Nobody can save you now... Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Sklep Ollivandera
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Wysłany: 2014-08-30, 20:44   Sklep Ollivandera

Sklep Ollivandera




- Nie chce! - krzyknął chłopiec, który ręka i nogami zapierał się by nie wejść do sklepu Pana Ollivandera. Ojciec chłopca jednak nie słuchał jego sprzeciwów i w końcu wziął go na ręce i wprowadził do sklepu. - Mów. -rozkazał ojciec wskazując głową na stojącego przy blacie zdezorientowanego Ollivandera. - Mów bo nie ręczę... -zaczął ojciec podnosząc rękę na co chłopiec od razu zaczął mówić. - Zgubiłem różdżkę. -mruknął bardzo cicho. - Co zrobiłeś? -zapytał właściciel sklepu. - Zgubiłem... różdżkę. Naprawdę nie chciałem. Proszę mnie nie karać. - dodał cicho chłopiec. - Karać? Czemu miałbym Cię karać. - tu właściciel spojrzał na ojca i od razu zrozumiał. - Chodź znajdziemy Ci inną różdżkę. To może chwile potrwać. Myślę, że może Pan spokojnie iść kontynuować zakupy, a my zaraz dobierzemy odpowiednią różdżkę. -powiedział do ojca chłopaka i nie patrząc czy ten wychodzi czy nie ruszył korytarzem kartonowych pudełeczek.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 00:28   

/Około dwóch dni po Sylwestrze

Zabrzmiał dźwięk dzwonka w momencie, gdy otworzyłam drzwi. Jego niespokojna melodia powtórzyła się wraz z szczękiem zawiasów gdy je domykałam rozluźniając swój płaszcz. Ciepło spokojnego, podobnego do biblioteki sklepu uderzyło mnie na tyle, że rozpięłam go na dobre.
Trzymając rękę w kieszeni przerzucałam w dłoni znajdujące się tam galeony. Pożyczyłam je od brata. Sama znajdowałam się w małym finansowym dołku z powodu braku pracy. Musiałam coś sobie znaleźć, lecz do tego czasu liczyłam na jego pomoc. Nie prosiłabym go o taką przysługę, gdyby nie to, że różdżka była przedmiotem pierwszej potrzeby. Bez niej ani rusz, a drugi z Kazijskich na szczęście był na tyle wyrozumiały, by to zrozumieć, mimo, że mu także się nie przelewało.
Na wprost było biurko - jak zrozumiałam, była to lada sklepu. Tyle, że nie było sprzedawcy. Ten prawdopodobnie powinien się zaraz pojawić ostrzeżony dźwiękiem dzwonka, dlatego bez niepokoju postanowiłam chwilę odczekać nim brak obecności kogokolwiek mnie zaalarmuje. W międzyczasie postanowiłam przyjrzeć się stojącym nieopodal półkom. Zainteresowanie, które we mnie wzbudziły szybko zniknęło z racji wszechobecnego kurzu oraz faktu, że nie potrafiłam rozszyfrować niektórych skrótów zapisanych na pudełkach.
Było podobnie jak u bułgarskiego wytwórcy różdżek, ale na swój sposób zupełnie inaczej. Wystrój był praktycznie identyczny, ale jeśli chodziło o czystość i dbałość prowadzenia sklepu Olivander był daleko z tyłu. Mógł to nadrobić jakością obsługi, bo bułgarski różdżkarz w moim mniemaniu do najprzyjemniejszych nie należał, lecz by to się stało, takowa wpierw musiała się pojawić.
Podeszłam do biurka, zauważyłam na num dzwoneczek. Nacisnęłam go bez wahania, w cichym sklepie rozbrzmiał dźwięk podobny do dwóch poprzednich. Ziewnęłam, choć e tym przypadku nie z nudów. Wciąż byłam trochę zmęczona po sylwestrze, który dał mi się mocno we znaki.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-20, 00:56   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Mort drgnął, słysząc dzwonek do drzwi. Znów opadła go fala strachu, jak za każdym razem, kiedy słyszał, że drzwi się otwierają - bał się, że jednak po niego przyszli, że chcą dokończyć to, czego nie udało im się dokonać w Sylwestra, że chcą go zabić, a wcześniej torturować. Chwycił mocno różdżkę w drżącą dłoń i skierował ją w stronę drzwi, na razie nie wychylając się zza półek i udając, że go nie ma. Słuchał.
Śmierciożercy raczej już by narobili bałaganu i hałasu, rozwaliliby półki... Mort uznał więc, że to nie oni. Powoli opuścił różdżkę, ale wciąż miał ją w pogotowiu, na wszelki wypadek. Słysząc dzwonek, wysunął powoli jedno oko zza półek, a wodząc za ladą sympatycznie wyglądającą dziewczynę, powoli wyszedł z zaplecza, trzymając różdżkę przyłożoną do uda, trochę z tyłu, tak, żeby potencjalna klientka niczego nie zauważyła. Uśmiechnął się do niej dość nerwowo, wciąż wpatrując się w nią podejrzliwie.
- Słucham, czym mogę pani służyć? - zapytał usłużnie, a jego głos wprost ociekał lukrem.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 12:42   

Spodziewałam się kogoś innego. Zgodnie z opowieściami brata Ollivander miał już trochę na karku, zaś sprzedawca, który pojawił się z zaplecza był w kwiecie wieku. Uniosłam na chwilę brwi zdziwiona, tak jakby miał brudną twarz lub sterczące włosy. Mimo, że coś wyraźnie mi nie pasowała, to opanowałam ten odruch i uśmiechnęłam się przyjaźnie. Nikomu w metrykę zaglądać nie będę, najwyraźniej właściciel trzymał się wyjątkowo dobrze jak na swój wiek.
- Witam serdecznie, panie Olivander - przywitałam się z sprzedawcą kładąc puste ręce na ladzie. Trudno było stwierdzić, co bardziej sprawiało, że wyglądałam na nietutejszą: obcy akcent, niebrytyjski typ urody czy fakt, że nie znałam miejscowego wytwórcy różdżek. W Bułgarii praktycznie każdy, kto trafiał do Durmstrangu, kupował różdżkę w tym samym miejscu. Ich sprzedawca znałby każdego czarodzieja stamtąd, gdyby tylko chciało mu się ich pamiętać. Podejrzewałam, że w Anglii było podobnie.
- Potrzebuje różdżki. Starą... zgubiłam - wyjaśniłam krótko, czując, że mężczyzna tego właśnie oczekuje: szybkich i konkretnych wyjaśnień. Lekko zdenerwowana faktem, że zawahałam się w trakcie mówienia przejechałam palcem po nosie jakbym miała katar. Brat ostrzegał mnie, by nie opowiadać nikomu dokładnie jak doszło do tego, że straciłam stary egzemplarz. Fakt, że walczyłam z śmierciożercą mógłby okazać się katastrofalny w skutkach, gdyby tylko trafił do uszu niewłaściwej osoby. Musiałam się z nim zgodzić w tym wypadku.
- Ma pan chwilę by pomóc odnaleźć coś odpowiedniego dla mnie? - spytałam z lekkim uśmiechem, chcąc nim rozładować napięcie, jakie podświadomie wyczuwałam od kupca.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-20, 16:42   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Drgnął i uśmiechnął się trochę nerwowo, słysząc, że dziewczyna nazwała go Ollivanderem. Wciąż przyciskał swoją różdżkę do uda, nie będąc pewnym, kto go nawiedził-ostatecznie, po tym ataku w Sylwestra każdy mógł okazać się nagle Śmierciożercą i zechcieć zaatakować, nawet bez maski - żeby wzbudzić zaufanie.
- Van Helsing - powiedział, siląc się na przyjazny ton, ale głos mu lekko drżał i brzmiał dość niepewnie - Mortimer van Helsing, jestem pracownikiem pana Ollivandera.
Trochę go to zdziwiło, że dziewczyna nie zna starszego mężczyzn - musiała przecież kupować u niego różdżkę, jak on, ale... może nie była stąd, podobnie zresztą, jak sam Mort. U niego akcent z Luizjany już prawie zanikł, ale dziewczyna brzmiała trochę po słowiańsku, jak na jego gust. Ostro wymawiane głoski, czasem trafiało się r, wypowiadane tak, jak robią to na przykład Hiszpanie, bez klusek w gębie typowych dla kogoś, kto od urodzenia włada angielskim.
W Europie Wschodniej podobno jest szkoła, gdzie uczą czarnej magii...
Mort mocniej ścisnął różdżkę, a jego nerwowy uśmiech nieco się poszerzył.
- Zgubiła pani różdżkę? - był oburzony, a jego oczy urosły. Podszedł jednak za chwilę bliżej, powoli, jak skradający się drapieżny kot - A w jakich okolicznościach? Różdżki należy pilnować droga pani, nie można jej tak sobie gubić.
Mort nie spotkał do tej pory czarodzieja, który rzeczywiście zgubiłby różdżkę. Zdarzało się, że została ona zniszczona w takich czy innych okolicznościach, ukradziona... ale nie spotkał nikogo, kto by swoją zgubił.
Zmrużył lekko oczy, poruszając szczęką i rzucając dziewczynie przenikliwe spojrzenie, jakby chciał przejrzeć jej myśli. Żałował, że nie zna się na legilimencji w tym momencie.
- Dobrze, zaraz zobaczę, co tu mamy... - mruknął i odwrócił się bokiem do przybyłej, tak, żeby cały czas mieć ją na oku. Palcem wolnej ręki zaczął wodzić po pudełkach, szukając czegoś, co na oko mogłoby pasować dziewczynie.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-20, 17:17   

Nawet nie spodziewając się, że mogłabym zostać podejrzana o należenie do złej strony mocy kontynuowałam rozmowę jakby była ona zawarciem zwykłej transakcji, a nie grą w kotka i myszkę mającą na celu wyduszenie od rozmówcy kogo popiera. Sama nie miałam powodów, by podejrzewać mężczyznę o cokolwiek złego. Jego wyciągniętej różdżki nie dostrzegłam, zaś nadmierne wścibstwo uznałam za niemiłą cechę charakteru pomocnika Ollivandera, a nie wynik nietrafnych podejrzeń. Jego dociekliwość była mi w tym momencie wybitnie nie na rękę.
- Przepraszam, panie Van Helsing, nie wiedziałam - powiedziałam przymilnie wzruszając minimalnie ramionami. Głupia mina, która pojawiła się na chwilę na mojej twarzy, zniknęła dosyć szybko, jakbym dawała w ten sposób do zrozumienia, że miałam prawo w tej sytuacji się pomylić. Van Helsing, swoją drogą, nie brzmiało zbyt Brytyjsko. Kojarzyło mi się bardziej z Niemcami, całkiem możliwe, że w Anglii był obcokrajowcem, jak ja. Facet miał plusa.
- Tak, zgubiłam. To... dość długa historia, z pewnością pana nie zainteresuje - odparłam wahając się, nie chcąc przyparta do muru wymyślać czegokolwiek na poczekaniu. Bałam się, że w pośpiechu coś zamieszam i zostanę przyłapana na kłamstwie, a tego wolałam raczej uniknąć. By zwiększyć siłę swoich słów dodałam do nich odpowiednią gestykulację: podniosłam dłonie i zaczęłam machać nimi przecząco jak sędzia rozstrzygający kontrowersyjną sytuację, który pokazuje zawodnikowi, że jego pretensje nie mają racji bytu.
- Wie pan, najłatwiej będzie zacząć od tych z włosami wil. Nie wiem dlaczego, ale nie trafiłam jeszcze na różdżkę z innym rdzeniem, która by się mnie słuchała - poradziłam pochylając się nad blatem. Tu akurat nie musiałam niczego zmyślać ani kręcić. Miałam w swojej karierze dwie różdżki i obie zawdzięczały swoją moc włosom wil.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-20, 18:10   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Uśmiechnął się do niej, odwracając na moment głowę w jej stronę.
- Nic nie szkodzi - wrócił do przeglądania różdżek. Tak, wiedział, że Ollivander lubił wcześniej zmierzyć dokładnie czarodzieja, któremu miał sprzedać różdżkę, jednak Mort uważał to za zbędne: po co właściwie? Mógł mniej więcej ocenić człowieka po wyglądzie, na oko, żeby stwierdzić, która różdżka powinna mu pasować - Pani nie jest stąd? - zagadnął, wysłuchawszy jej odpowiedzi na temat "zgubienia" różdżki i przeszedł do działu z rdzeniem z włosa wili. Wyciągnął jedno z podłużnych, zakurzonych pudełeczek, chowając przy okazji swoją różdżkę, ale tak, żeby w razie czego móc od razu wyszarpnąć ją z kieszeni. Wystawała mu ze spodni, ale to nic - był w końcu czarodziejem i miał prawo nosić różdżkę, jak mu się podobało.
Podszedł do kobiety, otwierając po drodze pudełko i rozchylając warstwy papieru, w który była zawinięta różdżka. Podał jej przedmiot z usłużnym uśmiechem i należnym różdżce szacunkiem, kłaniając się lekko.
- Cis, włos z głowy wili, giętka, doskonała do zaklęć - powiedział wciąż jednak przyglądając się dziewczynie uważnie i czekając, aż zaatakuje.
Gdyby wiedział, że dziewczyna w dodatku miała już w swojej karierze dwie różdżki, jednak prawdopodobnie uznałby ją za niegodną posiadania jakiejkolwiek, a nie - za potencjalnego Śmierciożercę i mordercę. Różdżkę zwykle miało się przez całe życie, al skoro ona straciła już dwie i teraz kupowała trzecią... cóż. Mort nie miał specjalnie wielkiego szacunku dla ludzi, którzy nie szanują czegoś tak ważnego w swoim życiu.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-21, 15:35   

Zastanowiłam się przez chwilę nad tym, czy nie pójść za nim i nie spróbować poszukać razem z nim i zaproponować coś samej, postanowiłam jednak dać mu się wykazać i poczekać na jego propozycję.
- Pochodzę z Bułgarii. Przeprowadziłam się dopiero niedawno. Brytania ma swoje uroki, ale muszę przyznać, że współczuje wam pogody - wyznałam z ulgą, że temat poprzedniej różdżki dobiegł końca. Naprawdę nie miałam ochoty ani się zwierzać, ani zmyślać opowieści dotyczących tego zdarzenia. Zadowolona z tego faktu, z lekkim uśmiechem na twarzy odprowadziłam go wzrokiem i odczekałam chwilę. Myślałam, że przyjdzie mi czekać dużo dłużej, lecz nim się zorientowałam Pan Van Helsing już był przy mnie z różdżką.
Cis, włos z głowy wili... brzmiało obiecująco. Kiwnęłam grzecznie głową i wyłowiłam z bibuły drewniany przedmiot. Chwyciłam go pewnie, uniosłam do góry. Nie poczułam w pierwszej chwili niczego, zupełnie, jakby trzymała w ręku martwy patyk. Dopiero później charakter różdżki dał o sobie znać i rozpętało się piekło.
Drewno poczuło co za osoba je trzyma. Wyczuło wszystkie aspekty mojej osoby, w tym również klątwę, przez którą ciążyła nade mną śmierć. Mający pod swoją opieką ten aspekt cis zbuntował się przeciwko takiej ingerencji w kwestię sposobu, w jakim klątwa wymuszała na mnie koniec życia. W połączeniu z kapryśnym charakterem włosa wili nie mogło wyjść z tego nic dobrego... Jeśli mężczyzna czekał na atak, to to, co nastąpiło, mógł za takowy uznać. Cisowa różdżka wystrzeliła z siebie duże (biorąc pod uwagę rozmiary sklepu) pokłady ognia, które dzięki temu, że trzymałam ją uniesioną w górę, poleciały w stronę sufitu zostawiając na nim czarny ślad spalenizny. Za dobrą wiadomość można było uznać fakt, że dzięki temu w którą stronę rozchodził się ogień nikomu nic się nie stało, a drewniany inwentarz sklepu został nienaruszony. Całe zdarzenie nie skończyło się pożarem, bo widząc co się dzieje z przestrachem wypuściłam różdżkę z dłoni i na raty wrzuciłam je do pudełka. Minę miałam taką, jakbym dopiero co miała atak serca. Złapałam się za ranę na ramieniu. Zaczęła mnie niemiłosiernie parzyć.
- Przeprrraszam - wydukałam, choć nie czułam się w stu procentach winna: przecież to również kwestia różdżki, a nie tylko moja! Nie rozumiałam, co takiego się wydarzyło, ale byłam jedna pewnego. Jeśli pomocnik Ollivandera będzie dalej wybierał tak różdżki, to nie dożyję kolejnego dnia.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-21, 21:18   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Uśmiechnął się połową ust i kiwnął głową.
- Tak, pogoda tutaj bywa straszna, ale można się przyzwyczaić - odparł. Nie ufał tej kobiecie, więc nie widział powodu, dla którego miałby jej mówić, że on też nie jest stąd.
Odskoczył gwałtownie od klientki, robiąc wielkie, przerażone oczy, kiedy płomień buchnął z jej różdżki. Normalnie nie reagował aż tak nerwowo - różne rzeczy się zdarzały, różdżki niekoniecznie akceptowały trzymającego je czarodzieja, ale teraz było dwa dni po ataku, Mort był potwornie niewyspany i strasznie zaszczuty.
- Eee... Tak. Nie szkodzi, droga pani, zaraz znajdziemy coś lepszego - powiedział drżącym, lekko zachrypniętym głosem i wrócił między półki. Wodził teraz drżącymi dłońmi po pudełkach, szukając czegoś lepszego. Może sosna...? Nie zaszkodzi spróbować, choć razem z sosną złapał też inną różdżkę z rdzeniem w włosa wili - różaną. Już miał z tym wracać do kobiety, kiedy się zawahał i cofnął o krok, patrząc na jedno z pudełek kątem oka. A może...?
Chwycił też hebanową różdżkę z włosem testrala, jednak tę postanowił zachować na koniec, kiedy pozostałym dwóm ta czarownica nie będzie odpowiadała.
Owszem, traktował różdżki jak żywe istoty, bo tak naprawdę to one wybierały sobie czarodzieja, nie odwrotnie. Możliwe, że były tworzone ludzkimi rękami, ale miały dusze, miały własną wolę i niekoniecznie chciały słuchać danej osoby.
- Proszę spróbować tę - podał dziewczynie przedmiot - Sosna, również włos z głowy wili, dość sztywna, dziesięć cali.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 17:03   

Van Helsing był dużo bardziej wyrozumiały niż sięspodziewałam. Bałam się, że może mieć pretensje o to, iż mogłam puścić z dymem cały sklep. Byłam przekonana, że u Gregorowicza w tym momencie zostałabym już przegoniona, dlatego też uśmiechnęłam się do mężczyzny wdzięcznie w podzięce za jego opanowanie i odpowiedni dystans. Bez słowa przeszłam do kolejnych testów, przekonana, że gorzej być nie może. Ramię nadal mnie parzyło, więc jedną ręką cały czas się za nie trzymałam.
Sosna się zbuntowała, choć w dużo mniej widowiskowy sposób niż jej poprzedniczka. Różdżka w szalony sposób wyskoczyła z dłoni zupełnie jakby moja skóra sprawiała jej ból. Poleciała na tyle daleko, że musiałam zrobić sobie krótką wędrówkę na drugi koniec sklepu. W drodze powrotnej zmusiła mnie do użycia siły, bo znowu by mi uciekła z rąk, gdybym tylko porządnie jej nie przytrzymała. Z ulgą dla nas nasza nieudana współpraca dobiegła końca z chwilą, gdy odłożyłam ją do pudełka i sama sięgnęłam po kolejny przyniesiony przez pracownika sklepu. Za prośbę o pozwolenie na rozpakowanie posłużyło mi pytające spojrzenie. Rzuciłam takowe w kierunku Mortimera, a następnie otworzyłam wieczko i sięgnęłam po leżący w środku przedmiot.
Różdżka z drewna różanego była miła w dotyku i w pierwszej chwili myślałam, że to właśnie to, że to właśnie moja nowa najlepsza przyjaciółka. Niestety dosyć dosadnie się zawiodłam w momencie, gdy przy niedużym machnięciu z różdżki ulotnił się ciemno bury gaz, który bynajmniej nie pachniał różowo.
- Na Merlina - Kaszlnęłam machając sobie dłonią przed nosem - Gdyby to skondensować, to powstałaby najokropniejsza fasolka Bertiego Botta wszech czasów - powiedziałam odkładając pospiesznie testowany produkt na swoje miejsce, na wypadek, gdyby miał zamiar wypuścić z siebie kolejne sensacje tego typu. Mój nos zdecydowanie nie był na to gotowy i wolałam, by moje śniadanie zostało na swoim miejscu, w żołądku.
- Ma Pan coś jeszcze? - spytałam patrząc na pudełka po kategorycznym odrzuceniu łącznie trzech jego propozycji.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-22, 18:00   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Uśmiechnął się lekko, widząc gonitwę klientki za różdżką.
- Nie trzeba, spokojnie, wszystko sobie pozbieram. Nie jest pani pierwszą i nie ostatnią, która robi mi bałagan w sklepie, to jest wliczone w pracę. Ostatecznie większość moich klientów to dzieci, kupujące pierwszą różdżkę przed pójściem do szkoły. Niektóre są obdarzone naprawdę sporą mocą magiczną, a różdżki potrafią ich bardzo nie lubić.
Zaczynał chyba powoli ufać dziewczynie - na tyle, żeby wiedzieć, że go nie zaatakuje. Prawdopodobnie - wciąż zostawiał sobie margines pomyłki.
Śmierdzący dym z różanej różdżki rozgonił swoją, machając nią i sprawiając, że gryzące opary zniknęły. Po godzinach był alchemikiem, nie raz musiał usuwać z powietrza gorsze rzeczy.
- Tak, mam coś jeszcze, z tym, że ten rdzeń nie jest włosem wili - wydobył różdżkę z pudełka i przyjrzał jej się dokładnie. Lubił ją i prawdę mówiąc, nie chciał się z nią rozstawać, ale z drugiej strony... stworzył ją po to, żeby sprzedać. Trudno. Chociaż bardzo się przywiązywał do każdego swojego "dziecka", z każdym rozstawał się z trudem, ale były też różdżki, które wyjątkowo ciężko mu było komuś oddać. No, ale... Może akurat tej się spodoba ta czarodziejka - Heban, jedenaście i pół cala, sztywna. Włos z grzywy testrala.
Podał ją kobiecie, patrząc uważnie, co się stanie.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 16:31   

Kiwnęłam głową. Trudno, mężczyzna ma trochę racji. Rdzeń z włosem wili się nie sprawdza, więc warto było spróbować coś innego. Jednak włos z głowy testrala? Nie brzmiało to jak dobra zapowiedz. Zwierzę to kojarzyło mi się tylko ze śmiercią. Kto nie igrał ze śmiercią, ten nie mógł dostrzec testrala. Dla kogoś takiego włos z jego grzywy tak jakby w ogóle nie istniał.
A może to właśnie dobry pomysł biorąc po uwagę kim byłam? A może za dużo filozofowałam i włosy testrala w różdżkarstwie oddzielone są od znaczeń, jakie ogólnie nadaje się tym stworom? Szkoda, że tak mało się na tym znałam i o różdżkach wiedziałam niewiele więcej niż zwykły czarodziej. Postanowiłam najpierw sprawdzić czy jest w ogóle sens się ad tym zastanawiać, a dopiero później pytać. Przyjęłam różdżkę od Mortimera i obejrzałam ją obracając w dłoni.
Poczułam nagły podmuch kojącego powietrza. Rozwiało mi włosy, lecz ja byłam całkowicie skupiona na przedmiocie w swojej dłoni. Różdżka żyła - wprost czułam jak jej wewnętrzna moc buzuje zgodnie z biciem mojego serca, tak jakby stała się częścią ciała, przedłużeniem dłoni. Mój uśmiech, wpierw skromny, rozszerzał się z każdą chwilą. Powiew ustał, a ja wiedziałam, że to ONA. To było to, czego szukałam.
- Panie Van Helsing, ma pan świetne oko. Pasuje idealnie - stwierdziłam, od dawna nie będąc taką zadowoloną i ukontentowaną. Naszła mnie ochota, by unieść różdżkę w górę, jak puchar, ale opanowałam to głupie pragnienie. To byłoby idiotycznie.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-23, 16:42   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Widział jej wątpliwości i wcale się im nie dziwił. Rzeczywiście, większości czarodziejów testrale kojarzyły się ze śmiercią, jednak same te stworzenia nie były niczemu winne - po protu ich magiczna moc działała w ten sposób, że widzieli je tylko ci, którzy mieli nieszczęście oglądać czyjąś śmierć.
Uśmiechnął się połową ust, widząc, że ta różdżka pasuje, że wybrała sobie właśnie właściciela. Z jednej strony się cieszył - nie była już niczyja, nie będzie dłużej leżała na półce, w pudełku, bezużyteczna, ale z drugiej strony... Naprawdę żal mu było się z nią rozstać.
- Proszę jej pilnować - powiedział poważnie, patrząc dziewczynie przenikliwie w oczy - Jest mi bardzo droga, jedna z najlepszych różdżek, jakie wykonałem. Jest też bardzo kapryśna, a fakt, że wybrała właśnie panią, świadczy dobrze o pani umiejętnościach. Nie chciałbym się dowiedzieć, że i tę różdżkę pani zgubiła.
Uśmiechnął się do klientki i pozbierał resztę, po chwili odsyłając je na półki w pudełkach.
- To czarna różdżka, w dodatku z dość nietypowym rdzeniem. Niektórym może się kojarzyć ze śmiercią, jednak tak naprawdę lepsza będzie jako obrończyni życia i zdrowia. Mam nadzieję, że do tego właśnie pani posłuży.
 
   Podziel się na:  
Ariadna G. Kazijska
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-26, 09:52   

Słuchałam mężczyzny, lecz wciąż przyglądałam się różdżce. Niewątpliwe była starannie wykonana, i nie chodziło tylko o to, w jaki sposób połączono magiczne materiały by nadać jej życie, ale także o detale jak na przykład dopracowany, estetyczny wygląd zewnętrzny. Z chytrym uśmiechem obróciłlam ją między palcami, po czym odłożyłam na ladę. Musiałam mieć wolne ręce by przeszukać swoje kieszenie w poszukiwaniu kupki drobniaków, którymi miałam zamiar zapłacić za zakup.
- Proszę się nie martwić, będę o nią dbała jakby była członkiem mojej rodziny - odparłam, próbując pewnością siebie w głosie uspokoić go - To nie tak, że poprzednie różdżki straciłam, bo mnie nie obchodziły, nie interesowały mnie, nie dbałam - zacięłam się na chwilę, szukając dobrego synonimu do słowa "dbać". Miałam jednak pustkę w głowie. Angielska trudna język. Po bułgarsku łatwiej byłoby przekazać, że dwie poprzedniczki hebanowej miały w swoim czasie duże znaczenie dla mnie i ni było mi łatwo po stracie czegoś, z czym byłam tak zżyta. Czułam, że nowa różdżka godnie je zastąpi, ale to nie zmieniało faktu, że starą miałam zamiar odzyskać. Nie wiedziałam jeszcze jak. Liczyłam po prostu na to,że jeszcze przyjdzie okazja spotkać zamaskowanego, który mi ją odebrał.
- Obrończyni życia i zdrowia? To wspaniale... Może było tak, że wybrała mnie, bo chciała stanąć na straży mojego życia - zauważyłam w zamyśleniu i przeniosłam spojrzenie na sprzedawcę - A co z hebanem? Jakie on ma znaczenie w połączeniu z włosem testrala? - spytałam kładąc na ladę górę sykli, w zdecydowanej większości o niskich nominałach. Jeśli jednak doda się je wszystkie, powinno się uzbierać kwotę wystarczającą na różdżkę.
 
   Podziel się na:  
Alchemik



-

wytwórca różdżek

37

mugolak

kawaler







280

różdżka, teleportacja łączna, kociołek, ukrycie się pod Zaklęciem Fideliusa, butelka ognistej, wszystkootwierający scyzoryk, omnikulary, świstoklik

Wysłany: 2014-10-26, 16:22   
   Multikonta: młodszy Ellis, Crow, Barty Crouch sr


Pokiwał głową, patrząc na dziewczynę surowo i mając nadzieję, że mówi prawdę i faktycznie będzie dbała o swoją nową różdżkę. Za chwilę jednak go zatkało i szarpnął głową, patrząc na nią wielkimi oczami.
- Różdżki? W liczbie mnogiej? - do tej pory dziewczyna wspominała tylko o jednej - To ile ich pani zgubiła?
Pokręcił głową i usiadł za ladą, zbierając wysypane przez klientkę monety i licząc je skrupulatnie. Miał jednak dość podzielną uwagę, więc za chwilę znów się odezwał, odpowiadając na jej pytanie.
- Heban, tak, jak mówiłem, jest drewnem o czarnym kolorze, dość mocnym i niezwykłym własnie ze względu na swoją barwę - powiedział, nie podnosząc wzroku znad monet - Jest też bardzo drogi i przez wielu uważany za wykwintny, zwłaszcza przez mugoli. Oni również potrafią wyczuwać magię, tylko sami o tym nie wiedzą. Heban ma właściwości lecznicze, choć też odpowiednio pokierowany, potrafi dobrze służyć czarnoksiężnikom - podniósł głowę i popatrzył na klientkę poważnie - zwłaszcza nekromantom. Panią rzeczywiście zamierza zapewne chronić, jeśli nie planuje pani używać tej różdżki do czarnej magii, jednak proszę jej dobrze pilnować, ponieważ w złych rękach będzie potrafiła dokonać naprawdę strasznych rzeczy.
Skończył liczyć i wrzucił pieniądze do kasy, oddając dziewczynie dwa knuty reszty.
 
   Podziel się na:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo






Grafikę na forum wykonała Seba pod okiem Daliena. Jej elementy zostały znalezione w internecie. Styl jest dziełem Curly, a kody zostały stworzone przez administrację, przy pomocy niektórych znalezionych w odmętach internetu. Nie kopiuj, zapytaj.