. I że to jesteś akurat Ty.
Byli w podobnej sytuacji. Jedna kobieta, mająca brata i teraz męża, gdzie oboje nie wiedzieli, że są już rodziną. Szkoda, że Anne wcześniej ich sobie nie przedstawiła. Uniknęłaby nieprzyjemnej wymiany zdań, między swoim mężem i bratem.
- Nadal nie mogę przywyknąć do tego, że Minister Magii jest moim szwagrem.
Uśmiechnął się pokręciwszy głową. Nie często się człowiek z takimi nowościami spotyka. Upił łyka swojej kawy, delektując się jej smakiem.
_________________
Amos Amos
 
   Podziel się na:  
Alistair Carrow



The path is clear for us to rule.

Minister Magii

36

Czysta

Żonaty







740

różdżka, zdolność przywołania Patronusa, Eliksir Nieprzeniknionej Mgły (3szt), omnikulary, teleportacja łączna, dwukierunkowe lusterko

Wysłany: 2015-04-12, 23:45   
   Multikonta: L. Jones, W. Bagman, D. Fawley


Alistair wolał swoją ciepłą posadkę Ministra Magii, niż ganianie za tak zwanymi "przestępcami". Powypełniać papiery, objebać parę osób, rządzić, bawić się w dyplomację. I tak dalej, to był jego żywioł. Chodzenie na patrole i poświęcanie się dla ogółu... nie. Może gdyby ktoś go nie znał, a Alistair dalej by grał swoją śpiewkę, kto ktoś mógłby pomyśleć, że z Alistaira wielki altruista. No ale ci co go znali, znali też prawdę o nim. Uśmiechnął się szeroko i spojrzał na Amosa.
- Wiem... już zdążyłem się o tym niejednokrotnie przekonać.
Obgadywanie co nie co własnej żony, ze szwagrem zawsze spoko. No ale Anne bywała uparta i Alistair miał okazję się już o tym przekonać. Mimo tego, że miał na nią ogromny wpływ, to i tak czasem bywała w niektórych kwestiach bardzo uparta.
- Taa... to musiał być nie mały szok dla ciebie, prawda?
Alistair nie miał takiego problemu, no co... auror jak auror. Jednak Amos nagle się dowiedział, ze jego szwagrem jest zarządca magicznego świata w Wielkiej Brytanii, to mógł być nie mały szok dla brata dziewczyny z dziurawego kotła.
- Cóż.. z czasem pewnie przywykniesz, bo teraz będziemy zapewne widywać się częściej.
Alistair wzruszył delikatnie ramionami i spojrzał na Amosa, po czym napił się kawy.
_________________
alistair carrow
baby, i'm a sociopath, sweet serial killer on a warpath. i left a love note said you know i love the thrill of the rush. my black fire's burning bright maybe I'll go out tonight, we can paint the town in black.

@marclévy ≈ vous revoir › © alaska.

 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.